Skanlacje
Zaloguj się Zarejestruj się
  • Główna
  • Serie
  • Zakładki
  • Główna
  • Serie
  • Zakładki
Zaloguj się Zarejestruj się
Prev
Następny
Novel Info

86: Eighty-Six - Tom 4 - Rozdział 4:

Prev
Następny
Novel Info

ROZDZIAŁ 4

 

SELEKCJA

„…Ugh.”

Otworzyła oczy i znalazła się w całkowitej ciemności. Anette, która leżała bezwładnie na podłodze, wstała.

Gdzie… ja jestem…?

Rozejrzała się, ale ciemność była zbyt gęsta, aby przeniknąć ją gołym okiem. Poczuła beton pod bosymi stopami. Miejsce nie sprawiało wrażenia dusznego, co oznaczało, że była to dość duża, otwarta przestrzeń.

Kiedy badała odnalezioną przez nich instalację Legionu, eskadra Phalanx została zaatakowana przez Legion i zniszczona. Grauwolfy, które ich wyeliminowały, otoczyły ją i to było wszystko co pamiętała. Na to wspomnienie Anette przygryzła wargę.

A zatem zostałam schwytana przez Legion. Ale dlaczego? Jeśli był to Headhunt i szukali sieci neuronowych do przyswojenia, doświadczone w walce Procesory eskadry Phalanx były dla Legionu znacznie cenniejsze. Jeśli ich zabili, to po co brać kogoś niepotrafiącego walczyć, takiego jak ja? Na tym jednak nie koniec dziwnych rzeczy. Dowódzstwo taktyczne nadal funkcjonowało, gdy zaatakowali. Po co poświęcać element zaskoczenia i nie zaatakować kwatery głównej wroga?

To nie Łowcy Głów. Nie mieli też na celu osłabienia sił Pakietu Uderzeniowego. Co czyni mnie bardziej wartościowym niż te cele?

Miałoby to sens, gdyby była ekspertem w zakresie Feldreßa lub twórcą najnowocześniejszego systemu broni, ale była badaczką Para-RAID. Legion mógł już komunikować się między sobą w ramach rozmieszczenia Eintagsfilega; nie potrzebowali jej.

Nie. Nie wiem. Nie mam wystarczających informacji.

Pokręciła głową i wstała. Na razie musiała uciekać. Odwróciła się i przyjrzała otoczeniu. Jej urządzenie RAID najprawdopodobniej wypadło, gdy została zabrana. Poklepała swój fartuch laboratoryjny i odkryła, że pistolet, który nosiła dla samoobrony również zniknął.

Było to zupełnie nieoświetlone pomieszczenie, ale po chwili jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności. To miejsce było tak duże, jak… Nie, było nawet większe niż przypuszczała i ledwo widziała sylwetki humanoidów przykucniętych w kącie. Prawdopodobnie byli to ludzie. Gdyby były to Miny Samobieżne nie zaatakowały z takiej odległości, nie zareagowałyby również na podniesienie głosu.

Anette zmusiła swoje spierzchnięte gardło do mowy.

„Hej.”

Brak reakcji.

„Hej. Wy tam. Jesteście ocalałymi z eskadry Phalanx? Czy wiecie, gdzie jesteśmy i jak się tu znaleźliśmy…? Hej!”

Wciąż brak reakcji.

„Uporządkujmy sytuację.”

W sztabie taktycznym zapanowało napięcie, gdy usłyszano, że eskadra na powierzchni została zniszczona, mimo że powinna być ona bezpieczna. Eskadra Nordlicht, która była odpowiedzialna za ochronę kwatery głównej, utworzyła wokół nich obwód obronny wraz z rezerwową eskadrą Lycaon i zapasową piechotą pancerną. Informacje przepływały gorączkowo po głównym ekranie Vanadis. Frederica odważnie relacjonowała sytuację, którą ,,zaobserwowała” po zagładzie eskadry Phalanx.

Anette była…

„Zagłada eskadry Phalanx, porwanie profesor Henrietty Penrose, obecność ludzi zmieszanych z Legionem na obszarze operacji… Wszystko to się zgadza, prawda?”

„Nie ma wątpliwości co do ostatniego punktu, pułkowniku.”

Eskadra Spearhead ukryła się w jednym z suchych doków automatycznych fabryk, po cichu kryjąc się za masywną postacią na wpół ukończonego Morpho. Opuścili okiennice przeciwpożarowe i przeciwzalewowe, żeby Miny Samobieżne i słabe czujniki Grauwolfów nie mogły ich znaleźć.

Shin przemawiał z wnętrza Grabarza, którego przełączył w tryb gotowości.

