86: Eighty-Six - Tom 5 - Rozdział 2:
Rozdział 2
Cytadela łabędzi
Baza obserwacyjna Revich na froncie południowym Zjednoczonego Królestwa. Sam obraz twierdzy nie do zdobycia. Zbudowana na szczycie skalistych gór, była otoczona ze wszystkich stron stromymi klifami, które wznosiły się od stu metrów w najniższym do trzystu metrów w najwyższym miejscu, ze szczytami w kształcie rombów od północy i południa. Charakterystycznie śnieżnobiała powierzchnia skał była teraz przeźroczysta i ostra, a śnieg i deszcz ze śniegiem pokrywały zbocze, powodując, że było grubsze, a w pobliżu szczytu skalnych ścian, znajdowały się palisady wykonane z warstw żelbetu i płyt pancernych. Kolejne sto metrów od północnego szczytu znajdowała się kolejna duża góra, służąca za punkt podparcia grubej, wzmocnionej kopuły baldachimu, wyrzeźbionej w słabej ścianie pokrywającej szczyt niczym łabędź rozkładający skrzydła.
Jedyna brama prowadząca do bazy i prowadząca do niej droga znajdowała się na zboczu w kierunku północno-zachodnim, zbudowana na krętym stromym zboczu pełnym zakrętów. Nad wznoszącą się drogą w kształcie zwierzęcych wnętrzności widniały liczne groźne lufy wieżyczek.
„Pierwotnie była to jedna z naszych twierdz granicznych, ale obecnie używamy jej jako stanowisko obserwacyjne.”
W baldachimie pokrywającym szczyt, który stał, jak para gnijących skrzydeł. Podążając za słupami światła słonecznego, świecącego o zmierzchu w śnieżne dni, Vika prowadził Lenę i jej grupę. Był to cudowny widok, powstały w wyniku schodzenia lodowców z gór.
Podążając za jego śladami, Lena rozejrzała się po naziemnym sektorze bazy cytadeli. Twierdza ta, miała służyć jako baza Pakietu Uderzeniowego podczas operacji w paśmie górskim Korpusu Smoka. Ponieważ pierwotnie była to forteca, mury barierowe dzieliły jej wnętrze na mniejsze sektory. Spiralne schody biegnące w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara prowadziły do wieży zamkowej zbudowanej naprzeciw północnej góry. Twierdze zamku, które dziś pełniły funkcje wież obserwacyjnych, zostały częściowo wkomponowane we wnętrze góry, skąd roztaczał się panoramiczny widok na pole bitwy otaczające twierdzę.
Na końcu łagodnego zbocza, obecnie poza zasięgiem wzroku znajdowała się formacja artylerii wojskowej Zjednoczonego Królestwa na północy i sporne strefy na południu. Na wschodzie i zachodzie znajdowały się obozy pancerne Zjednoczonego Królestwa. Ostatnia tarcza kraju, północne pasmo górskie, zostało już zredukowane do miejsca, które nawiedza Legion.
Oprócz baldachimu blokującego światło słoneczne, grube, wysokie ściany działowe dzielące bazę na sektory nadawały sektorowi powierzchniowemu mroczny i duszący charakter. Shin zmrużył oczy, rozglądając się dookoła, być może zastanawiając się jak poradziłoby sobie to miejsce, gdyby wybuchła tu bitwa.
„Obserwacja skutków?”
„Ta baza znajduje się w najwyższym miejscu w okolicy. Jak wszystkie stare bazy, nie jest przystosowana do przeprowadzania ataków powietrznych, ale na szczęście Legion nie stosuje walki powietrznej, co oznacza, że nawet tej starej bazy można używać w zależności od sytuacji.”
Chociaż Legion używał sił przeciwlotniczych, nie miał własnych sił powietrznych. Legiony zdolne do lotu nie były wyposażone w broń i opierając się na wcześniejszych precedensach nie używały również rakiet dalekiego zasięgu. Wyglądało na to, że było to kolejne nałożone na nie ograniczenie. Zjednoczone Królestwo wykorzystało więc tę słabość.
Śnieg delikatnie opadał z nieba, które powinno być późną wiosną.
Wspięli się po schodach prowadzących na trzecie piętro wieży obserwacyjnej, które z jakiegoś powodu były wąskimi, kręconymi schodami, i po minięciu trzech włazów do podziemnego sektora mieszkalnego, powitał ich przenikliwy glos.
„Witaj ponownie, Wasza Wysokość.”
„Tak, cześć, Ludmila.”
Vikę przywitała wysoka dziewczyna z niemal niezwykle żywymi, płomiennymi rudymi włosami. Za nią szła grupa dziewcząt, które podobnie jak ona były ubrane w ciemnoczerwone mundurki. Mundury Zjednoczonego Królestwa składały się z fioletowo-czarnych strojów z kołnierzykiem. Z drugiej strony ciemnopurpurowe mundury były noszone wyłącznie przez Sirins.
Innymi słowy, wszystkie obecne dziewczyny nie były ludźmi. Ich głowy ozdobione były włosami w różnych odcieniach błękitu, zieleni i różu, o stopniu połysku i przezroczystości, którego nie była w stanie wytworzyć żadna ilość barwnika. Fioletowe kryształy quasi-nerwowe, które odpowiadały za funkcjonalność Para-RAID i tłumienie myśli, zostały osadzone głęboko w ich czołach. Kryształy te połączono z samymi rdzeniami sztucznych mózgów.
Lena zamrugała, rozglądając się dookoła. Pomysłowość Viki naprawdę graniczyła z zjawiskami nadprzyrodzonymi, ponieważ stworzył dziewczyny, które wyglądały nie do odróżnienia od istot ludzkich. Ale czy ta moc naprawdę przyszła bez żadnych kosztów? Ta myśl ją zaniepokoiła. Ale pomijając to…
„Wszystkie…. są kobietami.”
„Zrobienie z nich mężczyzn byłoby po prostu obrzydliwe.”
Nawet Vika zauważył zimne spojrzenie Leny skierowane w jego stronę.
„Oczywiście żartuję. Przynajmniej pół żartem… Kiedy po raz pierwszy je ujawniliśmy, na linii frontu znajdowali się głównie mężczyźni, więc uczyniliśmy je kobietami, aby je wyróżnić. W tym momencie sytuacja nie pozwala być nam wybrednymi, a ponieważ jako żołnierze służą także kobiety i dziewczęta, drastycznie różniący się kolor włosów Sirins od koloru włosów przeciętnego człowieka okazał się użytecznym pomysłem z perspektywy czasu.”
Czy naprawdę konieczne było, żeby w ogóle wyglądały jak ludzie…?
Kiedy jednak ta myśl przyszła Lenie do głowy, ogarnął ją wstyd. Tylko dlatego, że były mechaniczne, a ich „ludzkie mózgi” były niczym więcej jak replikami, traktowała tak coś, co miało własną osobowość nawet jeśli była tylko sztuczną maszyną.
Prawdopodobnie miała również problemy z uporaniem się z koniecznością, aby były podobne do ludzi, którymi trudniej było kierować i gorzej kontrolować swoje nastawienie.
Lena wyobrażała sobie, co by było, gdyby pewnego dnia obudziła się i odkryła, że stała się ogromnym, obrzydliwym owadem. Jej stan psychiczny prawdopodobnie znaczni by się pogorszył, wykraczając po za zwykły zamęt i rozpacz. Mając sześć nóg, skrzydła na plecach, złożone oczy i czułki narządów zmysłów. Byłoby to uczucie zupełnie niepodobne do ludzkiego, a ludzki umysł nie byłby w stanie wytrzymać szoku, zanim całkowicie oszaleje
….Z Reiem musiało być podobnie. Ten młody człowiek, który tak kochał swojego młodszego brata połączył się z nim, gdy został Legionem i próbował odebrać mu życie. Być może czuł to samo. Instynkty jego ciała Dinosauri, Legionu – który za bardzo różnił się od istoty ludzkiej – prawdopodobnie go dręczyły. Aby jego pragnienie ponownego zobaczenia młodszego brata przerodziło się w morderczy zamiar…
Chciała zapytać Vikę o jego opinię w tej sprawie, ale nie było to coś, co mogła poruszyć w obecności Shina. Nawet jeśli miałaby pominąć pewne imiona, Shin był sprytny i w końcu zrozumiałby, o czym mówi… A nawet gdyby tego nie zrobił, czuła, że nie powinna o tym mówić.
Gdy tylko spojrzała w jego stronę, Shin zaczął mówić.
“…Czy jedyne co odróżnia je od ludzi to mundury, kolor włosów i quasi-nerwowy kryształ na czołach?”
„Jeśli masz na myśli pomoc na polu bitwy, typ jednostek, którymi pilotują jest zasadniczo inny, więc jest to kolejne źródło rozróżnienia. Co gorsza, każdy kto próbowałby leczyć swoje rany, szybko by się zorientował. Są prawie całkowicie mechaniczne i wystarczająco ciężkie, aby można było je rozpoznać. Podstawowe dane ich struktur mózgowych są przechowywane w zakładzie produkcji, a ich zapisy bojowe są regularnie tworzone, więc nawet jeśli zostaną porzucone na polu bitwy, wszystko będzie w porządku… Poza tym…”
Vika uśmiechnął się arogancko.
“…Na twoim miejscu nie lekceważyłbym ich, Grabarzu. Te dziewczyny są stworzone do walki. W takich warunkach niełatwo im przegrać z ludźmi.”
„-Och, Shin. Raiden i Frederica też. Też was dzisiaj przywieźli. Powiedzenie 'witaj z powrotem’ brzmi… trochę nie ma miejscu, ale mimo to minęło trochę czasu.”
Theo pomachał do nich, siedząc na rogu jednego z długich stołów wypełniających salę, a Anju i Kurena, które siedziały naprzeciwko niego, odwróciły się. Znajdowali się w trzeciej stołówce Bazy Cytadeli Revich, która obecnie była wypełniona ludźmi, niektórymi ubranymi w stalowoniebieskie mundury Federacji, a inni w fiolet i czerń Zjednoczonego Królestwa.
Wszystkie funkcje bazy cytadeli skupiały się na podziemnym poziomie wbudowanym w górską skałę, a liczne kawiarnie ulokowano w podziemnym sektorze mieszkalnym. Dobrze oświetlony sufit był bardzo wysoki, ale brak okien sprawiał, że prostokątna przestrzeń wydawała się uciążliwa. Na powierzchni sufitu, artystycznie przedstawiono lazurowe niebo, a ściany pomalowano polami słoneczników, za którymi tak wyraźnie tęsknił artysta. Całość przypominała Shinowi więzienie.
Po tym, jak wszyscy zapełnili swoje tace jedzeniem, Shin, Raiden i Frederica usiedli, a Kurena z zaciekawieniem przechyliła głowę.
„Słyszałam, że pułkownik Wenzem i, um, Anette też tam byli…? Główna laska od techniki. W każdym razie słyszałam, że ta dwójka została w stolicy, ale co z Leną?”
„Je z dowódcami i oficerami sztabowymi Zjednoczonego Królestwa.”
„W końcu jest oficerem dowodzącymi. Musi odgrywać swoją rolę, jeśli chodzi o spotkania towarzyskie i takie tam.”
„Och, tak… Patrząc wstecz, właśnie tak wyglądało, kiedy przybyła do Federacji.”
Mówiąc, Anju sięgnęła po kilka małych słoiczków stojących na środku stołu, gdzie znajdował się dżem, miód i inne przyprawy do smarowania chleba. Wzruszyła ramionami i poleciła dżem jagodowy.
Wyglądało na to, że prawdą jest, że Zjednoczone Królestwo znalazło się u kresu wytrzymałości. Chociaż nie było tak źle jak w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze, ponad połowę jedzenia na ich tacach stanowiła mdła w smaku żywność syntetyczna z zakładów produkcyjnych. Gdyby ich środki produkcji żywności zostały zniszczone…. to rzeczywiście, nie przetrwaliby nadciągającej zimy.
Kiedy Shin w milczeniu jadł mięso doprawione kwaśną śmietaną i puree ziemniaczanym, słyszał głosy dochodzące z sąsiednich stołów, mimo, że tak naprawdę nie próbował ich słuchać. Siły tej bazy, odkładając na bok Procesory Pakietu Uderzeniowego, składały się głównie z Sirinów, ale nie była ona całkowicie bezzałogowa. Byli tam oczywiście Opiekunowie Sirins, podobnie jak piechota służąca jako siły obronne bazy, ekipa konserwacyjna i oddziały odpowiadające za obsługę stałych dział artyleryjskich bazy.
Zgodnie z prawem Zjednoczonego Królestwa, które stanowiło, że Viole byli jedynymi żołnierzami, którym groził przymusowy pobór do wojska, większość żołnierzy miała fioletowe oczy.
Kiedy Raiden na nich spojrzał, zmarszczył brwi.
„W stolicy mówiono, że jedyną różnicą między cywilami a chłopami pańszczyźnianymi są och obowiązki, ale …. wygląda na to ż tak nie jest, gdy dojdziesz do sedna sprawy.”
Chociaż oferowane menu nie różniło się niczym, Viole siedzieli przy tych samych stołach, co ludzie o innych kolorach skóry i grupach etnicznych. Insygnia rangi żołnierzy pańszczyźnianych wskazywały, że nie byli to zwykli rekruci i podoficerowie, a nawet wśród innych cywilów istniała różnica w randzie i widoczny antagonizm między Lolą i Taffe.
Żołnierze Viola patrzyli i rozmawiali z innymi z zauważalnym chłodem. „Nie tylko poddani, ale teraz zagraniczni żołnierze wkraczają na nasze pola bitwy. Okropieństwo. Nasza dzielna ojczyzna jest teraz zawstydzana.” Tak mówili, mimo, że zagraniczni oficerowie w Republice i Federacji byli szlachetnie urodzeni. Theo odwrócił od nich twarz, ale kątem oka ukradkiem spoglądał na nich z apatią.
„W przeciwieństwie do Republiki, wszystkie rasy z klasą to te, która się zaciągają…. To trochę dziwne.
„….? 'W Federacji jest tak samo, prawda? W Giadzie walczą tak samo. Większość obecnych oficerów to byli arystokracji, prawda?”
W starożytności, służba wojskowa szła w parze z prawem do głosowania. Tylko Ci, którzy walczyli mieli prawo podejmować decyzje polityczne. Tylko Ci, którzy walczyli, mogli stanąć ponad robotnikami rolnymi. W tym czasie służba wojskowa była postrzegana nie jako obowiązek, ale pewnego rodzaju przywilej.
„To znaczy, tak, ale nie to chciałem powiedzieć… To tak, jakby w Federacji masz prawo wyboru, ale w Zjednoczonym Królestwie jest tak samo jak w Republice, Kolor, z którym się urodziłeś decyduje o twojej pozycji w społeczeństwie i twoich obowiązkach… Ale tutaj pozycje są odwrócone. To dziwne.”
„…………”
Może dlatego, pomyślał Shin. Kolor skóry i grupa etniczna, w której się rodzisz, cementują Twoje miejsce w świecie – obowiązki, która musisz wypełniać są ustalane w chwili narodzin. To taki kraj, który wpadłby na pomysł ponownego wykorzystania zwłok do celów bojowych i rzeczywiście to zrobił aprobując używanie mechanicznych lalek przeznaczonych na wojnę. W końcu walczą cywile, dlatego ich szczątki również są składane na potrzeby działań wojennych.
Wtedy właśnie różowo włosa dziewczyna, wyglądająca na miłą nastolatkę, podeszła do stołu żołnierzy Zjednoczonego Królestwa. Zgłosiła coś, a jej twarz pozbawiona była wyrazu, który nie do końca pasował do jej młodzieńczych rysów. Nie odwzajemniając uśmiechu Opiekuna, który do niej mówił, odwróciła się i odeszła…
Sirins nie jadły. Aby nie marnować niepotrzebnie pakietów energii, zwykle przechowywano je w specjalnym hangarze, z wyjątkiem sytuacji, gdy były na operacjach lub szkoleniach.
“…Słyszałeś o Sirins?”
„Tak, trochę. Och, ale bądź ostrożny. Ich Opiekunowie nie lubią słuchać, jak ludzie mówią o nich, jakby były przedmiotami. W pewnym sensie pielęgnują je, jakby były ich kochankami, młodszymi siostrami czy czymś w tym rodzaju.”
„Myślę, że Opiekunowie naprawdę cenią swoje drony w tym kraju, co?”
Kurena wypluła te słowa z obrzydzeniem. Shin nie mógł jej za to winić. Nawet w despotycznej monarchii, która nie przywiązywała wagi do jakości i wolności, Opiekunowie traktowali te mechaniczne dziewczyny jak istoty ludzkie. Tymczasem Republika, której równość i wolność wyryte były na jej fladze, nie tylko traktowała Eighty-Sixterów jako nieludzkich, a nawet nie miała ochoty im przewodzić.
To był rodzaj ironii, który tylko oni, Eighty-Sixterzy mogli zrozumieć.
Nawet Lena nie mogła.
Istoty ludzkie mają tendencję do traktowania innych ludzi jak przedmioty lub zwierzęta, a jednocześnie cenią przedmioty i zwierzęta gospodarskie, tak jakby były ludźmi. Nawet ona nie mogła zrozumieć tego aż nad zbyt ironicznego, zasadniczo ludzkiego okrucieństwa.
Kiedy Vika wyszedł, zobaczył Lenę i opuścił ramiona.
„Już prawie czas gasić światła… Wizyta w męskim pokoju o tak późnej porze sprawia, że jesteś trochę zbyt bezbronna, Milize. Powinnaś mieć Nouzena u swojego boku, kiedy wychodzisz w taki sposób.”
„Muszę Cię o coś zapytać…. O coś czego nie chcę, aby inni, w szczególności Kapitan Nouzen usłyszeli. Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności?”
To właśnie dlatego zdecydowała się przyjść teraz, kiedy Shin udał się do swojej kwatery. Ignorując ją, Vika udał się do swojego pokoju. Wyglądało na to, że podczas pisania i czytania nosił okulary. Mówił, zdejmując swoje raczej prosto zaprojektowane okulary.