„Chciałem potwierdzić, ile osób znajdowało się na obszarze operacji i jaki był ich status infiltracji, przykro mi to mówić, ale biorąc pod uwagę sytuację, nie mam czasu na pogawędkę.”

Trudno było odróżnić ludzi, gdy byli zmieszani z tak dużą liczbą Min Samobieżnych i Grauwolfów, dlatego eskadra zaprzestała walki i wycofała się w głębiny typu Auto Reproduction.

Walcząc w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze – w którym nie było cywili – aż do teraz Eighty-Sixter nie był przyzwyczajony do bitew, w których jednostki, których nie powinni zabijać były zmieszane z wrogiem. W pewnym sensie Procesorzy byli podobni do Legionu, w tym sensie, że zwykle niszczyli wszystko co nie było sojuszniczą jednostką.

„Sądząc po tym, jak brudni są ci ludzie i ich ubrania to wygląda na to, że byli przetrzymywani w niehigienicznych warunkach przez dłuższy czas…. Prawdopodobnie przeżyli zakrojoną na szeroką skalę ofensywę.”

„Nie jestem pewien czy nazwałabym ich ocalałymi, Łamaczu serc. Raczej resztkami. A może surowe składniki były bliżej?”

Zaprzestając wszelkiej walki eskadra Brisingamen Shiden schroniła się w opuszczonej hali wind i opuściła okiennice. Rozpinając jedną ręką kombinezon bojowy, Shiden przeszukała schowek w kokpicie.

W przeciwieństwie do sytuacji, gdy Eighty-Sixterzy musieli się zadowolić nieużywanymi mundurami polowymi Republiki, Federacja zapewniła swoim Procesorom wysokiej jakości opancerzone kombinezony bojowe zoptymalizowane do obsługi Feldreßa. Oprócz tego, że były łatwe w noszeniu to były wysoce ognioodporne, pochłaniały wstrząsu, w pewnym stopniu chroniły przed kulami i nożami oraz były odporne na grawitację, Miały jednak jeden problem.

Były ciasne wokół klatki piersiowej.

Odpinając guzik by uwolnić piersi z uścisku, westchnęła. Było gorąco. Upiła łyk z manierki, po czym resztę wylała sobie na głowę i otrząsnęła się jak dzikie zwierzę. Ciepło to pochodziło z ogromnej ilości adrenaliny wydzielanej podczas nadmiernego ruchu związanego z pilotowaniem Juggernauta. Następnie wyjęła ze schowka kawałek czekolady i ugryzła go.

„Zapomnij o sprośnościach, nie zbliżyłbym się do nich w takim stanie, w jakim są teraz. Nie marnowałbym też czasu na rozmowy z nimi. Nie wyglądali na rozsądnych.”

Prychnęła, spoglądając na zamknięte drzwi magazynu. Za nimi grasowali ”ludzie”, z którymi spotkała się eskadra Brisingamen, wraz z Minami Samobieżnymi i Grauwolfami.

„Ich wiek był różny, ale każdy był równie brudny i szalony… Nasi towarzysze to jedno, ale nie obchodziły nas świnie, które zbyt wolno uciekały.”

„Zbyt wolno uciekały… Masz na myśli ofensywę na dużą skalę z zeszłego roku…”

Legion nie brał jeńców…. z jednym wyjątkiem. Polowanie na głowy. Od czasu do czasu łapały głowy ofiar, aby przyswoić ich sieci neuronowe.

„Co robimy, Wasza Wysokość…? Próbujmy ich chronić? Nie obchodzi mnie, czy białe świnie przeżyją czy umrą, ale powiem to jeszcze raz: Nie reagują. Możemy im powtarzać, żeby uciekali, ale nie chcą się ruszyć.”

Lena przygryzła wargę, słysząc apatyczne pytanie Shiden. Powiedzenie im, żeby ochronili Albę, byłoby łatwe. Jednak oczekiwanie, że będą walczyć, próbując odróżnić Albę od Min Samobieżnych w ciemnościach podziemnego labiryntu nie było realistycznym żądaniem. Egzekwowanie tego rozkazu prawdopodobnie spowodowałoby ofiary wśród Eighty-Sixterów na polu bitwy.

Z drugiej strony rozkazanie im, aby strzelali bezkrytycznie do ludzi, nawet jeśli są oni obywatelami Republiki…. Samo wyobrażenie sobie tego przyprawiało ją o mdłości. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy z Eighty-Sixterów byli świadkami śmierci swojej rodziny i przyjaciół w podobny sposób.

Łatwe nakazanie im popełnienia okrucieństw byłoby zwykłą niekompetencją. Nieostrożność, której dowódca przenigdy nie powinien się dopuścić.

„…Nie. Nasz eskadry pancerne nie muszą aktywnie ich chronić.”

Lena czuła, że kapitanów ogarnia napięcie w związku z Rezonansem, więc mówiła dalej:

„Jest jednak sposób, aby je rozróżnić… Jeśli napotkacie jednostki humanoidalne, wystawcie ja na działanie celowników laserowych z maksymalną mocą. Jeśli to ludzie, powinni uciec lub przynajmniej przestać się poruszać, jeśli nie zareagują to będą to Miny Samobieżne.”

Poczuła, że Shin się skrzywił.

„W zależności o tego jak długo będziemy ich na to narażać, może to spowodować co najmniej poważne oparzenia.”

„…Tak. Ale to lepsze niż ich zastrzelenie.”

System kierowania ogniem Feldreßa – a Juggernauty – wykorzystywał niewidzialną wiązkę lasera, która działała jako celownik i dalmierz, a laser był zbieżnością energii z kierunkowością. Nakierowanie go na oczy może spowodować ślepotę, natomiast narażenie na skórę powoduje jej nagrzanie i opatrzenie. Nawet gdyby Alby nie były przy zdrowych zmysłach, ich poczucie bólu prawdopodobnie pozostałoby nienaruszone. Ból był sygnałem alarmowym organizmu, pobudzającym do aktywnego uniku i ucieczki. Legion miał instrumenty wykrywające narażenie na działanie laserów.

„Może to odsłonić wasze pozycje, ale Miny Samobieżne i tak mogą walczyć tylko na bardzo krótki dystans. Nie powinno to mieć wpływu na walkę. Schronienie wszystkich ludzi, którzy uciekną, pozostawcie piechocie pancernej… Ale proszę, postarajcie się by nie rozproszyli się zbyt daleko.”

„Rozkaz.”

„Jednakże…”

Wcieła się w jego odpowiedź, która była tak przesiąknięta apatią, jaką się spodziewała.

„… to nie ma zastosowania w sytuacjach, które mogą okazać się śmiertelne. Zastosuj szybki osąd i bez wahania usuń wszelkie zagrożenia.”

Rozkazanie Eighty-Sixterowi poniesienia strat w imię cywili Republiki, było jedyną rzeczą, której nigdy nie mogła im nakazać.

„Podobnie, w odniesieniu do profesor Henrietty Penrose…”

Poczuła ucisk w klatce piersiowej. Lena obawiała się słów, które miała wypowiedzieć. Razem awansowały i były jedynymi przyjaciółkami, jakie miały w tym samym wieku. Dwa lata temu pokłóciły się o traktowanie eskadry Spearhead i zraniły się nawzajem, ale ostatecznie Anette i tak pomogła w rekonfiguracji urządzenia RAID Leny.

Podczas ofensywy na dużą skalę, Anette dowodziła jednostkami i walczyła u jej boku. Jej jedyna… i najlepsza przyjaciółka. Ale nie mogła narażać swoich podwładnych… swoich Procesorów i opancerzonej piechoty pożyczonej tylko dla niej…

„Priorytetem jest ukończenie misji. Teraz, gdy eskadra Phalanx została wyeliminowana przez niezidentyfikowany atak, podzielenie naszych sił by jej szukać i narażenie naszych jednostek na ryzyko zniszczenia… to ryzyko, na które nie możemy sobie pozwolić.”

Myślała o wysłaniu eskadry Lyacon, która czekała w pogotowiu, ale biorąc pod uwagę, że cztery rozmieszczone już eskadry mogą napotkać nieprzewidziane problemy, nie mogła sobie pozwolić na przesunięcie jakichkolwiek sił dla dobra Anette.

„Pułkowniku…”

„Nie porzucę jej, Kapitanie Nouzen. Jeżeli którakolwiek z naszych eskadr wejdzie wystarczająco głęboko, powinna być w stanie ją uratować. Jednakże…, jeśli nie zrobimy tego szybko to już niewiele będziemy mogli zrobić.”

Nawet jeśli oznaczało to pozostawienie Anette na okrutne poćwiartowanie. Po chwili ciszy Shin ponownie się odezwał.

„…Pułkowniku. Eskadra Spearhead i ja wyruszymy na ratunek Major Penrose.”

„Kapitanie Nouzen…?!”

„Być może nie znamy metody ataku wroga, ale to wciąż Legion. W takim przypadku powinienem być w stanie uniknąć starcia w miarę posuwania się naprzód. Moje szanse na napotkanie Legionu na swojej drodze są niskie.”

„Ale…”

„Myślisz o tym jak nie pozwolić nam, Eighty-Sixterom umrzeć za obywateli Republiki, czyż nie?”

Ponieważ trafił w sam punkt obaw Leny, w jego cichym głowie zabrzmiała troska.