„Lerche, zawołaj kogokolwiek, byle nie był to Nouzen… Tak, lida może być. Zawołaj ją. Och, a ty tam uważaj, żeby drzwi się nie zamkneły, dopóki Lerche nie wróci.”
„Tak, proszę pana.”
„Zgodnie z twoją wolą, Wasza Wysokość.”
„Vika…….!”
Wciąż świadomie ignorując protesty Leny, Vika kazał przechodzącemu żołnierzowi przytrzymać drzwi, gdy Lerche pospieszyła. Po dłuższej chwili pojawiła się Shiden, najwyraźniej po wzięciu pospiesznego prysznica, w towarzystwie Lerche. Patrząc na nią, Vika zrobić powątpiewającą minę.
„……Przepraszam. Nie chciałem przeszkadzać. Lub tak przynajmniej powinienem powiedzieć, ale co robiłaś?”
Pomimo obecności księcia, Shiden odwróciła się twarzą z całkowitym niezadowoleniem.
„To co robię w moim wolnym czasie to nie twoja sprawa… Cholera, nawet mnie nie słuchasz, czyż nie?”
„Nie, nie robię tego. Zachowuj się przez chwilę jako pies stróżujący Milize. Może i jesteś kobietą, ale jesteś ode mnie silniejsza.”
„No cóż, posłucham Cię, książę. Walka na pięści to jedno, ale skąd wzięły się modzele na twoich rękach?”
„Polowania to popularna rozrywka w tym kraju.”
„Whoa, straszne, straszne. Chyba lepiej będę uważać na moje” p” i „q”, żebyś nie traktował mnie jak dzikiej zwierzyny, huh?”
Shiden podniosła żartobliwie obie ręce i zgodnie z prośbą opadła na pięcioosobową sofę niczym leniwy pies. Dla kontrastu Lena grzecznie usiadła, a Vika naprzeciw nich. Oddzielał ich niski stolik. Lerche postawiła na stole porcelanowe białe filiżanki i tacę wyłożoną masą perłową, wypełnioną słodyczami po czym przeszła na tyły pokoju. Potem przemówił Vika.
„Więc? Jeśli nie chcesz, żeby Nouzen o tym usłyszał, chodzi o to prawda….? Dlaczego więc ja? Nie wiem nic na ten temat.”
„Nie, prawdopodobnie…. masz największą wiedzę na ten temat ze wszystkich których znam.”
Coś, co Republika utraciła i ukryła za grubą ścianą tajemnicy wojskowej w Federacji.
„Zdolności pozazmysłowe.”
Wyraz twarzy Viki nagle stał się pusty.
„Zdolność kapitana Nouzena do słyszenia głosów Legionu. Zdolność pomocniczki Rosenfort do widzenia przeszłości i teraźniejszości tych których zna. Zdolności te oferują wielkie korzyści taktyczne… Ale czy nie szkodzą tym, którzy je posiadają?”
Dotyczyło to między innymi Viki, Espera Idinarohksów. W związku z tym, nie była pewna czy zadawanie mu pytań było dobrym pomysłem.
„Och…. A więc to właśnie chciałaś wiedzieć. Rozumiem, dlaczego Ci, którzy nie mają mocy pozazmysłowych mogą tak myśleć.”
Vika skrzyżował nogi, jak zawsze zdystansowany.
„W zasadnie odpowiedź na twoje pytanie brzmi nie. Nadprzyrodzone zdolności zawsze były niezbędne przywódcom, aby kierować masami. Jest to prawdą od niepamiętnych czasów – od czasów, gdy Ci szlachetnie urodzonej krwi byli prawdziwymi królami. Dla Espera ich zdolności pozazmysłowe są tak naturalne, jak pozostałe pięć zmysłów. Czy żywa istota zdolna do widzenia niszczy swoje ciało po prostu przez patrzenie? Ta sama koncepcja nie ma tu zastosowania, że tak powiem.”
„Ale co z przypadkami takimi jak kapitan Nouzen, gdzie jego zdolność zmieniła się w porównaniu z tym, co mógł początkowo zrobić?”
„Czy to właśnie się stało? Cóż, rozumiem. Naprawdę pomyślałem, że to dziwny sposób, w jaki mogła zamanifestować się zdolność krwi Maika.”
Lena spojrzała na niego ze zdziwieniem, więc Vika, wyjaśnił, że to klan matki Shina. Najwyraźniej znajdowało się ono w aktach personalnych, jakie otrzymał Vika.
„Taki przykład jest rzeczywiście rzadki… Ale jeśli czasami śpi zbyt długo, dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że podświadomie stabilizuje równowagę między wysiłkiem a odpoczynkiem. Gdyby powiedział, że źle się czuje, byłaby to inna historia, ale ja nie sądzę, że jest teraz jakiś powód do zmartwień.”
„To… może być prawda, ale…”
Vika przechylił lekko głowę, jak duży wąż, obserwujący jakieś nieznane małe zwierzę. Bez śladu ciepła i emocji.
„Więc pozwól, że teraz ja zadam pytanie. Gdybym ci powiedział, że ma to na niego niekorzystny wpływ, co byś zrobiła?”
Lena zamrugała, najwyraźniej zaskoczona.
„Huh?”
„Na początek, jeśli o to pytasz, dlaczego nie zabrałaś ze sobą Nouzena? Jeśli uważasz, że może to mieć na niego negatywny wpływ, tym bardziej jest to powód, dla którego powinien być obecny podczas tej rozmowy.”
“…Tak, ale…”
Był jednym z Eighty-Sixterów – jego racją bytu było to, aby nigdy nie uciekać w obliczu śmierci.
„…Kapitan Nouzen prawdopodobnie… nadal odmawiałby opuszczenia pola bitwy.”
Vika mrugał przez dłuższą chwilę.
„Czy sugerujesz…. że ten żałosny Eighty-Sixter, który został nieodwracalnie złamany przez wojnę i pozbawiony zdolności do prawidłowego osądu? I ty, dobroduszny człowiek, masz prawo wydać taki osąd w jego sprawie?”
Lena uniosła twarz w sztywnym geście. Prawdopodobnie spojrzała na niego z bladym, twardym wyrazem twarzy, wargi Viki wykrzywiły się w chichocie, ale coś w jego fiołkowych oczach nie było ani trochę jowialne.
„Zaprawdę, jesteś arogancka. Jak bogini białego śniegu.”
Bogini śniegu, który otaczał Zjednoczone Królestwo przez połowę każdego roku. Piękna, bezlitosna, arogancka bogini, która nigdy nie szczędziła próżnych myśli o troskach ludzi….
„Tak, jesteś naprawdę nieskalana jak wcielony dziewiczy śnieg. Ale czy to daje Ci prawo do twierdzenia, że każdy inny kolor jest brudny? Rzeczywiście, Nouzenowi jak temu psu stróżującemu i całości Eighty-Sixterów, w pewnym sensie brakuje czegoś krytycznego.:
Gdy Lena odruchowo spojrzała w jej stronę, Shiden z wielką apatią popijała herbatę.
„To… Znaczy tak, ale…”
Nagły przypływ emocji, który wezbrał, sprawił, że dłonie Leny spoczywające na jej kolanach zacisnęły się w pięści. Miała wrażenie, że coś ścisnęło jej serce i zakręciło jej się w głowie. Jakby była zakneblowaną lepką bryłą emocji, która uniemożliwiała oddychanie.
W końcu zrozumiała, dlaczego zapytała Vikę o coś takiego.
„Czuję, że gdybyśmy zostawili Kapitana Nouzen – zostawili Shina – samego, rozpadłby się na kawałki…”
I to ją przerażało.
„Po pojawieniu się Psów Pasterskich, spał całymi dniami. I zawsze powtarzał 'Wkrótce się do tego przyzwyczaję.’ I rzeczywiście, lekarz pozwolił mu wrócić do służby, ale jeśli obciążenie stanie się jeszcze większe…”
Tylko Shin naprawdę słyszy głosy zmarłych. Nie mogę pomóc mu dźwigać tego ciężaru. Nie mogę dzielić jego bólu. Więc jeśli napięcie będzie jeszcze większe, tym razem naprawdę może rozsypać się w pył i nikt tego nie zauważy. I to… mnie przeraża. To mnie niepokoi. Chcę coś zrobić, zanim do tego dojdzie.
“…Mimo to…”
Głos Viki był szybszy.
„Samo zamartwianie się tym wszystkim nikomu nie pomoże. Jeśli Cię to niepokoi, powinnaś spróbować z nim o tym porozmawiać. A jeśli się tak martwisz… przyjdź następnym razem do mnie, zabierz go ze sobą. Pomogę, jak tylko będę mógł.”
“…Tak.”
Następnie Vika oparł się plecami o sofę. na której siedział i przekrzywił głowę.
„Ale czy naprawdę masz czas, aby martwić się o ludzi innych niż ty? A co z waszą ojczyzną i miłością do bieli, pomimo, że jej flaga jest tak wielokolorowa.”
„…Więc wiesz.”
„Oczywiście, że wiem. Czy masz pojęcie, ilu żołnierz musiałem spacyfikować, aby twoja obecność tutaj została zaakceptowana…? Republika może nie mieć żadnego związku z rozwojem Legionu, ale jest najbardziej znienawidzonym krajem w obecnych czasach. Nie ma kraju, który nie postrzega Republiki jako diabelskiego zabójcy krewnych, a to znak Kaina, który będziesz nosić ze sobą, niezależnie od tego, gdzie toczysz swoje bitwy. Piętno leniwca kraju, który pomimo otrzymania szansy odpokutowania poprzez służbę dla Pakietu Strajkowego, wysłał zaledwie garstkę funkcjonariuszy… Naprawdę nie sądzę, że możesz martwić się o dobro kogoś innego.”
„…………..”
„Jeśli chodzi o urządzenie RAID, przejrzałem materiały badawcze, które dostarczyła nam Henrietta Penrose. Włącznie z wynikami eksperymentu na ludziach przeprowadzonych na urządzeniu Eighty-Sixterzy…. Jeśli obciążenie jest zbyt duże, może uszkodzić mózg użytkownika i wpłynąć na jego umysł. A nawet wiedząc o tym, nie sądzisz, że rezonowanie z siłami wielkości brygady to trochę za dużo?”
„To nie są siły wielkości brygady. Rezonuję tylko z kapitanami.”
„Mimo to, to całkiem sporo ludzi na raz. Ponieważ wiedzą, jak walczyć tylko w małych grupach, Pakiet Uderzeniowy jest podzielony na nietypowy układ eskadr. W Zjednoczonym Królestwie nie pozwalamy nikomu rezonować z tak dużą liczbą ludzi podczas operacji. Wątpię, czy Federacja na to pozwala, a tym bardziej Republika.”
Następnie powiedział, że był wyjątkiem, zimnym spojrzeniem w jego cesarskich fiołkowych oczach – znakiem genialnego rodowodu przekazywanego przez tysiąclecie. Fioletowe oczy roku Idinarohk, którego członkowie byli zdolni do bezceremonialnego tworzenia wynalazków, które zrewolucjonizowały świat.
„Para-RAID to technologia, która odtwarza pozazmysłową moc u tych, którym jej brakuje. Jeśli użyję przykładu, który podałem wcześniej, będzie to jak urządzenie, które na siłę daje ludziom zdolność widzenia promieni ultrafioletowych. Jeśli cokolwiek mogłoby mieć niekorzystny wpływ na użytkownika, byłby to Para-RAID.”
„To… Ale mimo to jestem dowódcą. Więc nie mam wyboru…”
Musiała tego używać, jeśli miała walczyć u boku Eighty-Sixterów.
„Jest to ryzykowne, jestem gotowa to przyjąć.”
Vika westchnął głośno z rezygnacją.
„Swobodnie dajesz swoją łaskę innym jak święty, nawet gdy dręczy Cię możliwość, że jest to niepotrzebne zmartwienie. Ale jeśli chodzi o Ciebie, jesteś tak lekceważąca. Naprawdę nie da się Ciebie uratować… Lerche.”
„Jak rozkażesz. Jednak…. nawet gdy to mówisz, twoja dobroć nie zna granic, Wasza Wysokość.”
„Zamknij się i nie wtrącaj się w to, ty siedmiolatko.”
Chichocząc przez cały czas, Lerche przeszła przez drzwi w głębi pokoju – które zdawały się prowadzić do sypialni – i wróciła z czymś w rękach. Otrzymawszy to, Vika rzucił to w Lenę, która nie zdążyła tego złapać i żonglowała niezdarnie tym w dłoniach. Shiden, obserwując to z boku wyciągnęła rękę i sprawnie to chwyciła.
„Urządzenie wspomagające myślenie, Cykada. Zostało opracowane dla Sirin i Opiekunów i w celu zmniejszenia napięcia rezonansu sensorycznego.”
Skrzydła Cicadoidei – Cykada.
Wbrew temu co sugerowała nazwa, było to ozdobione urządzenie przypominające choker ze srebrnymi nitkami zabarwionymi na jasnofioletowo, które tworzyły delikatny ażurowy wzór. W jego centrum znajdował się jasnofioletowy quasi-nerwowy kryształ, który po bliższym przyjrzeniu się zdawał się drobno utkany ze srebrnych nitek, zdających się z niego wystawać.
„Niestety, nie został on formalnie dopuszczony do użytku w armii Zjednoczonego Królestwa, ale potwierdzono, że jest bezpieczny. Jedynym powodem, dla którego nie został wprowadzony do użytku był sprzeciw żołnierzy.”
Sprzeciw temu?
„Ty też tego używasz, Vika?”
„Nie?”
Nastąpiła dziwna przerwa.
„Eee… to jest urządzenie, które odciąża Para-RAID, prawda?”
„Tak, ale nie jest dobre dla mnie, a tym bardziej dla innych Opiekunów.”
„Czemu?”
Vika odpowiedział z całkowitą powagą, „Co by dało noszenie tego przez mężczyznę?”
„Um….”
Lena nie nadążała.
Vika wyjął Cykadę z rąk Leny, podłączył ją do terminala informacyjnego, coś w nim wpisał (zdjęte wcześniej okulary znalazły się teraz z powrotem na jego twarzy), a po ponownym zdjęciu okularów rzucił ją z powrotem w jej stronę.
„Sformatowałem go, więc możesz go przymierzyć tam w przedpokoju. Powinien też zresetować pomiary…. Nie martw się, nie ma tam żadnych monitorujących kamer.”
„Och…. Eee, dziękuję Ci bardzo.”
Powinien samoczynnie zadziałać po podłączeniu go na szyi… Aha, i…”
Gdy drzwi do przedpokoju zamknęły się Vika odwrócił się.
„…jest, um, pewien trik jak to założyć. Więc… Powodzenia, mam nadzieję.”
Przedpokój, do którego weszła Lena, podobnie jak reszta podziemnej bazy był zbudowany tak, aby był dźwiękoszczelny, co oznaczało, że żadne głosy nie mogły przedostawać się do środka ani z niego wychodzić. Jednak pomimo tego…
„Hę…. Ach, ahhhhhhhhhhhhh?!”
…Krzyk Leny przebił ciszę w pokoju dowódcy, gdyż nieznanie przekroczyła poziom wygłuszenia.
Ignorując ten wrzask, Shiden nalała sobie kolejną filiżankę herbaty, którą głośno piła. Dowiedziała się, że od czasu przybycia do Federacji uważano to za niegrzeczny nawyk, ale nie zależało jej na tyle, aby to naprawić. Pozostając w tej samej postawie, skierowała jedynie wzrok w stronę swojego byłego mistrza. Kiedy Lena znalazła się w przedpokoju, Vika mówił Shiden o Cykadzie i jej zastosowaniu.
“…Tylko się upewniam, ale to nie jest niebezpieczne, prawda?”
Vika stał twarzą do ściany naprzeciwko przedpokoju, zatykając swoje uszy, więc Shiden była zmuszona napisać swoje pytanie na kartce papieru w rogu stołu.
„Tak. Przeprowadziliśmy wystarczająco dużo eksperymentów na zwierzętach i testów praktycznych. Jedynym powodem, dla którego nie jest on oficjalnie używany, jest to to, że był niepopularny wśród żołnierzy, tak jak wcześniej wspominałem.”
„Więc… mogę sobie wyobrazić, dlaczego.”
Samo usłyszenie o tym sprawiło, że Shiden miała o nim dość złą opinię. Podczas gdy Vika, mimo, że był w trakcie rozmowy, zatykał swoje uszy, Lerche przekrzywiła głowę w zamyśleniu.
„Nawiasem mówiąc, Wasza Wysokość, dlaczego przyjmujesz tak osobliwą postawę?”
„Nie widzisz tego? Słuchaj, nie chcę, żeby mnie zabili.”
„Ja… rozumiem.”
„Jeśli ten bezgłowy Grabarz dowie się o tym, moja głowa też się potoczy.”
„Jakie to okropne.”
Oczy Emeraua Lerche rozszerzyły się.
„W takim razie, Sir Grabarz jest zakochany w Lady Krwawej Reinie! Jakie to nieoczekiwane…”
Vika i Shiden jednocześnie walnęli Lerche w jej złotowłosą głowę, a potem razem otrząsnęli ręce z bólu. W końcu czaszka Lerche była metalowa. To trochę bolało.
„Jasna cholera… Twój mózg jest zardzewiały czy co, ty idiotko?”
„Krzyczysz to tu i teraz, ze wszystkich miejsc i czasów?” Zapomnij, że tyle czasu zajęło Ci zauważenie tego, siedmiolatko?”
„M-mój wstyd nie zna granic…”
Na szczęście, żaden z tych pisków nie dotarł do uszu Leny.
Procesorom wyznaczono sekcję w bloku mieszkalnym bazy. Biorąc pod uwagę ograniczoną przestrzeń pod ziemią, pokoje były czteroosobowe. Shin siedział na górnej pryczy łóżka, z oczami utkwionymi w czytanej powieści, gdy nagle podniósł głowę, słysząc głos z oddali.
Różnił się od krzyków Legionu. Odległy głos skądś…
“…Czy słyszałeś czyjś krzyk?”
W jakiś sposób miał wrażenie, że to głos Leny. Zapytany o to Raiden wyjrzał z dolnej pryczy i potrząsnął głową.