„Nie rozumiem, dlaczego nie możesz odciąć się od Republiki, Pułkowniku, ale rozumiem, że niezależnie od powodu nie możesz tego zrobić. Myślisz, że te grzechy są twoimi własnymi, ponieważ jesteś jej obywatelem. Ale to nie znaczy, że musisz udawać tak zimną, jaką jest Republika, Pułkowniku.”

Nie musisz zgrywać roli Zakrwawionej Królowej, która walczy nie mając nikogo u swojego boku.

„Więc nie zmuszaj się do robienia rzeczy, których nie powinnaś. Powiem Ci to jeszcze raz. To do Ciebie nie pasuje, Pułkowniku,”

„…..”

„Pozostawiam ujarzmienie Admirała eskadrom Brisingamen i Thunderbolt. Będziemy musieli podzielić nasze siły tak jak się obawialiśmy, ale nie powinno to skrócić czasu poszukiwań.”

Shiden zachichotała.

„Na pewno nie masz nic przeciwko temu? Po porostu zapewniasz mi wygraną.”

„Weź ją sobie. To nie czas na denerwujące konkursy.”

„Wiem- żartuję… zostaw to mi”

Następnie Frederica powiedziała:

„Shinei, śledziłam ogólny obszar, gdzie zabrano Penrose, jeśli porównam to z mapą to powinnam wskazać jej dokładną lokalizację. Pokażę ci drogę, więc skup się na unikaniu Legionu najlepiej jak potrafisz.”

„…Zamknij swoje 'oczy’ jeśli zrobi się niebezpiecznie.”

„Z góry przepraszam, ale muszę się tym zająć… Choć jest to nieprzyjemne, wolałabym nie być świadkiem rozrywania na kawałki.”

„Rito, możemy ci pozostawić eliminację Weisela podczas gdy będziemy jej szukać, prawda?”

„Tak, nie ma problemu, Kapitanie.”

Lema zmarszczyła brwi. Jako dowódca musiała stawiać czoła emocjom, które wypływały z jej wnętrza. „…Bardzo dziękuję…”

Jedyną odpowiedzią Shina było milczenie, podczas gdy Frederica parsknęła, po czym dodała:

„Ostatnie pytanie… Poza unicestwieniem eskadry Phalanx nikt inny nie został zaatakowany z podobny sposób, prawda?”

„Nie.”

„My też nic nie widzieliśmy…”

„Więc tylko ja to widziałam…”

Shin zapytał, „Frederica, czy mogłabyś wyjaśnić co tam się wydarzyło?”

W jego pytaniu ukryte było przesłanie, że nie ma nic złego w tym, że nie potrafi tego wyjaśnić… a raczej, że nie chce tego pamiętać. Była świadkiem, jak szwadron składający się z dwudziestu czterech osób, których nazwiska i twarze znała, byli bezlitośnie atakowani jeden po drugim. Była to uwaga, którą w naturalny sposób można poczynić, w stosunku do dziecka, które nie ukończyło dziesiątego roku życia.

Frederica jednak pokręciła głową.

Przepraszam – nie widziałam szczegółów. Juggernauci byli miażdżeni na lewo i prawo, zanim w ogóle zorientowałam się co się dzieje… Do samego końca nie wiedziałam jaki to był atak.”

„Jak zostali zabici?”

„Kapitanie Nouzen, jak możesz pytać o coś takiego bez ogródek…?!”

„Nie mam nic przeciwko, Milize. To dlatego, że mogę im pomóc swoją mocą, jestem u boku Shineia. Mam u niego wielki dług do spłacenia.”

Frederica westchnęła ciężko.

„Choć łatwo to powiedzieć… Tak.”

Czerwone oczy Frederiki zamgliły się od wspomnień, gdy usilnie próbowała ubrać w słowa to co zobaczyła.

„Aina, pierwsza pokonana została nagle przecięta na pół. Pomimo braku wrogów w jej pobliżu. Juggernaut został całkowicie unicestwiony, przecięty przez sam środek kokpitu…. Zakładam, że zmarła natychmiast.”

„Może została trafiona z działa dużego kalibru…?”

Wydawało się to prawdopodobne, ale biorąc pod uwagę, że został zniszczony, mimo braku wrogów w pobliżu. Ale Frederica pokręciła głową.

„Aina stała w budynku otoczonym przez Juggernauty. Byłoby wyjątkowo trudno znaleźć linię ognia, aby ostrzelać tę pozycję bez względu na to, skąd by nie celowano…Być może snajper o umiejętnościach Kureny byłby w stanie czegoś takiego dokonać.”

„Trudno byłoby rozdzielić Juggernauta na dwie części za pomocą pocisków z broni. Myślę, że szanse na to, że był to snajper są niewielkie.”