„…Nie?”
Po chwili Lena opuściła przedpokój z jaskrawoczerwoną twarzą i w mundurze w nieładzie. Gdyby Vika nie był księciem, prawdopodobnie uderzyłaby go w policzek. Vika zdawał się być tego świadomy, lecz mówił z uśmiechem przepełnionym wyraźnie fałszywą pogodą ducha.
„Cieszę się, że mogłem się na coś przydać, Wasza Wysokość.”
„……..!”
Whoa, dzięki Bogu, że Shina tu teraz nie ma. Tak pomyślała Shiden, gdy Lena wpatrywała się w księcia sztyletami w oczach. Wpychając Cykadę w wyciągnięte dłonie Viki, odwróciła się z oburzeniem.
„Wychodzę, Vika.”
„Tak, dobranoc.”
Lena szła korytarzem, w jej krokach słychać było zawstydzenie i złość, ale kiedy oburzenie irytacji opadło, zamiast tego zalał ją utrzymujący się żal i wstręt do siebie.
Czy sugerujesz…. że jest żałosnym Eighty-Sixterem, który został nieodwracalnie złamany przez wojnę i pozbawiony zdolności do prawidłowego osądu?
Ponownie. Zrobiłam to ponownie.
„…Shiden, czy ja…”
Zapytała o to, nie odwracając się, ale Shiden uniosła za nią brew.
„Czy ja jestem… arogancką osobą?”
Shiden zadrwiła z braku zainteresowania.
„Dopiero teraz to zauważyłaś?”
Lena drgnęła zaskoczona, ale Shiden kontynuowała, nie zwracając uwagi na jej reakcję. Jakby po prostu wyrażała swoją opinię.
„Żyję tak jak chcę. Dotyczy to również tego księcia i Shina również. Więc ty też możesz robić, co chcesz… Czasami po prostu musisz się z kimś pokłócić. Jeśli to się stanie, to się stanie.”
“…Ale…”
Kłócenie się z kimś…. Nierozumienie go jest…. Ja….
Ósmy hangar Bazy Cytadeli Revich. Pakiet Uderzeniowy i personel Zjednoczonego Królestwa stanęli w dobrze zorganizowanej formacji w największym hangarze bazy, zbudowanym w najniższym sektorze podziemnym. Grupa Juggernautów czekała w gotowości w cieniu platformy.
„-Wydaje mi się, że po raz pierwszy spotykam większość żołnierzy Federacji. Jestem Viktor Idinarohk, dowódca sił frontu południowego Zjednoczonego Królestwa. Rangi są bez sensu, więc nie musicie pamiętać mojej. I tak się to wkrótce zmieni. Nie będę wami bezpośrednio dowodził, ale cóż, możecie o mnie myśleć jako o jednym z waszych przełożonych.”
Dziwna atmosfera, jaka panowała wśród Eighty-Sixterów, prawdopodobnie przypominała pytanie Kto to jest? Kilka ich spojrzeń wędrowało między Viką a Leną, którzy w milczeniu stali obok wyświetlanej mapy operacji. Zastępca dyrektora armii Zjednoczonego Królestwa zmrużył oczy z niezadowolenia, jakby odczuwając, że cała sprawa była brakiem szacunku, ale Vika po prostu rzucił okiem w stronę Leny i wzruszył ramionami.
Ten chłopiec na prawdę był zarówno członkiem rodziny królewskiej tego północnego kraju, jak i dowódcą jego południowego frontu. Nawet w obliczu ponad tysiąca członków personelu nie stracił panowania nad sobą. Nawiasem mówiąc, Vika był także dowódcą nadzorującym Sirins, a on był podporządkowany Lenie, zgodnie ze strukturą dowodzenia, nadal sprawował absolutną władzę w tej bazie.
„Nadchodząca operacja będzie wspólnym wysiłkiem Osiemdziesiątego Szóstego Pakietu Uderzeniowego i 1 Korpusu Pancernego frontu południowego. Nasz cel leży siedemdziesiąt kilometrów na południe od bazy, na terytoriach Legionu – całkowite stłumienie miejsca produkcji Legionu zlokalizowanego w Górze Smoczego Kła w paśmie Korpusu Smoka.”
Była to prosta mapa, przeznaczona do dostarczania informacji siłom wielkości korpusu, przedstawiająca rozmieszczone siły Zjednoczonego Królestwa i wrogie siły Legionu. Dla podkreślenia baza produkcyjna była oznaczona czerwoną ikoną. W porównaniu z innymi potwierdzonymi pozycjami Legionu, była to jedna z głębszych i największych pozycji. Ponieważ południowe pasmo górskie Korpus Smoka, stanowiło naturalną obronę wzdłuż granic Zjednoczonego Królestwa z Federacją i granicami Zjednoczonego Królestwa z Republiką, prawdopodobnie była to jedna z głównych kwater Legionu na froncie.
„Główny atak przeprowadzi Pakiet Uderzeniowy, a wsparciem będzie 1 Korpus Pancerny. Mówiąc dokładniej, 1 Korpus Pancerny zaatakuje pozycję Legionu w ramach dywersji, odciągając i utrzymując w szachu siły frontowe i rezerwowe Legionu. Pakiet Uderzeniowy wykorzysta powstałą lukę w ich obronie do infiltracji i przejęcia bazy produkcyjnej Góry Smoczego Kła.”
Zgodnie z wyjaśnieniem, ikona jednostki pancernej armii Zjednoczonego Królestwa poruszała się po przekątnej, okrążając przednią eskadrę i przechodząc na różne pozycje. Gdy tylne siły rezerwowe Legionu ruszyły, na mapie pojawiła się trasa prowadząca z bazy cytadeli do miejsca produkcji na Górze Smoczego Kła.”
Nie przedstawiono jednak najważniejszego szczegółu – czyli mapy wnętrza bazy produkcyjnej. Pozycja ta została zbudowana przez Legion, gdy Arca stała się częścią ich terytoriów. Ludzka strona nie mogła posiadać mapy tego. Podjęto kilka prób jego rozpoznania, ale ledwie poinformowały one Zjednoczone Królestwo, że w Górze Smoczego Kła wykuto bazę produkcyjną.
„Ponadto priorytetem będzie dla nas przechwycenie jednostki dowódczej wspomnianej bazy, identyfikator: Bezlitosna Królowa. To Ameise z największej partii produkcyjnej…. Lub, cóż, przypuszczam, że nie jest to tak wyraźnie widoczne, ale to biała Ameise… Chociaż jest to nadal tylko w sferze spekulacji to jest możliwość, że wspomniana jednostka będzie w stanie dostarczyć ludzkości informacje na temat Legionu. Informacje te mogą, ale nie muszą być kluczowym elementem zakończenia wojny. Dlatego musimy to uchwycić. Uszkodzenie go w pewnym stopniu jest dopuszczalne, ale pozostawcie procesor centralny w stanie nienaruszonym… Jakieś pytania?”
„Innymi słowy, pędzimy przez lukę w Legionie po tym, jak złapią przynętę, jakoś pokonamy wroga, ukradniemy jego mrówczą królową, a potem wrócimy…. Poważnie, wygląda na to, że w każdym kraju, do którego jedziemy wszyscy wymyślają popierdolone pomysły.”
W przeciwieństwie do Osiemdziesiątego Szóstego sektora, gdzie przez większość czasu zajmowali się przechwytywaniem, operacja inwazji wymagała znacznych przygotowań. Ponieważ musieli oszukać wroga, aby pomyślał, że operacja zdobycia Góry Smoczego Kła była atakiem totalnym, musieli stworzyć wrażenie, że prowadzą przed siebie zwiad, aby opanować siłę ognia wroga. Kiedy Theo narzekał, Shin, który był skoncentrowany na swoim zadaniu, podniósł wzrok.
Eskadra Spearhead maszerowała przez zaśnieżony las iglasty, przemykając pomiędzy drzewami, tworząc zwarty klin. Oświadczenie Theo nie zostało przekazane całej eskadrze, ale zostało przesłane jedynie do nich za pośrednictwem Para-RAID tylko do Shina, Raidena, Kureny i Anju.
Ponieważ linie frontu Zjednoczonego Królestwa znajdowały się w regionie górzystym, zarówno ich wojsko, jak i Legion utrzymywały swoje pozycje pomiędzy przeciwległymi górami, a doliny i równiny pomiędzy nimi służyły jako sporna strefa. Ta arka nie była wyjątkiem i Eighty-Sixterzy szli obecnie ścieżką, inną niż ta, którą mieli obrać podczas operacji za trzy dni. Zeszli w dół po łagodnych zboczach i obecnie wspinali się na nieoczekiwanie niepewną ścianę klifu.
Na ekranach ich radarów odbijały się trzy eskadry znajdujące się w pobliżu, a także piksel symbolizujący Alkonost wysłany na zwiad kilka kilometrów przed nimi. W pobliże zbliżały się także oddziały Barushka Matushka z Zjednoczonego korpusu pancernego. Wszystkim Juggernautom przechodzącym przez drzewa wymieniono uzbrojenie na lekkie, nieobrotowe działa, a na nogach wyposażono je w stalowe pazury, umożliwiające penetrację śniegu i lodowych powierzchni. Śnieg, który spadł podczas długiej zimy, stwardniał i zamarzł pod własnym ciężarem, a gdy się poruszali, słyszeli ostry dźwięk stali wbijającej się w lód.
Lena zapytała Shina przez Rezonans:
„Kapitanie Nouzen…. Pozycja Feniksa nie przesunęła się dzisiaj z bazy na Górze Smoczego Kła, prawda?”
„Nie wygląda na to,” odpowiedział, kierując swoją świadomość na nieorganiczny, mechaniczny krzyk zakłócający nawet ciszę spowodowaną tłumieniem dźwięku śniegu. Zdał sobie sprawę, z nowego rodzaju Legionu, z którym się spotkał i pozwolił mu wymknąć się podczas ostatniej operacji tutaj, na polu bitwy Zjednoczonego Królestwa, wkrótce po przybyciu do tej bazy. Było to gdzieś w bazie Góry Smoczego Kła, celu ich operacji…. Gdzie mogła przebywać Bezlitosna Królowa, potencjalna Zelene, która ukryła tę wiadomość w Feniksie. Ich przebywanie razem było niemal oczywiste.
„Myślę, że możemy bezpiecznie założyć, że będzie on ustawiony do obrony bazy na Górze Smoczego Kła… Prawdopodobnie będzie naszą największą przeszkodą nadchodzącej operacji.”
„Nie sądzę abyśmy napotkali jakiekolwiek problemy, o ile poradzimy sobie tak jak wcześniej planowaliśmy.”
„Tak, ale proponuję zachować tę taktykę na później. Być może po powrocie z dywersji.”
„Zrozumiałem.”
Z drugiej strony, Raiden odpowiedział Theo.
„Te sterty śmieci mają przewagę i przejmują całą inicjatywę, bez względu na to do jakiego kraju się udasz. Ale jeśli weźmiesz pod uwagę odległość, sytuację i różnicę w naszych siłach, jest znacznie lepiej niż podczas eliminacji Morpho.”
„Być może nie mamy mapy bazy wroga, ale Alkonosty zajmą się za nas całym zwiadem. Najwyraźniej od tej chwili możemy pozostawić tę rolę tym dziewczynom…. Ale…”
Anju wzruszyła ramionami.
“…fakt, że wyglądają jak dziewczyny w naszym wieku, budzi we mnie mieszane uczucia. Nawet po tym, jak zobaczyłem je spacerujące po śniegu, ubrane w nic więcej niż mundury polowe.”
Podczas gdy Shin i jego grupa byli tutaj, sprawiając wrażenie prowadzenia zwiadu, Sirins ustalały trasę, którą Pakiet Uderzeniowy przejdzie podczas operacji, a ponieważ Alkonosty zostaną szybko wykryte, były to tylko same Sirins.
Zdolność Shina nie była w stanie odróżnić głosów Sirins od głosów Legionu. Po tym, jak Sirins minęły tak wiele grup Legionu, Shin nie mógł rozróżnić ich pozycji, ponieważ były rozproszone na polu bitwy.
Dron Zjednoczonego Królestwa, który obserwował Morpho…. Shin zmrużył oczy, przypominając sobie.
Tak… Można by pomyśleć, że ma takie samo uzbrojenie jakie może nosić piękna dziewczyna.
Podczas konferencji, na której omawiano w jaki sposób poradzą sobie z Morpho, książę koronny Zjednoczonego Królestwa powiedział to, nazywając je dronami. Shin usłyszał o tym od Ernsta po operacji, jak można było się spodziewać, nawet podczas takiego spotkania książę koronny przemawiał z elegancją i poetyckim wdziękiem.
Ale nie była to kwiecista figura retoryczna.
Dron, którego wtedy opisywał, to Sirin. Więc to nie była metafora, ładunek jaki mogła unieść, był w istocie ograniczony do tego, co mogła unieść dziewczyna. Był mniejszy od Feldreẞa i dlatego nie był taki łatwy do wykrycia przez sondy i radary, ale w zamian mógł unieść ciężar mniej więcej taki sam jak przez człowieka. W takim przypadku, gdyby Sirin musiały nosić sprzęt komunikacyjny i zapasowy pakiet energii, nie byłby w stanie unieść broni. Aby obserwować kryjówkę Morpho w miasteczku Kreutzbeck, musieli wysłać wiele Sirins ze sprzętem, które pozwoliłyby im przebić się przez zakłócenia elektroniczne, ale wszystkie zostały zniszczone.
Humanitarna operacja bez ludzkich ofiar śmiertelnych…. Humanitarne pole bitwy bez ofiar.
Sirins składały się z umarłych, więc nie było to błędne stwierdzenie…. Ale wtedy Kurena, która do tej chwili milczała powiedziała:
„To znaczy… One są trochę… Wiecie… Trochę przerażające.”
Mówiła tak, jakby obawiała się, że Sirin ją usłyszy, pomimo faktu, że tylko ich piątka Rezonowała ze sobą.
„Źle się czuję mówiąc to, ponieważ czuję się, jakbym niszczyła je za ich plecami, ale… w zasadzie są jak chodzące zwłoki prawda? Ja… nie do końca rozumiem, jak to działa, ale jest to przerażające.”
Theo najwyraźniej przekrzywił głowę i powiedział „Mm.”
„Naprawdę tak bardzo to Ci przeszkadza? Nie różnią się zbytnio od Legionu…. Na przykład Czarnych Owcy i Pasterzy. Jedyne co zrobili, to po prostu włożyli kopię ludzkiego mózgu do pojemnika w kształcie człowieka.”
“…Nie sądzę, że jest to poziom, a którym można powiedzieć, że po prostu to zrobili…” Theo zrobił pauzę w zamyśleniu. „To znaczy, Sirins nie są nawet do końca ludźmi. Nie oddychają, ich ruchy mają dziwne opóźnienia, ich mimika jest przewidywalna a ich oczy są nieostre. Bardziej przypominają człowieka w kształcie samo napędzanych min, które potrafią mówić.”
Wyliczył szereg rozbieżności, które Shinowi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzały. Ponieważ hobby Theo polegało na rysowaniu, prawdopodobnie miał tendencję do głębszej obserwacji obiektów. Kurena prawdopodobnie uważał Sirins za przerażających z podobnych powodów. Była snajperką, a snajperzy zwykle nie celują w cele statyczne.
Nieważne jak szybki był pocisk czołgowy, opóźnienie w trafieniu cel wynosiło od dziesiątych sekundy do kilku sekund, w zależności od odległości. Przy tak długim czasie każdy cel mógł się poruszyć, niezależnie od tego czy to był człowiek czy Legion. Aby trafić, snajper musiałby przewidzieć trajektorię i odległość oraz mieć spostrzegawcze oko, zdolne dostrzec każdy najdrobniejszy ruch. Zdobywszy te umiejętności, Kurena prawdopodobnie nieświadomie zauważyła różnice pomiędzy człowiekiem a Sirin.
„I tak naprawdę na zewnątrz wyglądają na ludzi, ale w środku są bardzo podobne do Feldreẞa. Słyszałam, że ponieważ musieli zrobić je wielkości ludzkiego kształtu, czas ich działania i wydajność były dość ograniczone.”
„Nie mają zmysłów poza słuchem i wzrokiem a ich żołądki są obciążone układem napędowym i chłodzącym. Nie jedzą, nie muszą spać…. Naprawdę nie mogę sobie wyobrazić jakie to musi być uczucie.”
„Zakładając, że w ogóle cokolwiek poczują.”
„Theeeeeo.”
„Coooooo?”
Theo zrozumiał i umilkł. Shin poczuł, że Raiden bez słowa odwraca się w jego stronę, ale przez sekundę nie zdawał sobie sprawy o co chodzi. Ale po jednorazowym mrugnięciu zdał sobie sprawę.
Och. Rozmawiali o jego bracie.
Jego bratu, który zginął w bitwie skradziono głowę i stał się Legionem – Rei. Szczerze mówiąc Shin nie przejmował się tym zbytnio. Tak, ta Dinosauria z pewnością była duchem jego brata, ale Shin nie wiedział czy jego myśli i świadomość naprawdę tam pozostały. To samo tyczyło się niezliczonych towarzyszy, których nie udało im się uratować przed zabraniem przez Legion.
Nie czuł więc dużej niechęci do traktowania skopiowanej, mechanicznej struktury mózgu jako maszyny a nie człowieka. Z wyjątkiem…
Shin pogrążył się w myślach. Jak powiedział Theo, nie było większej różnicy pomiędzy Sirins a Czarnymi Owcami, Pasterzami i Psami Pasterskimi. Były to reprodukcje ludzkich mózgów, mechaniczne duchy, których nie można było nawet nazwać trupami. Ale nawet po śmierci i skradzeniu mu głowy, nawet gdy był tylko kopią, Shin postrzegał Reia jako swojego brata. W takim razie Lerche – i wszystkie Sirins, które powstały ze struktur mózgowych poległych na wojnie – były….
Nawiasem mówiąc, podczas gdy Vika nie był połączony z kapitanami eskadry Spearhead poprzez Para-RAID, ich bezpośredni dowódca, Lena i jej sztab byli z nimi stale połączeni.