Ślady penetracji 30 cm. APFSDS były stosunkowo niewielkie, podobnie jak głowica przeciwpancerna z metalową dyszą. Wątpliwe było, że mogłaby nawet rozłupać chodzącą trumnę na pół. Ale to nie oznaczało, że Shin znalazł odpowiedź. Wyglądało na to, że myślał żarliwie i mówił tylko po to, by wszystko uporządkować. Ale w końcu nie mógł niczego wymyślić i zamilkł. Zdając sobie sprawę, że jakakolwiek dalsza dyskusja mogłaby dotyczyć tylko przypuszczeń, Lena wyciągnęła wniosek na podstawie tego, co wiedzieli do tej pory.

“…Musimy umieścić najwyższy priorytet w zbieraniu informacji dotyczących tego ataku. Jeśli natkniesz się na podobny atak, unikaj walki i natychmiast się wycofaj.”

„Zrozumiałem”

„Rozkaz.”

Wołała raz za razem, ale ludzkie postacie nie reagowały na jej głos. Anette zamilkła, czując jak ogarnia ją strach. Widząc, jak linie ich ramion poruszają się w górę i w dół, podczas ich oddechu, zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie byli ludźmi i nie byli martwi. Ta grupa ludzi po prostu oddychała, bezsilnie i słabo.

W tej sytuacji problemem był odgłos jej obcasów stukających o podłogę. Odrzuciła buty i przeszła po podłodze mając na nogach jedynie pończochy. Drzwi miały zamek elektroniczny, ale na szczęście starego typu, który można było oszukać jakimkolwiek cienkim przedmiotem przypominającym kartę. Wielokrotnie przekręcając gałkę, wyjęła przypadkową kartę z kieszeni płaszcza i przepuściła przez czytnik. Prosty mechanizm wydał elektroniczny sygnał dźwiękowy, gdy łatwo ustąpił.

Delikatnie popychając metalowe drzwi, zerknęła przez szparę… nie było tam nic. Wyglądało na to, że Legion nie czuł potrzeby pilnowania tak bezbronnej zdobyczy. I szczerze mówiąc, prawdopodobnie nie było takiej potrzeby. Nie byli związani w żaden sposób, ale to uwięzienie było więcej niż wystarczające, aby utrzymać tych którzy nie poruszali się z ich własnej woli.

Gdy spojrzała za siebie, inni więźniowie nawet nie drgnęli. Zawołała do grupy stojącej na czele:

„Hej, wynośmy się stąd… Powinniśmy być w stanie teraz uciec.”

Ale zgodnie oczekiwaniami, nie otrzymała odpowiedzi.

Potrząsając głową, Anette prześlizgnęła się przez szparę w drzwiach z kocią zręcznością. Ciężkie drzwi zamknęły się same w chwili, gdy je puściła, a dźwięk zamka rozległ się cichym echem. Otrząsnęła się, kiedy niemal zdawała się krytykować się za ponowne porzucenie kogoś, szła dalej. Na początku poruszała się ostrożnie, ale w końcu przyspieszyła do lekkiego truchtu.

Długi, długi korytarz był przestronny i komfortowo szeroki, a jego sufit był niski, co było typowe dla podziemi. Mogła dostrzec w ciemności białe, ozdobne płytki podłogowe i srebrne okiennice z misternymi wzorami. Dalej znajdowały się stylowe witryny sklepowe, piękne, konkurujące ze sobą w tej niezamieszkałej opuszczonej przestrzeni.

Była w centrum handlowym.

Prawdopodobne był to – a raczej, bez wątpienia – obiekt handlowy w Podziemnym Labiryncie Charite. Szła szerokimi chodnikami, zmagając się ze strachem, że wpadnie w zasadzkę Legionu. Chodniki były pełne łagodnych zakrętów i zostały zaprojektowane tak, aby umożliwić łatwe przejście dużej ilości klientów, co tworzyło wiele martwych punktów. Trzymając się cienia, desperacko szukała schodów, które zabiorą ją na powierzchnię.

Kiedy zobaczyła to w pobliżu odległej ściany, podbiegła. Robiąc to, nasłuchiwała uważnie, uważając na dźwięk wszystkiego, co się do niej zbliżało. Żaden Legion, nawet Dinosauria o wadze stu ton nie wydawał żadnego dźwięku swoimi krokami. Ale w tej całkowitej ciszy nie można było poruszyć się bez narobienia jakiegoś hałasu.

Stojąc tyłem do tego, co wyglądało jak okrągły filar jakiegoś starożytnego sanktuarium, stała w miejscu i patrzyła w górę, gdzie powinna znajdować się ta osoba. Eskadra Phalanx została zaatakowana na powierzchni, mimo, że przypuszczano istnienia pola bitwy wyłącznie pod ziemią. Istniało ryzyko, że kwatera taktyczna w której przebywała Lena i pozostali, również została zaatakowana i zniszczona, ale musiała postawić na to, że nic im nie będzie.