“…Czy oni nie są świadomi, że ich słyszymy? Rzeczywiście rozmawiają lekkomyślnie…”
Frederica zmarszczyła brwi, słuchając paplaniny nastoletnich żołnierzy. Był to bieg zwiadowczy, podczas którego Shin wcześniej potwierdził, że wroga nie było w pobliżu. Nie była to droga, którą wybrali podczas operacji i chociaż nadal zachowywali czujność, mieli czas, aby ze sobą porozmawiać.
Znajdowali się w sektorze nadziemnym Bazy Cytadeli Revich. Centrum danych bazy w ciągu dalszym nie była skonfigurowana do odbioru łącza danych Juggernauta, więc przejęli dowodzenie stąd, z wnętrza Vanadis. Siedząc na fotelu dowódcy, Lena ciężko opuściła ramiona.
„Przysięgam…. Mogą mieć inną strukturę dowodzenia, ale kto wie, kiedy ktoś ze Zjednoczonego Królestwa mógłby połączyć się z Rezonansem…”
U boku Vanadis rozmieszczono eskadrę Brisingamen dowodzoną przez Cyklop wraz z pojedynczą Baruską Matushką. Z długą lufą 120 mm na grzbiecie, był krótszy niż Vanadis i Lowe i miał nieporęczny wygląd wsparty na dziesięciu krótkich, grubych nogach. Był uzbrojony jak forteca demona, w dwa ciężkie karabiny maszynowe i wyrzutnię, a jego biały pancerz niczym bestii o śnieżnym futrze i świecący niebieski czujnik optyczny nadawały mu oblicze rozmytego potwora, o których śpiewa się z w folklorze.
Z pewnością był to Feldreẞ, ale z pewnością nie taki dla którego najważniejsza była mobilność. Maszynę tę zaprojektowano z myślą o niestabilnym, trudnym do manewrowania pola bitwy w Zjednoczonym Królestwie, z centralną strategią zniszczenia wroga za jednym uderzeniem.
Osobisty Znak węża owiniętego wokół jabłka został wyryty na zbroi jednostki. Identyfikator: Gadyuka. Osobista jednostka imperialna Viki, zmodyfikowana za pomocą sprzętu komunikacyjnego do celów dowodzenia i zwiększonych zdolności obliczeniowych. Wysłanie gościa w pojedynkę oczywiście nie wystarczyłoby, więc Lerche poszła z nim i pomagała dowodzić Sirins, które szukały drogi do operacji inwazyjnej.
„Ale jestem trochę zaskoczona… Pomyślałam, że Shin i pozostali mogą czuć współczucie dla Sirins, biorąc pod uwagę, że są traktowani w ten sam sposób…”
Oni, Eighty-Sixterzy, którzy wiedzieli co to było być traktowanym jako części drona i zmuszani do walki.
Ale najwyraźniej nic nie może być dalsze od prawdy. Szczere obrzydzenie Kureny było radykalnym przykładem, ale odnosiło się do bezceremonialnej postawy Theo, a nawet do Raidena, który pomimo swojej ogólnej obojętności miał najwyraźniej własne zdanie na ten temat. Anju okazała współczucie, ale w niewielkim stopniu. I z tego, co Lena widziała, pozostali Eighty-Sixterzy na ogół trzymali się z daleka od Sirins postrzegając je jako nieznane, przerażające maszyny.
„Nie czułbyś żadnej sympatii do dyktatorów, którzy przewodzili polowaniom na czarownice lub zarządzili masakrę innych grup etnicznych tylko z powodu przynależności do tej samej kategorii prześladowców co oni, prawda? Bycie podobnym do innej osoby nie oznacza, że czujesz do niej sympatię. Zacznijmy od tego, że jest wątpliwe, czy są aż tak podobni do Sirins… W końcu, czy nie wzdrygnęłaś się przed Sirins, gdy po raz pierwszy je zobaczyłaś?”
Frederica celowo zapomniała o tym, że zamarła w miejscu, kiedy Lerche to pokazała, i że aż do zakończenia rozmowy pozostała wstrząśnięta i milczała. Lena uśmiechnęła się delikatnie.
„…Tak. Chyba masz rację.”
„Sprawy są takie… Jednak, cóż…”
Frederica przechyliła głowę.
“…to może okazać się dla nich dobrym spotkaniem.”
Gdy Lena spojrzała na nią z góry, Frederica bez zainteresowania spojrzała na holoekran.
„Zadawanie pytań, kim naprawdę są Sirins nie ma związku z polem bitwy. Ale pytanie, czy Sirins są ludźmi czy nie, a jeśli nie co je wyróżnia? Kim naprawdę są ludzie i co czyni ich ludźmi…? To są wszystkie ważne pytanie, które pewnego dnia będą musieli sobie zadać.”
„…………”
Lena przypomniała sobie, jak Pakiet Uderzeniowy został utworzony, aby odpowiadać za ataki na ważne twierdze Legionu. Miał być także wypożyczany innym krajom w ramach pomocy. Operacje wysyłkowe charakteryzowały się wysokim wskaźnikiem śmiertelności i było całkowicie prawdopodobne, że Federacja zamierzała wykorzystać je jako jednostkę propagandową do zdobywania przysłów i długów od innych krajów, gdy nadejdzie czas pokoju.
Jednak jednocześnie istniała inna możliwość. Specjalne okresy szkolne zapewniano Eighty-Sixterom, które były zbędne, gdyż ich rolą była po prostu walka. Zwiększona liczba przydzielonego im personelu zajmującego się zdrowiem psychicznym oraz oferowane im programy szczegółowego poradnictwa. Nawet ich siedziba znajdowała się w pobliżu dużego miasta.
Wszystko to, łącznie z wysyłaniem do innych krajów miało stanowić formę rozwagi w imieniu Federacji. Aby pokazać Eighty-Sixterom, którzy nie potrafili spojrzeć poza obecny stan rzeczy w przyszłość wykraczającą poza wojnę z Legionem, nowy świat…
„Co czyni nas ludźmi? Inaczej mówiąc, w jakim celu żyjemy? Być może to spotkanie będzie dla nich doskonałą okazją do odpowiedzi na te pytania.”
Niedawno eskadra Spearhead otrzymała wiadomość od Lerche, która Rezonowała z jednostką zwiadowczą Alkonost. Po połączeniu się z nią, martwą osobą, Rezonans wypełnił się chłodem jakiego nie było u normalnego człowieka. Być może, był to jeden z powodów, dla których Eighty-Sixterzy poczuli się zniesmaczeni Sirins, ponieważ Kurena i pozostali członkowie drużyny milczeli, podczas gdy Shin jej odpowiadał.
Po wymianie kilku raportów i wiadomości po zakończeniu raportu, Lerche nagle powiedziała:
„Nawiasem mówiąc, czy mogę was wszystkich o coś zapytać?”
„…..? Tak.”
Shin skinął głową i miał wrażenie, że Lerche wyprostowała się na swoim siedzeniu.
„Słyszałam o aktach barbarzyństwa Republiki, że wy i Eighty-Sixterzy, którzy otrzymaliście schronienie w Federacji po upadku Republiki…. Dlaczego więc wróciliście do wojska? Czy Federacja poprosiła was o zaciągnięcie się do służby wojskowej w zamian za obywatelstwo?”
Kurena udzieliła natychmiastowej, ponurej odpowiedzi.
„Nigdy nie walczyliśmy, bo ktoś nas do tego zmuszał.”
Jej ton był mocny u surowy, jakby samo pytanie ją zirytowało.
„Nie dla Federacji ani dla białych świń republiki. Nigdy. Wybraliśmy to dla siebie. Jeśli mamy liczyć dni do powieszenia, wolelibyśmy walczyć, stawić czoła śmierci i walczyć dalej aż do dnia, w którym zostaniemy powieszeni, zanim ten dzień w końcu nadejdzie…. Nie patrz na nas z góry.”
„…………”
Lerche wydawała się przytłoczona siłą wypowiedzi Kureny.
„Moje najszczersze przeprosiny. Potraktuj to jako bezsensowne ćwierkanie ptaka w tle i wybacz mi… Jednakże w takim przypadku…”
Wtedy właśnie czujniki oscylacji w ich nogach zarejestrowały odczyt.
Otworzyło się okno alarmowe i po chwili opóźnienia usłyszeli ciężki, twardy dźwięk zderzających się metalowych płyt. Dźwięk wieży Lowe kal. 120 mm. Dochodził ze strony trasy inwazji na Górę Smoczego Kła. Dokładnie tam, gdzie Sirins były na zwiadzie.
„Zostały wykryte. Co za nieostrożność…! Nawet jeśli podałeś im początkowe pozycje wroga, Sir Grabarzu…!”
Zawodzenie Legionu czającego się w skonfliktowanych strefach natychmiast nabrało tempa. Ich obecność, która wydawała się być wyraźniejsza, gdy byli w grupach, została zabarwiona zaprogramowaną pustką, choć zaciekłą wrogością.
I jeden z tych krzyków, okrzyk bojowy jednostki, która wciąż była daleko stąd, utkwił w pamięci Shina. Był to szczególny okrzyk wojenny, który zawsze pojawiał się przed ustalonym wzorcem ataku. Odległość była jednak zbyt duża, a za horyzontem czekały już tylko terytoria Legionu. Czy to był Skorpion?
Ale jeśli to był Skorpion, to też…
“…Wszystkie jednostki, rozproszyć się i przejść na broń pomocniczą. Pułkowniku!”
Zawołał w chwili, gdy zdał sobie sprawę, że to co właśnie poczuł nie było Skorpionem.
„Wkraczamy do walki…. Przewiduję posiłki wroga. Ostrzeż też jednostkę pancerną!”
Trzydzieści kilometrów od linii frontu, na terenach Legionu. Na zaśnieżonym polu na leśnej polanie, oddział Legionu wbił w ziemię wiele przypominających pługi amortyzatorów przymocowujących do jego nóg i wycelował. Blokując wszystkie stawy, przytwierdził swoje ciało do podłoża i rozłożył szyny na plecach, które wyciągnął do przodu. Końce tych masywnych szyn, rozciągających się na dziewięćdziesiąt metrów, skierowane były na północ, w stronę linii frontu Zjednoczonego Królestwa.
Czekające jednostki Ameise wspięły się na szyny. Zamiast swoich uniwersalnych karabinów maszynowych kal. 7.62 mm, miały karabiny maszynowe kal. 14 mm przeznaczone do zwalczania lekko opancerzonych jednostek. Trzymając się poręczy, z nogami przymocowanymi do wahadłowca przypominającego blok startowy, przykucnęły, jakby się usztywniały. Fioletowa błyskawica przebiegła przez szyny niczym pełzający wąż.
Legion ten, podobnie do jednostki Skorpion i Stachelschwein, był typem, który nie sprawdzał się na liniach frontu. Jednak w przeciwieństwie do tego typu artylerii, były specjalnymi jednostkami wsparcia, którym ludzkość dopiero musiała się przeciwstawić.
Kod rozwojowy nadany tym jednostkom wsparcia przez Zelene Birkenbaum podczas ich opracowywania w imperialnym laboratorium wojskowym, była to Wyrzutnia Elektromagnetyczna typu – Zentaur.
Lena nie mogła uwierzyć swoim uszom.
„Walka?! Chcesz powiedzieć, że wrogowie przelatują nad oddziałami zwiadowczymi przed tobą?!”
Normalnie, można by podejrzewać, że to zasadzka, ale w przypadku Shina było to niemożliwe. Słyszała jak Vika cmoka językiem po drugiej stronie Rezonansu.
„Nouzen prawdopodobnie ma rację. Kolejna jednostka pancerna właśnie natknęła się na wroga…. Jakiego rodzaju sztuczkę tutaj wymyślają?”
Marcel, który podsłuchiwał, sapnął.
„Prawdopodobnie używają jakiejś wyrzutni! Lecą na nich lekkie jednostki, takie jak Miny Samobieżne i Ameise!”
„Spadający deszcz…?! Ach…!”
Uświadomiwszy sobie, co się dzieje, Lena zacisnęła zęby. Widziała wzmiankę o tym w dziennikach bojowych Federacji. Były bardzo rzadkie, ale istniały zapisy o powietrzno-desantowych lekkich jednostkach Legionu i spekulowanym, niepotwierdzonym Legionie typu katapultowym – Zentuarze.
Katapulty były używane głównie na lotniskowcach, aby umożliwić myśliwcom osiągnięcie prędkości potrzebnej do startu w przypadku, gdy dostępne pasy startowe były niewystarczające. Wykorzystywały ciśnienie pneumatyczne lub energię elektryczną, aby wyrzucać przyczepione samoloty za burtę.
Była to metoda brutalna, ale urządzenie miało potężną moc, dzięki której samoloty przewożące bomby mogły osiągnąć prędkość trzystu kilometrów na sekundę. Użycie go od odpalenia lekkich min Ameise czy Min Samobieżnych, które były jeszcze lżejsze, było prostą sprawą.
Twarz Marcela wykrzywiła się w gorzkim wyrazie.
„Raz wpadliśmy na taką zasadzkę podczas szkolenia zwiadowczego, kiedy byłem z akademii oficerów specjalnych, razem z kapitanem Nouzenem i Eugene… naszym rówieśnikiem z tamtych czasów. Było wiele ofiar. Nawet jeśli jest to tylko waga lekka, mogą być niebezpieczne, jeśli nagle ich otoczą.”
****
Wznosząc ryk, niesłyszalny dla ludzkiego ucha, Zentaury jednocześnie uruchomiły elektromagnetyczne katapulty przypominające włócznie na swoich plecach. Prom wystartował, wystrzeliwując Ameise, ważące ponad dziesięć ton i wyrzucając kapsuły zawierające pluton Samobieżnych Min po dziewięćdziesięciometrowych szynach. Kiedy osiągnęły maksymalną prędkość na końcu szyn, blokady zostały zwolnione, a wystrzelony lekki Legion wzniósł się w przestworza, zapalając przymocowane do nich dopalacze rakietowe i wzbiły się w powietrze, pozostawiając za sobą smugi ognia i dymu.
W mgnieniu oka osiągnęły niezbędną wysokość i zużyły dopalacze, co zakończyło ich spalanie. Zanim grawitacja zdążyła ściągnąć je w dół, rozłożyły pary składanych, jednorazowych przezroczystych skrzydeł. Grawitacja planety, która rządziła wszystkimi, chwyciła je, ale ich rozpostarte skrzydła złapały wiatr i przeszły w szybowanie.
Szybując po lodowatych niebiosach, Legion skierował się w stronę wprowadzonych współrzędnych, rozpoczynając opadanie na oślep na zamarzniętą ziemię.
****
Gdy zbliżały się do ziemi, odłączyły szybowce. Legion rozłożył nogi i wylądował. Ameise wylądowała na sześciu nogach, podczas gdy Miny Samobieżne wykorzystywały swoje cztery kończyny niczym zwierzęta, wysypując się z kapsuł, które pękały po odłączeniu.
Wszędzie padał śnieg, a ziemia trzęsła się, gdy rozsypali się w szczelinach między drzwiami. Ameise, która dowodziła zwiadem, włączyła swoje czujniki kompozytowe, gdy….
„-Ognia.”
W chwili, gdy Shin wydał rozkaz, Juggernauty leżące w zasadzce powstały i wystrzeliły z karabinów maszynowych wyposażonych w ich chwytne ramiona. Ameise i Miny Samobieżne były typami przeznaczonymi do walki przeciwpiechotnej, a ich pancerz był lekki i przez to też cienki, co pozwalało na łatwy załadunek ich na katapulty. Grad ciężkiego karabinu maszynowego, zdolnego rozerwać silnik samochodu na kawałki, zamienił je w ser szwajcarski, zanim zdążył włączyć się alarm o napotkaniu wroga.
Potwierdzając, że lamenty duchów ucichły, Shin skierował swoją uwagę na kolejne przewidywane miejsce lądowania Legionu. W przeciwieństwie do bombardowań typu Skorpion, które rysowały się paraboliczną krzywą, szybowanie pozwoliło Legionowi kontrolować trajektorię i zmieniać miejsca lądowania, przez co były trudniejsze do przewidzenia, ale ponieważ to las był polem bitwy, sytuacja była inna. Lądowanie wymagało pewnej ilości otwartej przestrzeni, a w tym gęstym lesie iglastym, w którym drzewa liczyły setki lat, nie było zbyt wielu stanowisk wystarczając dużych, aby je pomieścić. A więc Shin, który mógł śledzić ich trajektorię w powietrzu, był w stanie z łatwością przewidzieć, dokąd zmierzają.
„Rito, kierunek 113. Michihi, tuż przed twoim oddziałem… Zestrzel je, gdy tylko wylądują.”
„Rooooozkaz.”
„Tak, proszę pana!”
Przenikliwe odgłosy ognia z ciężkich karabinów maszynowych docierały do ich uszu nawet przez grubą zasłonę leśnych drzew. Jednak ich liczba była zbyt duża. Legion miał tendencję do stosowania nieludzkiej strategii wykorzystywania części swoich sił jako wabików, podczas gdy reszta atakowała. I wkrótce Procesory zostaną pozbawione jakichkolwiek opcji.
Uruchomił się Para-RAID, jakby chcąc odpowiedzieć na ten dylemat, i Vika zwrócił się do Shina, przekraczając swoje uprawnienia, ale nikogo to nie obchodziło. Nawet Leny.
„Nouzen. Pozbędziemy się katapult. Skup się na tych, które ładują.”
Shin słabo słyszał kolejne odgłosy eksplozji dudniące w tle głosu Viki. Dźwięk kilku haubic, prawdopodobnie stałej obrony bazy cytadeli. Liczne głosy – prawdopodobnie należące do katapult – nagle ucichły. Zdając sobie sprawę, że zmiótł je ogień haubic, Shin skupił się na otaczających go wroga… Rzeczywiście, armia Zjednoczonego Królestwa była dość zorganizowana. Nie bez powodu trzymali w ryzach postęp Legionu w tym paśmie górskim.
„-Zrozumiałem.”
„-Zespół strzelców do Gadyuka. Tłumienie zakończone.”
„Pozostań w gotowości. Na żądanie zapewnij ogień.”
„Zgodnie z twoją wolą.”
Kiwając głową na raport zespołu artyleryjskiego, Vika zwrócił swoją uwagę na jego królewską gwardię.
„Lerche.”
„Aye, mój panie.”
Odpowiedziała mu natychmiast, korzystając ze specjalnego urządzenia komunikacyjnego Republiki i Federacji zwanego Para-RAID. Maszerujące Sirins pod jej dowództwem przeszły pod jego kontrolę. Zwykle liczba Sirin, które Opiekunowie mogli kontrolować, wahała się od czteroosobowego zespołu do czterdziestoosobowej kompanii. Jednak Vika był jedyną osoba w armii Zjednoczonego Królestwa, która była w stanie dowodzić pełnym stuosobowym batalionem naraz.
„Pokaż im.”
„Zgodnie z twoją wolą, mój panie,” odpowiedziała Lerche, siedząc w kokpicie swojego Alkonosta.
Identyfikator: Czajka. Słabe monochromatyczne światło ekranu optycznego odbijało się w jej nieruchomych, zielonych oczach. Te sztuczne oczy, na którymi Vika pieczołowicie pracował, aby były nie do odróżnienia od ludzkich. Ich budowa i funkcja nie różniły się jednak od czujnika optycznego Feldreẞa. Podobnie jak uszy, którymi otrzymywała rozkazy swojego pana…
W końcu jesteśmy jedynie mechanizmem zegarowym wykutym na kształt człowieka. Nie jesteśmy ludźmi.
„Oddział 1 Sirin, Lerche – wynosimy się!”
Legion, który uniknął przechwycenia i zdołał się przegrupować, wypłynął z ciemnego lasu niczym fala.
„-Zadajcie im atak kleszczowy… żeby nie mogli strzelać w tym kierunku!”
Alkonosty gwałtownie wystrzeliły ze szczeliny między drzewami i w tym samym momencie ostrzeżenie Lerche rozległo się zarówno przez radio i Rezonans Sensoryczny.
Niezależnie od tego, Shin przygotował się na dźwięk duchów emanujących z Alkonostów. Dźwięk ostatnich chwil poległych na wojnie, którym odebrano umysły, gdy poddawano ich znieczuleniu. Głosy duchów, które nadal pragnęły i błagały o pozwolenie na powrót.
Naprawdę było to zbyt trudne do rozpoznania, pomyślał Shin, cmokając. Nie potrafił ich rozróżnić. Zwłaszcza w walce wręcz, gdzie przyjaciel i wróg chaotycznie się mieszali. Alkonosty zostały zoptymalizowane do walki na zamarzniętym polu bitwy i rozmieszczeni ze zwinnością, która ignorowała zaśnieżony teren, zbliżając się do linii frontu z trzech kierunków.
Podobnie jak Barushka Matushka, Alkonost miał pięć par nóg, z wyjątkiem długich i połączonych stawów. Jego tułów, do którego przymocowano kokpit był tak cienki, że wydawało się wątpliwe, czy w ogóle miał zbroję, co nadawało mu wygląd folkidowego pająka. Miał biały pancerz, który pozwalał mu się wtapiać w cienie śniegu, ale chociaż miał wygląd lodowej rzeźby, niesiona przez niego krótkolufowa wyrzutnia 105 mm kolidowała z tym wrażeniem.
Pozostawiają za sobą ostry, charakterystyczny dźwięk stalowych pazurów wbijających się z lód, Alkonosty przedzierały się przez drzewa małymi podskokami lub wspinając się po grubych pniach i biegając po wierzchołkach drzew. Ich ramy były najwyraźniej lżejsze niż Juggernautów, w oparciu o koncepcję projektową kładącą nacisk na walkę z dużą mobilnością, podobnie jak w przypadku Reginleifów.
Zarówno z tyłu jak i ponad wierzchołkami drzew, zamarznięte pająki zstąpiły niczym wygłodzone zimowe zwierzęta na Legion, gdy ten zwrócił się w stronę Alkonostów.
Ponieważ Zentaury zostały zbombardowane zanim zdążyły wystrzelić wszystkie siły powietrzno-desantowe, pozostało jedynie zmieść Ameise i Miny Samobieżne, które miały stosunkowo niskie możliwości bojowe. A ponieważ ich liczebność była niewystarczająca, nie mogli się równać z doświadczonymi Eighty-Sixterami.
Z drugiej strony, odłączone siły pancerne walczyły z Lowe, które rzuciły się, aby kryć Legion.
„Kapitanie Nouzen, oddzielny oddział przedarł się. Dwie kompanie, standardowa formacja typu Grauwolf i Lowe. Należy zachować ostrożność.”
„Zrozumiałem pułkowniku. Udamy się tam, żeby ich przechwycić…. Kurena osłaniaj mnie. Raiden, ty zajmiesz się tą stroną.”
„Lerche, weź dwa plutony i dołącz do nich. Ucz się od nich.
„Zgodnie z twoją wolą.”
Ikony mieszanych jednostek Juggernautów i Alkonostów zaczęły się poruszać na ekranie Vanadis i rozpoczęła się bitwa z dwiema kompaniami Legionu. Czyszczenie na flankach trasy Legionu i celowe przepuszczanie wrogiej awangardy w celu uderzenia z ich strony było jedną z ustalonych taktyk Shina.
Barushka Matushka prawdopodobnie również była świadkiem przebiegu bitwy, bo Vika mówił przez Rezonans:
“…Jestem zaskoczony. Uniwersalna jednostka. W dodatku załogowa, która tyle potrafi.”
W jego głosie wyraźnie słychać było podziw, na co Lena uśmiechnęła się bez słowa. Zespół badawczy i ekipa konserwacyjna dobrze poradziły sobie z wyposażaniem ich do walki w zaśnieżonym terenie i choć umiejętności Eighty-Sixterów nie odzwierciedlały jej własnych, i tak cieszyła się, że ktoś je chwalił.
„Piloci zdolni do walki z mobilnym dronem Alkonostem są rzadkością w Zjednoczonym Królestwie. A ich przygotowano do walki na zaśnieżonym terenie…. Jeśli czas na to pozwoli, chciałbym, aby szkolili Sirins. Ponieważ oni mogą je zastąpić, jeśli się zepsują, mają tendencję do rekompensowania braku umiejętności lekkomyślnością.”
„Dziękuję bardzo, ale ja też byłam zaskoczona… Czterdzieści jednostek wysłanych na zwiad i osiem kolejnych. Nie mogę uwierzyć, że sam je wszystkie kontrolujesz…”
„Małe, indywidualne decyzje są w pewnym stopniu podejmowane przez Sirins, chociaż muszę odpowiadać za priorytety wrogów i ich ścieżkę natarcia. Daję tylko ieco bardziej szczegółowe instrukcje niż ty, gdy dowodziłaś nimi w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze.”
„Czy z pańskiego punktu widzenia Reginleif ma jakieś wady?”
„Wolałbym, aby ich sprzęt do jazdy w zaśnieżonym terenie był nieco bardziej dopracowany. Mamy kilka dni do ataku więc chciałbym poświęcić trochę czasu na ich modyfikację…. Właściwie, dlaczego Eighty-Sixterzy nie użyją Alkonostów? Nie miałbym nic przeciwko poznaniu ich opinii na ten temat.”
Lena zamrugała słysząc tę nieoczekiwaną propozycję.
„Czy Alkonostami mogą sterować ludzie?”
„Jak myślisz, dlaczego Srins zostały stworzone w ludzkiej postaci? Bez tego rodzaju kompatybilności mielibyśmy kłopoty w scenariuszu, w którym brakowałoby pilotów lub platform. Jeśli pilot musiałby oddać swoją maszynę podczas walki, pobliska Sirin może oddać swój Alkonost… W końcu spędzanie zbyt dużej ilości na polu bitwy może być wyczerpujące dla organizmu.
Te słowa były odrażające, gdyż pochodziły z ust nieludzkiego węża, jednego z władców ostatniej despotycznej monarchii na kontynencie…. Słowa, które ceniły wyłącznie ludzie życia.
„Pole bitwy to nie miejsce, od którego powinni zaczynać ludzie. Jeśli to możliwe, chciałbym, aby pilotowali wyłącznie Sirins, aby zostać Opiekunem, potrzeba pewnych umiejętności…. A żołnierze mają własne wyobrażenie o godności i obrzydzeniu. Chociaż może tak ma być i można się tego spodziewać, gdy rozważają powierzenie losu Zjednoczonemu Królestwu tym przerażającym automatom.”
Nie znaczy to, że opłakiwał ich stratę, sam w sobie… Ale to też trochę różniło się od sytuacji, w której właściciel bydła lamentował nad stratą swoich zwierząt.
„…Vika. Czy mogę cię zapytać o jedną rzecz?”
„Mm?”
„O Lerche. Dlaczego ona… jako jedyna wygląda dokładnie jak człowiek?”
Miała złote włosy, zupełnie jak ludzkie i nie miała quasi-nerwowego kryształu umieszczonego na czole. I chociaż służyła jako eskorta, nie została wyłączona i przechowywana w czasach pokoju jak inne Sirins, swobodnie spacerowała po pałacu.
“…Tak, cóż…”
Po raz pierwszy Vika przemówił wymijającym tonem.
“…Przepraszam, ale czy mogę powstrzymać się od odpowiedzi na to pytanie…?”
Było to starcie wysoce mobilnej broni pancernej. Ponieważ maszyny rzuciły się, by uniknąć ostrzału z przodu, próbując zastrzelić wroga, naturalnie trudno było odróżnić przyjaciela od wroga. Niestabilne, zaśnieżone pole bitwy stawiało Żniwiarza Shina, zoptymalizowanego do walki wręcz, w niekorzystnej sytuacji.
W związku z tym unikał walki wręcz i przeszedł do obowiązków zwiadowczych. Zamiast tego służył jako przynęta, wyławiając jednostki, które próbowały toczyć jego towarzyszy. Fale odłamków, ostrzał z karabinów maszynowych, strzały snajperskie i bombardowania uderzyły w Lowe, przebijając się przez lód i miażdżąc go pod nogami, pokonując zakręty i niszcząc Grauwolfy, które swobodnie poruszały się po lesie.
Stojąc po stronie Juggernautów, Alkonosty zmierzyły się z czterema oddziałami Legionu, powtarzając wyćwiczoną taktykę izolowania i niszczenia poszczególnych jednostek. W końcu były podobne do Reginelifów pod względem lekko opancerzonych, zwinnych jednostek i podobnie jak Grabarz, zostały zaprojektowane do walki w zwarciu.
Używając krótkolufowych wyrzutni dział kal. 105 mm, które umożliwiały wystrzeliwanie z tej samej lufy pocisków kumulacyjnych i przeciwpancernych, zdziesiątkowały Legion z bliskiej odległości.
Jednakże…
„-Walczą jakby wiedziały, że zostaną zniszczone,” szepnął słabo Raiden.
Kilka Alkonostów, którym odstrzelono nogi z karabinu maszynowego przylgnęło do Lowe, strzelając w niego salwami niczym sępy czepiające się zwierzęcia i rozdzierające je żywcem. Gdy kilka Grauwolfów rzuciło się na pomoc, jeden z Alkonostów stanął im na drodze, aby je opóźnić. Inny chwycił się Grauwolfa, który podążył za nim aż do korony drzew, upuszczając je oba podczas spadania, a inny wyciągnął stado Min Samobieżnych by po tym jak do niego przylgnęły rzucił się na pobliski Lowe, wysadzając zarówno Miny Samobieżne jak i Lowe.
Różniły się od Eighty-Sixterów i Vanagandrów Federacji, którzy stawiali czoła Legionowi w skoordynowanych grupach. Styl walki Sirins opierał się początkowo na działaniu w roli wabika i opóźnianiu przeciwnika a następnie wykonywaniu samobójczych szarży w celu zniszczenia części sił wroga. A po ich braku wahania było widać, że żadna z Sirins nie miała zastrzeżeń co do tej taktyki. To było tak, jakby pogodziły się z faktem, że są zbędne….
„Naprawdę powinni trochę lepiej rozważać swoje zastosowanie. Jeśli tak szybko zostaną osłabione, nie będziemy mieli wystarczającej liczby rąk na pokładzie, aby przetrwać operację. Do diabła, nawet dotarcie tam może być trudne.”
„Tak…”
Shin zaczął odpowiadać, ale nagle przerwał. Dalej, po lewej stronie, na skraju szlaku znikającego za zakrętem wśród drzew jego umiejętność wychwyciła tę część sił Alkonostów walczących z Legionem, która przedarła się w ich obronę. Kiedy spojrzał przed siebie, na szlaku pojawiły się dwa Lowe. Lowe miał niskie możliwości czujników. Nie wyczuli obecności Grabarza za drzewami ani nie obawiali się ataku z innej strony, ponieważ ich wieże obróciły się zaledwie po chwili przerwy. Ale zanim skierowały wzrok w jego stronę, Grabarz już ich dogonił.
Wykorzystując powalone drzewa jako oparcie dla stóp, posuwał się małymi, ostrymi skokami, przedzierając się przez flankę pierwszego Lowe, mijając go. Następnie użył nóg swojej ofiary jako oparcia, aby odskoczyć i uniknąć strzału drugiego, w odwecie wpompowując pocisk w górną część wieży. Oba Lowe zerwały się na nogi mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Grabarz wylądował otoczony sprejem dymu i śniegu.
Alkonost, który rzucił się na Lowe, pojawił się na jego ekranie optycznym, stojąc nieruchomo i wpatrując się w niego. Wyryty na nim Znak Osobisty przedstawiał białego ptaka morskiego – Czajkę. Jednostkę Lerche.
„…Niewiarygodne. Doprawdy, na tym polega waleczność Grabarza Osiemdziesiątego Szóstego Sektora… Pomyśleć, że z pojedynkę człowiek mógłby pokonać klasę pancerną.”
„Czy został tam jeszcze jakiś Legion?”
„Hę…? Nie, reszta mojego oddziału je zmiotła. Nasza nieostrożność była dla Ciebie przeszkodą.”
Mówiąc to, jasnoniebieski czujnik optyczny Czajki niespokojnie zwrócił się w stronę upadłego Lowe.
„Jestem zaskoczona, że nic Ci się nie stało. Człowiek na tak niesfornym wierzchowcu-”
„Przyzwyczailiśmy się do tego,” Shin odpowiedział wyraźnie.
Walka była tak zacięta, że musieli się do niej przyzwyczaić, czy tego chcieli, czy nie, a Ci, którzy nie mogli, Ci, których ciała nie wytrzymywały, ginęli, bo nie byli w stanie walczyć.
„’Przyzwyczajeni do tego,’ mówisz… Rozumiem. Pole bitwy w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze musiało być rzeczywiście trudne…”
Nie miała zdolności oddychania, a mimo to mówiła z westchnieniem. Czujnik optyczny Czajki ponownie zwrócił się ku wrakowi Legionu.
“…Sir Grabarzu. Jeśli…”
Zadała mu pytanie głosem cichym jak świergot. Nagle, niemal od niechcenia.
„Gdybyś mógł porzucić swoje ludzkie ciało i zyskać większą sprawność bojową, zrobiłbyś to, Panie Grabarzu? Aby żyć i kontynuować walkę.”
Shin przez chwilę nie rozumiał co powiedziała. I w chwili, gdy to sobie uświadomił dreszcz przebiegł mu po plecach, co jest rzadkim zjawiskiem u kogoś tak apatycznego.
„Co ty-?”
„Twój układ krążenia może zostać wzmocniony w celu uzyskania większej wydajności pompowania. Twoje nogi można zmodyfikować za pomocą sztucznych mięśni, które zwiększyłyby ich amortyzację, aby zapobiec utracie przytomności. Gdyby twoja krew była syntetyczna, zaobserwowałbyś ogromną poprawę swoich możliwości produkcji tlenu. Obecnie wasze narządy wewnętrzne są podatne na uderzenia i nie nadają się do walki w dużej mobilności, do której jesteśmy przyzwyczajeni…. Wszystkie te modyfikacje są możliwe dzięki technologii Zjednoczonego Królestwa, choć wiele procedur wciąż jest w fazie eksperymentalnej. Kruchość mózgu to jedyna rzecz, która wciąż pozostaje poza zasięgiem ich technologii, ale my, Sirins pokonałyśmy nawet ten problem. Czy zyskałbyś taką moc, gdybyś mógł? Czy zgodziłbyś się na to, żeby walczyć dalej?”
„…”
W imię pokonania Legionu… byłaby to słuszna decyzja. Legion przytłoczył ludzkość, ponieważ były maszynami zbudowanymi specjalnie do walki z ludźmi. Ludzie mieli wiele funkcji, które były bezużyteczne lub nawet niekorzystne w walce i nie mogli mieć nadziei na dorównanie Legionowi, który był zoptymalizowany wyłącznie do walki.
Więc jeśli ludzie odrzucą wszystkie swoje niedoskonałości…. Jeśli pozbędą się wszystkiego, co nie jest przeznaczone do walki i odrzucą ciało i krew, które nie nadają się do walki na rzecz bardziej wydajnych maszyn to zdecydowanie zwiększyliby swoje szanse na zwycięstwo.
A mimo to… nawet Ci, którzy nie mają nic do obrony…. nic do zyskania… Nawet Eighty-Sixterzy dla których walka do samego końca była jedynym powodem do domu, nie chcieli poświęcać swojego ciała i krwi dla przyczyny.
Lerche uśmiechnęła się, słysząc milczenie Shina. W tym uśmiechu było trochę kpiny, ale było też zmieszane z lekkim pomrukiem reliktu.
„-Powiedziałam coś niepotrzebnego. Proszę, zapomnij, że o tym wspominałam.”
„Ty…”
Jej uśmiech stał się cieńszy.
„Wróg się zbliża, Sir Grabarzu…. Proszę zapomnij o tym.”
Juggernauty i Alknosty przegrupowały się i wkrótce przeszły do niszczenia sił powietrznych Legionu. Niedługo potem jednostka pancerna Zjednoczonego Królestwa zaatakowała i wyeliminowała siły pancerne Legionu. I w pewnym momencie, w środku walki która szalała na lodzie i śniegu….