„Nie trać mnie z oczu… Błagam Cię…”

Ponieważ w Vanadis była Frederica – dziewczyna potrafiąca widzieć przeszłość i teraźniejszość każdego, kogo znała.

„Dobrze. Wygląda na to, że nic jej nie jest.”

Szkarłatne oczy Frederiki błyszczały słabo, gdy patrzyła w przestrzeń. Siedząc zupełnie nieruchomo – jej wygląd był równie piękny i uporządkowany jak zawsze – wydawała się mistyczna i majestatyczna, a jednocześnie całkowicie obca w porównaniu z opancerzonym pojazdem dowodzenia i jego najnowocześniejszą technologią.

To było jak boskie posiadanie, jakby była świętą kapłanką wypowiadającą wolę bogów. Uroczysta i grobowa. Wpatrując się w pustą przestrzeń w jakieś nieznane miejsce, oczyma zupełnie pustymi, Frederica skrzywiła się.

„Jesteś dość wytrwała biegnąc tak daleko… Jednakże, co tam robisz, Penrose? Włóczysz się w kółko.”

Frederica zmarszczyła swoje urocze brwi w zamyśleniu, a potem jej oczy rozszerzyły się, gdy uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

„Ah, ty mądra dziewczyno. Zatrzymałaś się przed tablicą informacyjną, wiedząc, że mogę na ciebie patrzeć…. Shinei.”

Odpowiedział, cicho kiwając głową podczas rezonowania.

„Mam informacje o miejscu pobytu Penrose. Udaj się tam tak szybko jak możesz.”

„Potwierdzam. Blok handlowy na czwartym poziomie, co?”

Potwierdzając dane mapy, którą otrzymał Shin odwrócił łożysko Grabarza. Obecna lokalizacja Anette została przedstawiona na czerwono, a najkrótsza trasa była podświetlona. Słyszał Lenę przemawiającą nad głośnym hałasem pracy Juggernauta.

„Ustaliliśmy trasę w oparciu o dystrybucję wroga i ich domniemane wzorce zachowań, ale to tylko spekulacje. Powinieneś zmienić ścieżki i objazdy, jeśli uzna to pan za konieczne, kapitanie.”

„Zrozumiałem… Ale wygląda na to, że obecnie zalecana trasa jest w porządku.”

Odpowiedział po potwierdzeniu aktualnego statusu Legionu. Wydawało się, że Lena zapamiętała trójwymiarową strukturę mapy i przesuwała ruchy jej jednostek i wroga w swoim umyśle w czasie rzeczywistym, Byłoby jednym, gdyby była to powierzchnia płaska, ale Shinowi trudno było uwierzyć, że poradzi sobie ze wszystkim na trójwymiarowym polu bitwy gdzie jednostki nieustannie się poruszały.

Była to umiejętność, którą Lena opanowała precyzyjnie dlatego, że spędziła tak długi czas dowodząc na dystans z pokoju kontrolnego, gdzie musiała polegać na fragmentarycznych informacjach z pola bitwy objętego zagłuszaniem Eintagsfliege. Zastanawiał się jakie walki Lena widziała w Republice od czasu specjalnej misji rozpoznawczej dwa lata temu. Nagle zdał sobie sprawę, że nie miał absolutnie żadnego pojęcia.

A to dlatego, że nigdy o to nie pytał. Nikt, łącznie z nim samym nigdy nie pomyślał, żeby zapytać o to Lenę. Lena z drugiej strony wydawała się chcieć zadawać wszelkiego rodzaju pytania. Musiała mieć…. wiele na głowie.

„…Mm.”

Potwierdzając zalecaną ścieżkę n jego podstrefie i rzeczywistej trasie, którą wiedział przez ekran główny, Shin zatrzymał Grabarza. Zdolność Shina pozwoliła mu dokładnie monitorować stan Legionu, a zdolność Leny do śledzenia sytuacji wojennej była równie imponująca. Ale takie sytuacje często miały miejsce na polu bitwy.

Na mapie były błędy.

Zalecana trasa wskazywała na trasę serwisową przeznaczoną do celów konserwacyjnych – ciasny, wąski korytarz, wystarczająco duży, aby przecisnęła się przez niego tylko jedna osoba.

„Nie ma ścieżki do przodu…? Nie może być.”

„Tak właśnie jest, nie ma ścieżki, przez którą Juggernaut mógłby przejść. To naturalne, ponieważ to miejsce nie zostało zbudowane w celu pomieszczenia Feldreßa.”

Głos Shina w Rezonansie nie wydawał się tym zbytnio przejmować. Błędne informacje były prawdopodobnie częstym zjawiskiem na polu bitwy – ale dla Leny, jego raport był gorzką pigułką do przełknięcia.