„-Wy drapieżne ptaki, które mają obsesję na punkcie śmierci…”
Nikt nie był w stanie tego usłyszeć, gdy zarówno Procesor jak i pilot ze Zjednoczonego Królestwa wypowiedzieli te same słowa.
Usłyszawszy odgłos płaczu ducha, tak słaby jak trzepoczący śnieg, Shin instynktownie odwrócił się w jego stronę. To co znalazł, nie było pokruszonym Legionem, a wrakiem Alkonosta. Naprawdę trudno je rozróżnić, pomyślał Shin zdejmując palec ze spustu. Ponieważ zarówno Legion jak i Sirins opierały się na pomyśle wykorzystania poległych na wojnie, Shin nie mógł ich rozróżnić.
Oczywiście urządzenie IFF (Identyfikacja Przyjaciel/Wróg) Juggernauta identyfikowałoby Alkonost jako przyjazną jednostkę, ale nie było to takie proste, gdy był tak mocno zniszczony. Sądząc po tym, że słyszał zawodzenie, Sirin w środku jeszcze nie umarła. Czy miał jednak czas, aby to stamtąd wyjąć?
Potwierdzając, że żaden Legion nie zbliża się obecnie do ich pozycji, Shin otworzył osłonę Grabarza. Otwarcie osłony Alkonosta okazało się trudne, ponieważ nie znajdowała się ona z przodu maszyny, ale miała otwierać się od tyłu. Gdyby priorytetowo potraktować pancerz przodu i życie pilota, byłoby to być może naturalne, ale coś w tym projekcie, szczerze mówiąc Shinowi nie pasowało.
Wpisał wspólny kod alarmowy na panelu numerycznym i daszek otworzył się do tyłu, czemu towarzyszył dźwięk wypuszczanego sprężonego powietrza. Gdy wychylił się do ciasnego kokpitu, powitał go standardowy karabin szturmowy kalibru 7.92 Zjednoczonego Królestwa. Sirin celując z pistoletu przepraszająco opuściła lufę.
„Przepraszam, kapitanie Nouzen. Myślałam, że podkradła się do mnie Mina Samobieżna.”
Racja. Ponieważ czasza znajdowała się wzdłuż tylnego pancerza, gdyby wrogowi udało się ją wyważyć zaskoczyłaby pilota od tyłu. Kąty, pod którymi można było strzelać były ograniczone ze względu na położenie siedziska i nie można było w porę zareagować na zwinny Legion.
„Rozumiem, dlaczego byłaś ostrożna, więc nie martw się tym… Czy możesz się ruszać?”
Ludmila ze zdziwieniem spojrzała na wyciągniętą dłoń Shina, po czym uśmiechnęła się.
„My Sirin jesteśmy jak trybiki w maszynie. Nie potrzebujemy ratunku. Jego Wysokość Cię o tym poinformował, czyż nie?”
„W moim rozumieniu sytuacja była tak poważna, że nie mieliście innego wyboru niż połączyć siły z Federacją… W przeciwnym razie pomyślałbym, że wasz kraj nie jest w stanie swobodnie pozbyć się i zastąpić czegoś, co nie zniszczone.”
Niewinny uśmiech Ludmily pogłębił się. Biorąc jej smukłą rękę, Shin wyciągnął ją z na wpół zrujnowanego Alkonosta. Była naprawdę ciężka, a dłoń miała zimną w dotyku. Ciche przypomnienie, że osoba, której dotknął tak naprawdę nie żyła.
Najwyraźniej jej dawcą był młody chłopiec. Kontynuował płacz bez słów, a jego głos różnił się od głosu dziewczyny przez oczami Shina. Płacz, który błagał, aby pozwolić mu przejść dalej.
Podobnie jak Legion i niezliczone Sirins…. i duch jego brata, którego już nie było i jego nieliczni towarzysze, którzy wciąż pozostawali w pułapce Legionu.
“…A może…”
Pytanie wymsknęło się z jego ust, zanim w ogóle sobie to uświadomił. Pytanie, o którym Shin sam nie pomyślał.
“…prawda jest taka, że nie chciałaś, żebym Cię uratował?”
Być może chciała, żeby pozostawiono ją samej sobie. Aby powrócić do śmierci, której szukała. Po chwili wpatrywania się szeroko otwartymi oczami w Shina, Ludmila uśmiechnęła się szeroko.
„Nonsens. Moje ciało jest mieczem i tarczą Zjednoczonego Królestwa.”
Jej ton i wyraz twarzy były przepełnione dumą. To były słowa i emocje, których Shin, przebywający w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze bez ojczyzny, naturalnie nie mógł zrozumieć. Niektórzy żołnierze Federacji prawdopodobnie też by się na to nie zgodziła. Nie tylko na zaakceptowanie, ale z dumy i faktu, że urodziła się jako narzędzie, był koncepcją trudną do zrozumienia.
Duma z bycia nieludzkim.
„Gdybyśmy miały zostać zniszczone, zrobiłybyśmy to, zabierając ze sobą wrogów Zjednoczonego Królestwa. Z tego powodu zdecydowałyśmy się pozostać na polu bitwy nawet po śmierci.”
…A jednak duch w niej wykrzyczał zupełnie inne życzenie.
„Wygląda na to, że już wszystko zostało załatwione. Powinni wkrótce się wycofać,” Powiedziała Anju, rozglądając się po polu bitwy, gdy oznaki wroga stawały się coraz rzadsze. Nakładające się na siebie drzewa zasłaniały im widok na zamarznięte pole bitwy. Okazało się, że z drugiej strony lasu, po ich lewej stronie płyneła duża górska rzeka ze spływającą wodą, gdy dudniący ryk wody odbijał się echem od ściany klifu.
Ta zbrojna misja zwiadowcza była jedynie oszustwem mającym na celu oszukanie wroga. Można powiedzieć, że ich cel został osiągnięty w momencie, gdy nawiązali kontakt z wrogiem i rozpoczęli walkę a wiedza o obecności Zentaurów była cenną informacją.
„Czy według zwiadu kapitana Nouzena znajdują się tutaj resztki sił wroga?”
Dustin zapytał, pilotując Strzelca jakieś dziesięć metrów dalej. Był najmniej biegły w eskadrze i był obywatelem Republiki, a obecnie współpracował z Anju.
Tak czy inaczej, Anju wzruszyła ramionami. Zdolność Shina mogła dzielić pozycje Legionu z tymi, którzy z nim Rezonowali, ale nie miało to żadnego znaczenia, chyba że znajdowali się blisko niego. Pozycje duchów, które słyszeli za pośrednictwem Para-RAIDU odnosiły się jedynie do jego pozycji. A poza tym….
„Czuję, że jest to coś, co wszyscy nowicjusze prędzej czy później muszą usłyszeć, ale… nie powinieneś polegać zbytnio na Shinie. To prawda, umiejętność Shina jest tak celna, że to aż przerażające…. Ale to nie znaczy, że zawsze może ostrzec wszystkich na czas.”
Gdyby kiedykolwiek doszło do sytuacji, w której straciliby Shina… No cóż, w każdym razie nie byliby w stanie walczyć, gdyby zbytnio na nim polegali. Byłaby w stanie dokończyć to zdanie w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze, ale tutaj, słowa uwięzły jej w gardle. Wtedy było pewne, że zostaną skazani na śmierć w ciągu pięciu lat od powołania. Kiedy ich los był przesądzony, jedynym wyborem było stawienie mu czoła.
Ale teraz było inaczej. Nie musiała już wypowiadać tych słów. Ona też nie chciała. Nie chciała wyobrażać sobie śmierci swojego milczącego towarzysza – zwłaszcza ze względu na to, jak często zdawał się temu przeciwstawiać, ponieważ wypowiedziane słowa miały moc urzeczywistniania się. To było coś, co usłyszała od Kaie, towarzyszki z pierwszego okręgu Osiemdziesiątego Szóstego Sektora, której sieć neuronowa została zasymilowana i stała się Czarną Owcą.
Dustin umilkł, a potem skinął głową, kontemplując to powiedziała mu Anju.
“….Masz rację. Założę się, że kapitanowi też jest ciężko, kiedy zbyt mocno na nim polegamy.”
Oczy Anju rozszerzyły się ze zdziwienia, a potem uśmiechnęła się. Dustin był w istocie znakomitym studentem, którego poproszono o wygłoszenie przemówienia festiwalu założycielskim Republiki. Szybko się uczył i zawsze wyprzedzał to, czego go nauczono. Mimo to, było zaskakująco widzieć Dustina, obywatela Republiki, martwiącego się o Eighty-Sixtera takiego jak Shin.
„Zgadza się. Starajmy się nie obciążać go za bardzo…. Mm…”
W tym momencie coś trąciło jej poczucie ostrożności, które zostało przerwane rozmową. Coś było na skraju jej pola widzenia, ponad drzewami. Coś tuż pod urwiskiem… Czy to było jakieś zwierzę z lasu czy może…?
„Idę.”
„Okej…. Bądź ostrożny.”
Strzelec ruszył w pościg. Uważając na każdy strzał, który mógł nadejść w jego stronę, ostrożnie wyjrzał w do przodu.
„——-Co….?”
„Podporuczniku? Złóż dokładny raport–”
„To nie jest Legion. Nie ma tutaj nic w tym rodzaju. Ale…”
Sygnał czujnika optycznego Strzelca został do niej przesłany łączem danych. Materiał filmowy został automatycznie powiększony, ponieważ Dustin na niego patrzył. Było to zbocze klifu z przerażającą różnicą wysokości. Rzeka wzbierała pod nim, a z obu stron majaczyła imponująca skalna ściana, postrzępiona w wyniku wieloletniego strugania przez lodowce. A w pobliżu ściany klifu rozrzucone były….
„Muszle…?”
Były to pociski czołgowe kalibru 120 mm i 155 mm. Wystawały jedynie okrągłe spody muszli, ułożone w odległych rzędach, zakopane w ziemi. Ponieważ miały jeszcze proch, nie zestrzelono ich tutaj w ramach próbnych strzałów. Ktoś – prawdopodobnie Legion – zakopał je tutaj w jakimś celu. Ale w chwili, gdy uświadomiła sobie, że do bezpiecznika przymocowany jest materiał przypominający sznurek, włosy Anju stanęły dęba. To były….
„Podporuczniku Jeager! Spadaj stamtąd! Pułkowniku, Shin uważajcie!”
Ponownie połączyła się z Para-RAID i krzyknęła chwilę za późno. Coś poruszyło się w polu widzenia Strzelca. Mina Samobieżna, która przeczołgała się przez szczelinę w nierównej skalnej ścianie rozpoznała obecność Juggernauta, sięgnęła po sznurek – zapalnik ułożonego prochu – i przycisnęła go do piersi, napełnionej ładunkami materiałów wybuchowych.
„Na naszej drodze odwrotu znajduje się pułapka-”
Mina Samobieżna uległa samozniszczeniu, wyzwalając fale uderzeniowe i oślepiający błysk. Ogień płynął wzdłuż drutu aż do zapalnika pocisków, zapalając i detonując je jeden po drugim. Pas ziemi zamarzniętej krainy lasu iglastego, na którym stali zapadł się w ciągu kilku sekund.
Wydawało się, że woda porwała ich na dość dużą odległość.
Udało im się doczołgać do wybrzeża pełnego powalonych drzew i osadów. Kiedy otwierali swoje baldachimy ich Juggenauty były już w połowie zalane. Anju spojrzała na platformy i westchnęła.
“…Jesteś ranny, podporuczniku?”
„Nic mi nie jest, tak czy inaczej.”
Dobrze, że pilotowali Reginleify. Aluminiowa trumna Republiki ze swoja konstrukcją, która w niewielkim stopniu dbała o pilota, miała szczelinę między czaszą a ramą, jakby kpiła z samej idei wodoodporności. Gdyby pilotowali Juggernauty Republiki już by utonęli lub zamarzli na śmierć.
Jednak, gdy wypełzli z wody nie byli całkowicie susi. Słońce zaszło, gdy byli nieprzytomni i chociaż opady śniegu ustały, powietrze stawało się coraz zimniejsze. Anju stała w lodowatym powietrzu i rozglądała się odgarniając włosy, które były tak zimne, że wydawało się, że mogą zamarznąć. Musieli znaleźć jakieś miejsce i schronienie ochraniające ich od wiatru.
Po znalezieniu małej chatki z bali położonej nad brzegiem rzeki, na dnie stromego wąwozu otoczonego skałami, postanowili się tam schronić. Prawdopodobnie był to domek myśliwski lub coś w tym rodzaju. Wyglądało na to, że to miejsce było przeznaczone na wielodniowe polowanie w zimowych górach.
Wnętrze stanowił obskurny, ale na szczęście dobrze wyposażony jednoosobowy pokój z kominkiem na jego końcu. Mieli szczęście.
„Więc czekamy tutaj na przybycie pomocy?”
„Nie mamy dużego wyboru, Juggernautom skończyła się energia i nie możemy teraz użyć Para-RAID.”
Temperatura spadła poniżej zera, a urządzenie RAID było metalowe. Dotykanie ich lekkomyślnie może spowodować odmrożenia.
„Tutaj możemy uchronić się przed wiatrem i śniegiem. Nie sądzę, że zamarzniemy na śmierć… Jednakże…”
Myśl o tym sprawiła, że westchnęła. ich kokpity posiadały składaną kolbę karabinów szturmowych i zabrali je razem z pistoletami w kaburach.
“…pomijając Miny Samobieżne, jeśli pojawi się innego rodzaju Legion możemy mieć kłopoty.”
„Są uwięzieni.”
„Wygląda na to, że tak.”
To była zaśnieżona góra, choć w lecie, a oni stanowili niewielką liczbę odizolowanych ludzi. Nie tylko Shin, ale nawet Vika, który zwykle zachowywał spokój w każdej sytuacji do tego stopnia, że wydawało się to aroganckie miał surowy wyraz twarzy.
Byli w sali konferencyjnej Bazy Cytadeli Revich. Zrozumieli, że Anju i Dustin zostali wciągnięci przez osuwisko, ale musieli się wycofać, żeby uzupełnić zapasy w obawie przed kontrofensywą z terytoriów Legionu. o nadzwyczajne spotkanie zwołano zaraz po powrocie do bazy.
Raiden, Theo i Kurena nadal mieli na sobie opancerzone kombinezony lotnicze i byli gotowi wyruszyć na poszukiwania, gdy tylko ich jednostki otrzymają minimalną ilość paliwa i zapasów. Niespokojny wyraz Leny i surowy wyraz oczu Viki wynikały z tego, że zdawały sobie sprawę z zasięgu obszaru na podstawie tereny. Nie mogli odebrać sygnałów Juggernautów z głębi wąwozu, do którego wpadli a Para-RAID nie łączyły się z ich. Na chwilę obecną nie było możliwości potwierdzenia ich przeżycia.
To właściwie wtedy Frederica wstała, szydząc z wyrazem oburzenia.
„Wydaje mi się, że zapominacie o czymś istotnym. W takich chwilach pokazuje swoją prawdziwą wartość.”
„Dzięki twoim zdolnościom dowiesz się, gdzie oni są!” powiedziała Lena, gdy to sobie uświadomiła.
„Rzeczywiście. Zostaw to mi, Milize. W ciągu kilku chwil znajdę pozycję Anju i Dustina.”
Wypinając swoją wątłą pierś tak bardzo, jak tylko mogła, Frederica otworzyła swoje „oczy.”
Jednakże.
„Tutaj, znalazłam ich! To jest……….”
Zamilkła na długą chwilę.
„…………..Gdzie to jest?!”
Lena, która z zapartym tchem czekała, aż Frederica dokończy swoje przemówienie, prawie upadła z irytacji. Shin zapytał z westchnieniem, jakby mówił, że to widzi, „Frederica, na razie powiedz nam, co widzisz wokół nich.”
„Hmmm…”
Frederica zdawała się rozglądać dookoła uważnie. Jej mała główka obracała się tam i z powrotem, a jej szkarłatne oczy słabo świeciły.
“…Widzę śnieg! I góry też!”
Cóż, tak. W końcu była to zaśnieżona góra.
„Czy widzisz coś wystającego, co mogłoby być punktem orientacyjnym?”
„Hmmmm, uh, są w jakiejś starej chacie…. Po prawej stronie rośnie duże drzewo!”
Cóż, tak. To też tam było.
Wspomniana chata to prawdopodobnie domek myśliwski, ale w okolicy było ich więcej niż kilka, więc nie była to żadna wskazówka.
„Możesz zobaczyć gwiazdy?”
„Mogę, ale to, hmmm, nie pomaga mi zrozumieć ich pozycji…”
Pozycja.
„Myślę, że tak naprawdę nie potrafisz rozpoznać Gwiazdy Polarnej…. Myślisz, że mogłabyś ją znaleźć gdybym wyjaśnił Ci jak?”
Więc jesteś praktycznie bezużyteczna.
Chociaż może to po prostu naturalne, że ona nie wie jak, pomyślał Shin – który miał doświadczenie w walce w górach, na śniegu i w zasadzkach, a nawet został oddzielony od grupy i utknął w przeszłości. Na zaśnieżonej górze zorientowanie się było prawie niemożliwe.
Nawiasem mówiąc, Vika upadł na stół i już od jakiegoś czasu się trząsł. Najwyraźniej śmiał się tak mocno, że nie mógł mówić.
„Rozumiem. Chyba będziemy musieli poszukać ich sami, staromodnym sposobem.”
„Przepraszam…” Frederica przygnębiona opuściła ramiona.
Shin poklepał ją po głowie w całkiem nieświadomym geście.
„Powiedziałaś nam, że w nimi wszystko w porządku i że widać gwiazdy…. Innymi słowy, tam, gdzie są jest jasno. Gdyby wokół nich była zamieć śnieżna, nigdy byśmy ich nie znaleźli.”
“…Prawda.”
W końcu otrząsnąwszy się po napadzie śniegu Vika wstał z oczami wciąż pełnymi łez.
„To powiedziawszy, noce, gdy jest jasno są w rzeczywistości zimniejsze. Będą w niebezpieczeństwie, jeśli się nie pospieszymy…. Wyślemy też ludzi z naszej strony. Musimy iść znaleźć tak szybko jak to tylko możliwe.”
Zabrali ze swoich kokpitów zestawy ratunkowe do domku, używając wodoodpornych zapałek i paliwa stałego do rozpalenia kominka, nie pozostawiając im niczego innego do roboty jak tylko czekać. Zdjęła górną część mokrego kombinezonu i zamiast tego przykryła się kocem z zestawu ratunkowego.
Anju wpatrywała się w ogień, który jeszcze nie urósł.
Zagubienie się i utknięcie na polu bitwy było częstym zjawiskiem w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze, więc pomimo pośpiechu, aby znaleźć miejsce na schronienie, nie wpadła w panikę ani niepokój. To było po prostu…
Anju skrzywiła się. W tamtym czasie…. zawsze był przy niej, tak jak był z nią od czasu, gdy została wysłana do pierwszej eskadry. A teraz go nie było. Teraz nie było go nigdzie.
“…Podporuczniku Emma?”
„To nic… Och, możesz mówić do mnie Anju. Jesteśmy w tym samym wieku, prawda?”
Dustin również zdjął koszulkę i przykrył się kocem. Jego srebrne oczy odbijały migotliwy płomień. Srebrne oczy Alby. Gdyby tylko jej oczy miały taki kolor… ona i jej matka nigdy nie musiałby zostać zesłane do obozu dla internowanych. Ta myśl przychodziła jej do głowy co jakiś czas, gdy patrzyła na Dustina czy Lenę.
Nie chciała żuć w murach jak biała świnia, a jej towarzysze, których poznała w Osiemdziesiątym Szóstym Sektorze byli dla niej niezastąpieni. Jednak nigdy nie mogła powiedzieć, że wygnanie jej do obozu dla internowanych i do Osiemdziesiątego Szóstego Sektora… było czymś dobrym.
Jej matka wyglądała prawie zupełnie jak Adularia, i próbowała z całej siły chronić córkę, która również była prawie nie do odróżnienia od Adularii. Ale w końcu zmarła, wyniszczona chorobą aż przestała wyglądać jak kobieta a bardziej jak podarta szmata.
I Słowa, które wypowiedział mężczyzna, który był jej ojcem. Słowa, które nie zanikły do dziś.
„Mogę o coś zapytać?”
Pytanie niemal mimowolnie wymknęło się z jej ust.
„Dlaczego zgłosiłeś się na ochotnika do tej jednostki?”
Zwrócił na nią swoje srebrne oczy z zaciekawieniem.
„Podałem już wam powód. Republika musi zmyć swoje grzechy.”
„Nie sądzę, żeby to był jedyny powód.”
Miał wszystkie powody na świecie, żeby nie walczyć.
„…”
Dustin zamilkł, wpatrując się w ogień. I kiedy Anju była już gotowa zapomnieć o pytaniu, on zaczął mówić.
„Jestem Albą, ale urodziłem się w Imperium.”
Oczy Anju rozszerzyły się ze zdziwienia. Dustin nie odrywał wzroku od ognia, nie odwracając się nawet by na nią spojrzeć.
„Przeprowadziłem się z rodzicami do Republiki, kiedy byłem za mały, żeby to pamiętać, a potem dostaliśmy obywatelstwo, więc nie czuję się, jakbym kiedykolwiek był częścią Imperium. Ale pierwotnie byłem Imperialistą.”
„Miejsce, w którym mieszkałem, było nowym miastem dla imigrantów pierwszego pokolenia. I byłem jedynym Albą w mojej podstawówce. A potem… zaczęła się wojna z Legionem i wszyscy oprócz mnie i mojej rodziny zostali skierowani do obozów internowania.”
Dustin przypominał sobie to, gdy to mówił. Myślał, że na zewnątrz zrobiło się głośno, ale jego matka, która widziała co działo się w nocy, powiedziała mu, że nie może wyglądać na zewnątrz bez względu na to, co będzie następnego ranka. A następnego dnia, kiedy jak zwykle poszedł do szkoły…. był jedynym uczniem, który pozostał.
„To nie miało sensu. Absolutnie żadnego sensu. Popatrz na kapitana Nouzena – jego rodzice pochodzili z Imperium, ale urodził się w Republice. Był potomkiem Imperium w takim samym stopniu jak ja, ale w przeciwieństwie do mnie, urodził się w Republice…, ale to oni wysłali jego do obozu dla internowanych a mnie nie. Powinno być na odwrót. Ich rozumowanie było takie, że wysyłali ludzi, którzy przybyli z Cesarstwa, ale były to tylko pozory. To nie miało sensu, że tylko ja zostałem i że tylko ja mogłem schronić się w murach”
A wszystko dlatego, że Dustin i jego rodzina byli Albami.
„Więc nie był to dla mnie problem kogoś innego. Zawsze myślałem, że trzeba ich powstrzymać… Ale było już za późno i nie mogłem nic zrobić.”
Jak długo to trwało?!
To właśnie wykrzykiwał tamtego dnia podczas przemówienia pożegnalnego na uroczystości na cześć założycieli Republiki. W przeddzień święta, kiedy żaden z jego mieszkańców nie zareagował na jego słowa. Tego dnia Legion zaatakował i Republika zniknęła.
„…Rozumiem.”
Cisza ponownie zapadła w małym domku myśliwskim, znajdującym się w kącie bitewnej ciszy, która była nieco bardziej niezręczna niż wcześniej. Nawiasem mówiąc, ponieważ zanim kominek się rozpalił powietrze w domku było nadal zimne. Słysząc obok siebie cichy dźwięk kichnięcia, Dustin odwrócił wzrok i zobaczył, że jego towarzyszka pociera swoje ramiona. Dustin zdjął swój koc i podał go jej.
„Tutaj.”
Gdy Anju po prostu zamrugała ze zdziwieniem, wepchnął go jej.
„Miej dwa. Tak będzie lepiej… Kobieta nie powinna pozwalać, aby jej ciało zmarzło.”
“…Dziękuję.”
Ale przerwała na dłuższą chwilę, ponieważ jej niebiesko-srebrne włosy wciąż były mokre i zwilżyłyby koc, gdyby założyła go teraz. Związała włosy z tyłu głowy i zwinęła je ciasno, zapobiegając opadaniu. Kiedy uniosła obie ręce, jej koc i kołnierzyk podkoszulka zsunęły się nieco w dół.
Dustin szybko odwrócił wzrok, gdy biel jej skóry, oślepiający nawet w półmroku nocy, pojawiła się w polu widzenia, ale potem wstrzymał oddech, gdy dostrzegł także bliznę na jej plecach.
Córka dziwki, przeczytał.
Pytanie wymsknęło mu się z języka, zanim zdążył je powstrzymać.
„Nie chcesz tego usunąć?”
Republika dysponowała dość zaawansowanymi metodami usuwania blizn, podobnie jak Federacja. Być może nie da się jej całkowicie usunąć, ale przynajmniej można sprawić, aby była mniej widoczna.
Śledząc wzrok Dustina, Anju uśmiechnęła się lekko. Był to nieco nieprzyjemny uśmiech.
„Och. Przepraszam – to musi wyglądać okropnie.”
„Ach, nie, to nie to…”
Zastanawiał się nad delikatnym sposobem poruszeni tematu. Otworzył usta, wciąż zamyślony, ale nie mógł nic wymyślić i ostatecznie po prostu powiedział dokładnie to, co myślał.
„Wygląda na bolesne.”
Wyraz twarzy Anju nagle się zmienił; wyglądała na zaskoczoną.

„To znaczy, to nie jest blizna, która ma wartość sentymentalną. Więc… nie musisz się zmuszać, do jej noszenia.”
Anju zamrugała kilka razy, słysząc jego nieoczekiwane słowa, a potem uśmiechnęła się.
“…Masz rację.”
Różniła się od blizny na szyi Shina, którą zadał mu jego brat, która była na tyle ważna i cenna, że nosił ją nawet po zabiciu go, chociaż trzymał ją w ukryciu, aby nikt inny nie dotknął znaku tego grzechu…
„Dobrze. Może to już czas, aby się tego pozbyć. Chciałabym nosić sukienki z odkrytymi plecami.”
Chociaż nie chciała ścinać swoich włosów.
„I chcę też założyć bikini.”
„Bikini…”
Wyraz twarzy Dustina zesztywniał, jakby właśnie połknął coś stałego.
„Czy jest, um.… ktoś, kogo chciałabyś zobaczyć w bikini? Lub…”
Usłyszenie tego nieśmiałego pytania wprawiło Anju w szelmowski nastrój.
„Dlaczego pytasz…? Co, Dustin, lubisz mnie czy co?”
„To-”
Dustin przez chwilę trzymał język za zębami, po czym wypluł z siebie słowa w desperacją.
„T-Tak, Właśnie tak! Czy to jakiś problem?!”
Anju powiedziała to tylko po to, żeby go podrażnić, ale rozszerzyła oczy ze zdziwienia, słysząc jego nieoczekiwane potwierdzenie.
„Hę…?”
„To znaczy, oczywiście że tak. Jesteś piękna, i… i zawsze się o mnie troszczysz, mimo, że jestem Albą. Byłoby dziwnie, gdybym nie zaczął Cię lubić.”
Anju stawała się coraz bardziej czerwona z każdym słowem opuszczającym jego usta. Odwróciła się, nie mogąc patrzeć prosto na niego, ale Dustin kontynuował swoje odważne wyznanie.
Po prostu powiedz to wszystko. Wykorzystaj tę szansę i powiedz jej wszystko do cholery!
„Od chwili, gdy Cię po raz pierwszy zobaczyłem, podziwiałem kolor twoich oczu, więc jeśli masz zamiar założyć sukienkę, myślę, że powinna ona pasować do koloru twoich oczu.”
Anju, z jaskrawoczerwoną twarzą, niespokojnie zwiesiła głowę.
„Um… Ja, uh, Jestem zaszczycona…?”
Z jakiegoś powodu jej odpowiedź zabrzmiała jak pytanie, które miało pokazać, w jak bardzo złym jest humorze. Ukryła twarz w kolanach, aby ukryć rumieniące się policzki.
„Ale… Ja nie mogę… Nie mogę już się zakochać.”
Coś w jej tonie brzmiało, jakby udzielała sobie nagany. Dustin wyglądał na onieśmielonego, jakby oblano go zimną wodą.
„…Czemu?”
„Kiedyś kogoś kochałam.”
„Nng…”
Kochałam. Czas przeszły. A Anju była Eighty-Sixterką, co znaczny….
„Był słodką osobą. Kochałam go do samego końca… I nie ważne, w kim się zakocham, wiem, że nigdy go nie zapomnę. Wciąż porównywałam do niego innych. I to by było złe, więc nie mogę już się w nikim zakochać.”
Dustin ponowni skierował wzrok na płonący kominek.
„Ja…. Ja myślę, że to błąd.”
Jeśli nic innego, to z pewnością.
„To oczywiste, że nie zapomniałabyś o nim. Zwłaszcza gdyby był dobrym facetem. A jeśli nie możesz zapomnieć, to naturalnie, że ciągle porównywałabyś do niego innych ludzi. Ale myślę, że nie bycie z nikim, bo nie możesz go zapomnieć…. Ponieważ ciągle porównywałabyś z nim każdą osobę, którą kochałaś…. To błąd, bo jeśli to zrobisz, ty…. ty nigdy nie będziesz szczęśliwa.”
Czując, jak jej azurowe oczy wpatrują się w niego na granicy wzroku, Dustin kontynuował, celowo wpatrując się w ogień. Jeśli nie potrafiła dopowiedzieć na jego uczucia, to by było na tyle. Ale zobowiązanie się do tego, że nigdy nikogo nie pokocha – i nie zazna już radości – byłoby okropne.
„Więc…. nawet jeśli nie możesz o nim zapomnieć…. nawet jeśli o nim pamiętasz… Myślę, że możesz znaleźć nowe rzeczy do pokochania…. A przynamniej, nigdy bym się nie spodziewał, że zapomnisz o nim…”
Spojrzał ponownie w jej niebieskie oczy, koloru najwyższego punktu na niebie.
“Przyszedłem po was, ludzie,” powiedział Shin. „Ale wygląda na to, że w czymś przeszkadzam.”
Dustin i Anju odsunęli się od siebie. Dustin uderzył mocno głową o półkę przymocowaną do ściany, a Anju zwinęła koc, którym się przykryła, i odwróciła się, patrząc na niego.
„Sh-Shin?!”
Shin stał przy wejściu i patrzył na nich z góry niesamowicie zimnym spojrzeniem, jakiego Anju nigdy nie widziała przez te wszystkie lata, przez które go znała. Zawsze miał zwyczaj chodzić bez wydawania żadnego dźwięku. Odnotowała to niewielka część myśli Anju, która nie krążyła w kółku paniki. Najwyraźniej ten jego talent rozciągnął się także na inne dźwięki, które wydawał. Podobnie jak otwieranie drzwi.
„Wy dwoje wyglądacie na to, że macie się dobrze. Przepraszam, że popsułem nastrój.”
„J-Jak długo tam jesteś?!”
Shin zastanowił się zanim odpowiedział.
„Bikini.”
„Więc byłeś tutaj prawie przez cały czas! Nieeeeeeee!”
Anju wrzasnęła, w rozpaczy trzymając głowę w ramionach. Zostawiając Anju w jej agonii, Shin odwrócił się do drzwi, patrząc skośnie w górę. Jego Juggernaut stał na szczycie klifu i najwyraźniej zszedł na dół, używając drutu.
„Fido, wygląda na to, że nie potrzebują naszej pomocy. Zwijamy się.”
„Pi….?!”
„Ach, czekaj, czekaj, czekaj, Shin! Nie idź! Pomóż nam!”
Spanikowane piski Fido rozległy się mniej więcej w tym samym momencie, gdy Anju desperacko błagała go, aby został. Wciąż znajdowali się na spornym terytorium opanowanym przez Legion i każdy prawdopodobnie byłby trochę wkurzony, gdyby znalazł przyjaciół, których szukali w zimną, ciemną noc w poszukiwaniu beztroskiego romansu.
Na szczęście Shin tylko żartował i po tym, jak wskazał coś ręką Zbieraczowi, Fido upuścił przedmiot, który Shin następnie rzucił w stronę Anju: mundur wojskowy zapieczętowany w wodoodpornym winylowym opakowaniu. Wszyscy inni prawdopodobnie martwili się, że obojgu im będzie zimno i mokro.
„Dziękuję…. Przepraszam.”
„W porządku.”
Następnie Fio upuścił kolejny zapakowany mundur, ale kiedy Dustin wyciągnął rękę, aby przyjąć go od Shina, zamiast tego został zmuszony do cofnięcia się, gdy ten uderzył go w twarz. Paczka z ubraniem przecięła przestrzeń pomiędzy Shinem i Dustinem i uderzyła w niego bezlitosnym i z pełnym impetem.
Tylko unosząc pierś, Dustin jęknął.
„Hej, co się dzieje?!”
„To było od Dayi. Jeśli doprowadzisz ją do płaczu, nakarmię tobą Legion.”
Ta odpowiedź, choć Shinowi wydawała się neutralna, sprawiła, że Dustin przełknął wszelkie słowa protestu jakie mógł mieć. To był pierwszy raz, kiedy usłyszał to imię. Ale sądząc po sytuacji, najwyraźniej wiedział, o kim mówił Shin.
„-W porządku.”
Z kolei Anju po ich wymianie słów zrobiła się czerwona.
„C-Czekaj, Shin…. Ja-Ja nie zapomniałam do Dayi ani o niczym takim i to nie tak że ja, um, zakochałam się w Dustinie, więc, um….”
Być może nie znał jej tak długo jak Daiya, ale Shin i tak spędził dużo czasu z Anju. Był dla niej jak rodzina. I choć tak naprawdę, nie odchodziło jej co on myśli o obecnej sytuacji… nie chciała, żeby pomyślał, że jest luźna i kapryśna.
Gdy Anju wpadła w gorączkową panikę, Shin wzruszył ramionami i odwrócił się.
„Nie wiem co z Dustinem, i nie jest to temat, o którym można rozmawiać, kiedy jest on tu obecny… Ale minęły dwa lata od śmierci Dayi. Nie sądzę, żeby chciał żebyś była tak skrępowana.”
Te słowa wywołały u Anju łzawy uśmiech. Zawsze był taki optymistyczny, taki miękki… taki miły.
„…Masz rację. Prawdopodobnie by tego nie zrobił, ale…, ale….
„…Nie mogę. Jeszcze nie.”
Kiedy szepnęła do siebie te ostatnie słowa, a łza spłynęła po jej policzku, Shin, który odwrócił się plecami i Dustin dali jej odrobinę prywatności, na jaką mogli sobie pozwolić.
Nawiasem mówiąc, Shin przez cały czas miał włączone radio, więc wszyscy, którzy brali udział w poszukiwaniach, podsłuchali rozmowę tej dwójki, zaczynając od części o bikini. Po powrocie do bazy Dustin był poddawany niekończącemu się dokuczaniu ze strony Raidena, Theo i Shiden.
„…Śnieżna Wiedźma i Strzelec właśnie zostali odzyskani. Zaraz po dostarczeniu, do bazy zajmą się naprawą i konserwacją,” powiedział Vika, przekazując raport, który prawdopodobnie otrzymał przez Para-RAID od zespołu odzyskiwania.
„W wyniku prac konserwacyjnych wymaganych dla Reginleifów wysłanych na ich poszukiwania, operacja na Górze Smoczego Kła, prawdopodobnie opóźni się o dwie do trzech godzin.”
Lena odetchnęła z ulgą.
„…. Dzięki Bogu. Ale przepraszam…”
„Nie przejmuj się tym. Operację zaplanowano na trzy dni od teraz. Dwie do trzech godzin to akceptowany margines błędu… A teraz kiedy wrócili, wiemy o pułapce osuwiskowej. Wysłaliśmy Sirins, żeby to zbadały i najwyraźniej Legion umieścił je na każdej możliwej trasie w spornych terenach, wzdłuż trasy, którą wybrałby Pakiet Uderzeniowy podczas operacji.