Nie powinno to być możliwe. Ostatnia aktualizacja danych mapy była zaraz po najnowszej naprawie i konserwacji obiektu. Błędne dane mapy mogą prowadzić do utraty życia w tunelach meta, gdzie widoczność była utrudniona, a trasy, w wzdłuż których można się poruszać, były ograniczone, więc Lena upewniła się, że potwierdziła to z taką ostrożnością jak tylko mogła, ale wciąż…

Zimne podejrzenie przeszyło jej umysł. Czy to możliwe, że mapa jest…?

Mapa została im dostarczona przez tymczasowy rząd Republiki…. Tymczasowy rząd, który był teraz infiltrowany przez Bleacherów, którzy żądali powrotu i przywrócenia Eighty-Sixterów. Gdy przyjrzała się dokładniej zobaczyła, że wspomniana trasa serwisowa miała być przeznaczona do przewożenia sprzętu według mapy, ale w porównaniu do układu tego miejsca, rażąco nie pasowała do innych ścieżek i ścieżek kolejowych pod względem głębokości.

Nie może być.

„Przyjęłam. Poszukajcie objazdu wspomnianej trasy… Podporuczniku Marcel, czy mógłbyś przeanalizować tę mapę obszaru walki i spróbować znaleźć jakieś rozbieżności ze strukturą?”

Wyłączając w połowie drogi Para-RAID, skierowała się do siedzącego na przednim siedzeniu przed nią. Ten młody mężczyzna, który był w tym samym wieku co Shin i jego grupa, miał tak samo jak oni specjalne szkolenie oficerskie, spojrzał na nią i skinął lekko głową.

„…Zajmie mi to trochę czasu, ale prawdopodobnie.”

„Więc proszę to zrobić. To jest najwyższy priorytet, więc zrób to jak najszybciej.”

„Zrozumiałem.”

Frederica nagle podniosła głowę.

„Mm, nie jest dobrze! Shinei, musisz się spieszyć!”

Wstała i krzyknęła, nie zauważając nawet że to robi:

„Biegnij, Penrose! Nie możesz tam zostać!”

Ktokolwiek zaplanował ten podziemny obiekt, musiał być prawdziwym idiotą. W końcu znalazła schody, które wydawały się prowadzić na górę, ale po tym, jak wspięła się na to, okazało się to jednokierunkowym zejściem i poprowadziło ją to do innego sektora tego samego piętra. Wiedziała, że ma szczęście, że nie jest w tunelach metra, ale ta dziwna gra w berka działała jej na nerwy.

Anette rozejrzała się w irytacji. Jej płaszcz laboratoryjny ciągnął się pod jej stopami, więc zdjęła go i zarzuciła na ramię. Było to przeciwieństwo sektora, w którym wcześniej była, wyglądającego jak jakaś fabryka. Była w czystym pokoju lub jakiejś sali operacyjnej: przyciemniona, wysterylizowana biała przestrzeń.

W niczym nie przypominała stacji ani związanych z nią obiektów. Legion prawdopodobnie naprawił i przebudował tę sekcję po zajęciu Charite. Było to wydłużone miejsce, a Anette nie mogła dostrzec drugiego końca pomieszczenia, ale głębiej, w środku znajdowało się coś, co wyglądało jak urządzenie skanujące, wraz z grupą małych łóżek, ustawionych w kształcie prostokąta, z cienkimi robotycznymi ramionami zwisającymi z sufitu w ich kierunku.

Oprócz schodów znajdował się również ciasny korytarz, który wyglądał na trasę serwisową i szerszą ścieżką, która była prawdopodobnie używana przed odwiedzających klientów. Wzdłuż szerokiej ścieżki znajdowały się ślady czegoś, co zostało odciągnięte, a także niezliczone zadrapania i ślady stóp. Gdy stanęła pod przezroczystą ścianą oddzielającą ją od maszyn, spojrzenie Anette padło na skupisko przedmiotów ułożonych w schludnych rzędach.

„…….?”

Były to cylindryczne szklane pojemniki, wystarczająco duże, aby pomieścić Anette w pozycji stojącej. Kilka z nich ustawiono w uporządkowany sposób, jak gabloty w muzeum. Były wypełnione jakąś przeźroczystą cieczką. Cylindry wewnątrz były oświetlone sztuczną, białą poświatą, która ujawniała pływającą w nich zawartość. Nie było do nich podłączone nic, poza przewodami elektrycznymi, które je oświetlały, a ponieważ nie było w cieczy żadnych bąbelków, mogła stwierdzić, że nie pompowano tam również tlenu. Innymi słowy, cokolwiek było wewnątrz cylindrów, nie było żywe.