Wyraz twarzy Leny stężał. Gdyby tego nie zauważyli, cała jednostka mogłaby mieć odciętą drogę powrotu. W przeciwieństwie do zwykłej miny, ta pułapka nie reagowała na wykrycie ciepła, dźwięku ani oscylacji. Trudno byłoby ją znaleźć bez uruchomienia. Bomby te trudne były do wykrycia, ponieważ ukryte były pod grubą, zamarzniętą skałą, a ich celem było nie zniszczenie samego Feldreẞa, ale terenu. Jedyną wadą pułapki było to, że do jej uruchomienia potrzebna była Mina Samobieżna – a Zentaury ułatwiły jej rozłożenie tak, aby nikt tego nie zauważył.
„Wykopanie ich wszystkich byłoby trudne, biorąc pod uwagę ilość czasu, jaką mamy, więc na razie usuwają sznurki i bezpieczniki i pokrywają całą pułapkę żywicą niepaloną. To tylko środek tymczasowy, ale powinien zadziałać przez czas trwania operacji.”
„…Czy nie wydaje Ci się to dziwne?”
Fiołkowe oczy Viki zabłysły, słysząc ostrożną wypowiedź Leny.
„Tak.”
„To sporne strefy, w których ścierają się siły Zjednoczonego Królestwa i Legionu. Możliwe jest ustawienie pułapek na wszystkich trasach, przez które Feldreẞ prawdopodobnie mógłby przejść. Jednak podczas dzisiejszej bitwy, pułapka nie uruchomiła się, dopóki nie zauważyła tego podporucznik Emma. Co oznacza…”
Nie używali tych pułapek do zakłócania, gdy Baruska Matushka i Juggernauty wkraczali i wycofywali się tymi trasami… To nie były pułapki zastawione w celu obrony tego obszaru.
To tak jakby…
“…Jakby miało to zwabić nasze siły w głąb terytoriów i zastawili pułapkę za ich liniami wroga.”
„A ochłodzenie klimatu za pomocą Eintagsfliege mogło być częścią tego planu.”
„…To możliwe. Kiedy tak powoli nas duszą, armia Zjednoczonego Królestwa nie miałaby innego wyboru, jak tylko prędzej czy później przeprowadzić kontrofensywę. Wysłalibyśmy też do tego elity. Teraz, gdy Legion ma już ich dość, kierują się do swoich standardowych jednostek, zaczną wybierać lepszą zdobycz.”
Następnie Vika zamilkł na chwilę, po czym lekko potrząsnął głową.
„-Musimy poczynić pewne przygotowania. Wzmocnię nasze siły rezerwowe na wypadek, gdyby spełnił się najgorszy scenariusz. W ten sposób będziemy mieli kogoś, kogo będziemy mogli wysłać na ratunek żołnierzom uwięzionym na polu bitwy.”
Powinienem już się do tego przyzwyczaić, ale z jakiegoś powodu musiał zebrać znacznie więcej odwagi niż zwykle. Zarówno, aby podłączyć Para-RAID, jak i wypowiadając to jedno zdanie.
„Lena, czy mogłabyś wyjść do mnie na chwilę?”
Jakimś cudem uciszył wstydliwy niepokój w swoim głosie i udawał zwykły ton, ale nie zdawał sobie sprawę, że zrobił to nieświadomie, a tym bardziej dlaczego to zrobił.
Wieża widokowa Bazy Cytadeli Revich, pozostała zbudowana na pozostałościach wieży zamkowej wkopanej w górę, podtrzymującą baldachim pokrywający bazę. Długą podróż na baldachim, gdzie znajdowało się obserwatorium umożliwiające śledzenie ruchów wroga, prowadziły zbyt stroma, zakręcająca klatka schodowa, prowadząca zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Stojąc na szczycie najwyższej bazy w regionie, można było odnieść wrażenie, że siedzi się na łabędzim grzbiecie.
Na obwodzie skrzydeł ustawiono automatyczne działka przeciwlotnicze i przeciwlotnicze czujniki, odcinające ofiarę z nocnego nieba. Nawet ten punkt, rozciągnięty w odległości kilkuset metrów od powierzchni, nie pozwalał na oderwanie od ziemi, chyba, że stanęło się na samym skraju korony drzew.
Stał tam, jakby unosił się na nocnym niebie, Shin – który wezwał ją tutaj – ubrany w standardowy trencz Federacji, czekał na jej przybycie. Może i była to późna wiosna, ale pole bitwy było pełne śniegu. W tak wietrznym miejscu, wbrew pozorom musiało być bardzo zimno.
„I w górę… Uuf…”
Shin słyszał dźwięki otwieranego włazu prowadzącego do wnętrza wieży obserwacyjnej, otwierającego się z cichym hukiem, a zapach fioletowych kwiatów, które nigdy nie mogłyby zakwitnąć na śniegu, był zwiastunem jej przybycia. To był zapach, do którego przyzwyczaił się przez ostatnie dwa miesiące …. Zapach perfum Leny.
„-Shin? Dlaczego wołałeś mnie aż tutaj? Czy coś jest nie ta-?”
Pytanie Leny urwało się i Shin mógł usłyszeć jej sapanie nawet z daleka. „Wow…” pełne zdumienia wymsknęło się z jej różowych ust. Naturalnie podniosła wzrok, podążając za tym widokiem, wypełnionym niezliczonymi gwiazdami nocne niebo. Słońce, które zwykle je zaciemniało, już zaszło, a nocne niebo było wolne od srebrzystych chmur Eintagsfliege.
Była to olśniewająco piękna, gwieździsta noc.
Niezliczona ilość gwiazd, których nazw nie znała, rozsiana była po aksamitnie czarnej niebiańskiej kuli niczym błyszczące światła, biała galaktyka i wirujące mgławice wypełniały niebo od jednego krańca do drugiego.
Światło padało słabo na baldachim, który zachował swoją biel nawet po latach zło mienia i erozji. Cienki półksiężyc panował nad sceną znad zenitu nieba, patrząc na nich jak lodowata królowa.
Odginając szyję tak bardzo, jak było to możliwe, próbując patrzeć na nie, Lena prawie upadła, więc Shin złapał ją za ramię i kazał chwycić się płotu ustawionego tak, aby ludzie nie spadli z wieży. Nawet nie zauważając co się dzieje, po prostu zatoczyła się do przodu, gdy ją pociągnął, a światło gwiazd odbijało się w jej srebrzystych oczach.
Po chwili osłupienia, wydała z siebie małe „Ach” i wykrzyknęła z westchnieniem „…To jest cudowne!”
„Tak… Rozmawiałaś kiedyś o tym z Kaie, racja? O tym, że nie widzisz gwiazd z Pierwszego Sektora, więc chciałaś zobaczyć gwieździste niebo.”
Shin wzruszył ramionami, gdy na niego spojrzała.
„Niestety, nie mogłem zorganizować dla ciebie deszczu meteorytów, ale… Pomyślałem o tym, gdy szukaliśmy Anju i Dustina. Gwiazdy były takie jasne.”
Dla Shina, rozgwieżdżone niebo nad polem bitwy było normalnym widokiem, ale pamiętał rozmowę, którą Lena odbyła wtedy z Kaie. Miało to miejsce w starych koszarach Pierwszej Jednostki Obronnej Pierwszego Okręgu Osiemdziesiątego Szóstego Sektora… W czasach, gdy myśleli, że nigdy nie nadejdzie czas, gdy staną razem w tym samym miejscu.
„Więc to właśnie chciałeś mi pokazać?”
„Czy to coś niestosownego?”
„Wcale nie…”
Śmiejąc się niewinnie, Lena ponownie skierowała swoje srebrne oczy na rozgwieżdżone niebo. Jej włosy powiewały na wietrze, mieniąc się na tle tego widoku. Kiedy opuszczała Republikę, była już wiosna, więc nie zabrała ze sobą oficjalnego stroju zimowego. Ubrana w trencz Federacji, uśmiechając się, jak szybka była jej wysyłka.
„To zdecydowanie jedna z przyjemniejszych rzeczy w życiu w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze, prawda?”
Lena uśmiechnęła się, wspominając słowa, które powiedziała jej dwa lata temu Eighty-Sixterka, dziewczyna – która już nie żyje. Zawsze uważała, że Osiemdziesiąty Szósty sektor to piekło na ziemi, fikcja bitewna, na którą zepchnięto Eighty-Sixterów. I nigdy nie pomyślała, że przyjdzie usłyszeć, jak te same uwięzione dusze mówią, że można tam znaleźć dobre rzeczy.
Mimo, że była w tym samym wieku co oni. Mimo, że nie znała wówczas ich twarzy ani nawet imion.
Rzuciła okiem na Shina, który również w milczeniu patrzył w niebo, kontemplując coś. Była ukryta za wysokim kołnierzem jego płaszcza, więc nie mogła jej teraz zobaczyć…, ale blizna przypominająca taką po odcięciu głowy nadal tam była.
Lena nigdy nie zapytała go o pochodzenie tej blizny. Nie znała Shina wystarczająco dobrze, a sądząc po tym, że nie zamierzała pytać i że on sam nie chciał o tym rozmawiać, odległość pomiędzy nimi nadal była znaczna. Byli w tym samym miejscu, stali na tym samym polu bitwy…, ale ten dystans pozostał.
Cóż, dopiero co go spotkałam.
Było tak, jak powiedziała Grethe. Dopiero się spotkali i dopiero niedawno poznali swoje imiona… i wreszcie swoje twarze. Jednak gdzieś w głębi serca wciąż myślała, że rozumieli się na głębszym poziomie. Kiedy podniosła wzrok zawołała go.
„Shin.”
„Lena.”
Jakimś cudem w tym samym czasie oboje wypowiedzieli wzajemnie swoje imiona.
Przez chwilę, oboje zastanawiali się, jak kontynuować. Żadne z nich nie mogło zdecydować, jak zareagować na drugiego i w oświetlonym gwiazdami obserwatorium zapadła niezręczna cisza. Shin otrząsnął się pierwszy i powiedział, “…Śmiało.”
„Wybacz…”
Ponieważ wiatr ucichł w jej żaglach, musiała zebrać się na uwagę, aby znowu się odezwać.
„…Za to co się wtedy wydarzyło.”
Mogła poczuć, jak jej garda lekko wzrasta. Najwyraźniej ta argumentacja dotarła do Shina. W jakiś sposób uspokojona tym faktem, Lena ruszyła do przodu.
„Przepraszam. Posunęłam się trochę z daleko.”
“…Jest w porządku.”
„Ale naprawdę mi smutno. To jedyna rzecz, której nie cofnę. Wszyscy opuściliście Osiemdziesiąty Szósty sektor i zostaliście uwolnieni od losu pewnej śmierci. A raczej powinniście byli, ale co dopiero zostaliście wyzwoleni.”
W końcu uciekli z pola bitwy, gdzie jedyną wolnością było decydowanie, gdzie i jak umrą – ale wciąż stali na tym samym polu bitwy. Twierdzenie, że walka do samego końca była ich dumą, było wbrew pozorom jedyną tożsamością, której mogli się trzymać. A teraz, kiedy mogli chcieć więcej, po prostu tego nie chcieli.
Mogli iść gdziekolwiek. Mogli zostać kimkolwiek chcieli. Byli wolni.
Ale wciąż nie potrafili znaleźć w sobie siły, by myśleć o własnej przyszłości.
„Rzeczy, które zostały Ci odebrane, nadal są utracone, więc nie będziesz pragnąć tych samych rzeczy w przyszłości. Nie wiesz, do jakiej przyszłości powinieneś dążyć. I ta myśl… sprawia, że jest mi smutno.”
Możesz teraz życzyć sobie szczęścia. Masz prawo pamiętać rzeczy, które zostały Ci skradzione.
Tak jak kiedyś powiedzieli Vika, Shiden i nawet Grethe, mówienie Eighty-Sixterom aby życzyli sobie tych rzeczy, podczas gdy to ona na początku je im odbierała, było z jej strony niesamowitą arogancją.
To jakby powiedzieć im, że otworzyła drzwi do ich klatki, więc powinni wyjść. Że mogą iść, dokąd chcą… więc chciała, żeby przyszli do niej.
Ale Lena mówiła dalej. i patrząc wstecz, zdała sobie sprawę, że to były słowa, które powinna mu powiedzieć ostatnim razem.
„Myślę, że powodem, dla którego wszyscy porzuciliście świat, jest to, że wszyscy jesteście po prostu… życzliwi.”
„…Życzliwi?”
„Tak.”
„Tak jak powiedziałaś, ja szczerze… Tak, szczerze nie obchodzi mnie Republika ani Federacja… Nie sądzę, że można to nazwać życzliwością.”
Ale Lena zauważyła, że się uśmiecha. Nie myślała, że to możliwe, ale….
„Nie mów mi, że nie zauważyłeś, Shin… Jesteś dobrą, miłą osobą. Gdyby tak nie było, nie trzymałbyś wspomnień o wszystkich ludziach którzy ginęli przy tobie. Nie udałoby Ci się uwolnić swojego brata, Kaie i wszystkich towarzyszy, którzy zostali skradzeni przez Legion.”
„……….”
„Jesteś miłym człowiekiem. I tak samo z Raidenem i Theo. Kureną i Anju i Shiden i wszystkimi innymi Eighty-Sixterami. Ponieważ wybór nienawiści byłby o wiele łatwiejszy. To naprawdę była wina Republiki, więc przypinając wszystko, obwinianie ich i nienawiść do nich byłaby o wiele prostsza, a mimo to wy wszyscy…. wdarliście się w swoje serca. Sami się pokiereszowaliście, abyście nie musieli potępiać reszty świata.”
Własnymi rękami pozbyli się wspomnień szczęścia, obracając je w pył.
„…Ponieważ przeklinanie tego wszystkiego oznaczałoby utratę wszystkiego.”
Nawet resztkę dumy, jaka im pozostała.
„Tak. Dla Ciebie, te same blizny były twoją dumą.”
Nieważne, jak wiele im zabiorą i jak mocno zostaną zdeptani, ich jedyną dumą było to, że nigdy nie stali się tak godni pogardy jak ich prześladowcy.
„I nie mówię Ci, żebyś stracił te blizny. Ale… chcę, żeby twoja dobroć została nagrodzona,” powiedziała Lena, jakby mówiła do siebie, podczas gdy Shin patrzył w górę na gwieździste niebo. Jakby rzucał wyzwanie surowemu światu, który nie pozwalał ludziom żyć. Jakby głosił:
„Ci, którzy są dobrzy, mają prawo być szczęśliwi. Ci, którzy są sprawiedliwi, powinni zostać nagrodzeni. A jeśli ludzki świat obecnie nie został stworzony w ten sposób, to chcę, żeby tak było…. Bo w ten sposób ludzie tworzą swoje ideały – krok po kroku stające się rzeczywistością.”
Niech ten świat będzie sprawiedliwym, dobrym miejscem. Pewnego dnia.
Shin milczał, słysząc te pieśniowe słowa proklamacji. To był ideał, który nigdy nie mógł się spełnić. To było tylko życzenie, mrzonka, która się nie urzeczywistniła, a jej piękno było jej jedynym ratunkiem.]
Ale chociaż takie było jego zdanie i choć łatwo byłoby zignorować to, co powiedziała Lena, z jakiegoś powodu nie potrafił ubrać tych myśli w słowa.
Morze.
W jego umyśle pojawiły się słowa, które wypowiedział sześć miesięcy temu na zaśnieżonym cmentarzu wojskowym. Chciał jej to pokazać. Pokazać jej wszystkie rzeczy, których oni teraz nie mogli zobaczyć. To było powód, dla którego teraz walczył. A teraz, nawet wiedząc, że świat, który Lena chciała zobaczyć nie istnieje i nigdzie nie będzie mógł zaistnieć, Shin nie mógł zmusić się do zaprzeczenia temu.
„Przepraszam. Skierowałam tę rozmowę w dziwnym kierunku. Ty też próbowałeś coś powiedzieć, prawda…?
„Tak…”
Gdy wiatr ucichł z jego żagli, musiał zebrać się na odwagę i przywołać go ponownie. Jasne, po to tu ją wezwał, żeby to powiedzieć? Zanim wyruszą na operację na Górę Smoczego Kła – zanim dowiedzieli się, czy informacje, które uzyskają pod koniec tej operacji zmienią wszystko na lepsze lub gorsze.
„Lena, jeśli Federacja i Zjednoczone Królestwo podejrzewają, że Bezlitosną Królową jest major Zelene Birkenbaum, a ona zna jakąś metodę powstrzymania wojny…”
A to prawdopodobnie by się nie wydarzyło. Wbrew swoim słowom, Shin nie miał takich oczekiwań w stosunku do Zelene. Wojna prawdopodobnie by się nie skończyła. Ale gdyby było to możliwe…
„Jeśli ta wojna naprawdę się skończy…. kiedy to się stanie-”
Nagle jego słowa urwały się.
Chodźmy nad morze. Jeśli to możliwe, chodźmy i zobaczmy coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Razem.
Pomyślał, żeby to powiedzieć. Słyszał, jak Lena mówiła, że chce zobaczyć ocean, ale nigdy nie przekazał jej tych słów. Chciał jej powiedzieć. I samo to nigdy nie mogłoby być kłamstwem.
Chcę Ci pokazać morze. To jest mój powód, dla którego teraz żyję.
Ale gdy już miał to powiedzieć… z jego serca wypłynęły wątpliwości, niczym bańki mydlane zamrożone w gardle.
Chcę Ci pokazać morze. Nie jest to pole bitwy na którym umieram, nie osiągając niczego, naprawdę. Chcę Ci pokazać coś innego niż ten świat, zniszczony ogniem wojny. W końcu mogę sobie tego życzyć.
Ale co potem…?
Co się stanie, gdy pokażę jej morze? Czego w takim razie życzyłaby sobie Lena? Czego w takim razie pozwoliłaby mi życzyć? I jak długo by to trwało?
Sam Shin nie chciał widzieć morza. To się nie zmieniło. Nie pragnął niczego dla siebie. I ta pustka była dla niego niepojęta. Odruchowo przestał o tym myśleć, ale wątpliwości pozostały.
Walka jest dumą Eighty-Sixtera. Ale gdyby tak było, gdyby mieli dalej walczyć i przetrwać…