Rozpoznała sylwetki zawartości, ale nie mogła ich właściwie zidentyfikować…. Nie, wydawało jej się, że nie wie, ale za nic nie potrafiła zrozumieć, co to znaczy. Podeszła do przodu i spojrzała do środka…

…!

To jest…!

W tej chwili, gdy zdała sobie sprawę, co było w cylindrach, poczuła jak cała krew odpływa z jej twarzy. Była blada, ale spokojna, wykalkulowała część jej, która była naukowcem, nie mogła pomóc, ale obserwowała to z wielką szczegółowością.

Były tam wielokrotności tej samej rzeczy… Nie, było tam kilka próbek te samej rzeczy. Były ona stopniowo uporządkowane według tego, ile pracy włożono w każdą z nich, było tam kilka… osób. Legion nie używał numerów. Nigdzie nie było notatek, które by to wyjaśniały. Ale i tak wiedziała.

To było….

Coś spojrzało na nią z drugiej strony cylindra, Anette zamarła, humanoidalny kształt po drugiej stronie cylindra kołysał się. Jego refleksja przeniosła się z opóźnieniem, ponieważ jego niezdalne ruchy, wydające się jak prosto z horroru, sprawiło, że Anette odskoczyła do tyłu w strachu,

Mina Samobieżna podpełzła za nią. Jej pozbawiona twarzy kulista głowa wiła się jak owad, skręcając w jej kierunku. Wpatrując się w Anette swoim bezokim obliczem, nagle zwinnie wyskoczył do niej jak sprężyna.

„Nie….!”

Szczęśliwym trafem, przypomniała sobie o fartuchu, który miała przewieszony przez ramię. Rzuciła nim w panice, a ten na szczęście rozłożył się i zakrył czujnik zamontowany na głowie Miny Samobieżnej. Oślepiona Mina Samobieżna mogła tylko żałośnie się miotać, gdy Anette chwiejnym krokiem zaczęła się wycofywać.

Jego głowa grzechotała w niemal komicznych ruchach, gdy próbowała zdjąć okrywający ją płaszcz, ale ręce Miny Samobieżnej nie mogły poruszać się tak precyzyjnie jak ludzkie. Wyglądało to tak, jakby nie mogła zdjąć tego nieznośnego materiału. To była jej szansa na ucieczkę…!

Wpadła w panikę, bojąc się o swoje życie, ale ten sam strach zmroził jej kończyny. Kiedy desperacko próbowała biec, jej nogi zesztywniały wbrew jej woli, a obcasy zapadły się w szczelinę w podłodze, przez co przewróciła się w spektakularny sposób. Jej plecy najwyraźniej uderzyły w część przeźroczystej ścianę, która odpowiadała drzwiom, ponieważ otworzyły się do wewnątrz bez większego oporu, powodując, że wpadła do pokoju tyłem.

Kiedy spadała, w jej wirującym polu widzenia, pojawiły się najróżniejsze rzeczy. Te nadmiernie wysterylizowana biała przestrzeń. Rząd szklanych gablot. Urządzenie skanujące o wyglądzie medycznego. Stół mniej więcej wielkości i wysokości ciasnego łóżka…. wykonany z łatwego do czyszczenia metalu. A nad nim grupa robotycznych ramion, wyposażonych w błyszczące ostrza,

To był…

…stół operacyjny.

Tak.

To była sala sekcyjna.

Zza ściany dobiegł ostry dźwięk, odbijając się od szklanych drzwi i powodując, że zamarła. Mina Samobieżna z wciąż zasłoniętym czujnikiem podniosła głowę, słysząc nagły hałas. Anette, która upadła na plecy nadal nie mogła się ruszyć. Mina Samobieżna wstała, obracając się uważnie w jej stronę…

…podczas gdy do jej uszu dotarł dźwięk czegoś gwiżdżącego w powietrzu.

Coś spadło jak młotek zza Miny Samobieżnej, uderzając w tył jej głowy.

Była to kolba karabinu szturmowego, rysująca w powietrzu srebrny łuk. Karabin ze składaną kolbą, podarowany operatorom Feldreßa, z idealną celnością opadł na słabo połączoną część głowicy Samobieżnej Miny, uderzając gwałtowanie zamontowany na głowicy czujnik.

W przeciwieństwie do broni ostrej, nawet kobiety i dzieci mogły używać broni palnej, ale waga karabinu szturmowego sprawiała, że był on cięższy niż większość broni do walki wręcz. Zwłaszcza karabin szturmowy 7,62 mm. wykonany w całości z metalu, który po załadowaniu ważył prawie pięć kilogramów. Samobieżna Mina, która była tylko nieznacznie cięższa od człowieka, została znokautowana. Zrobiła dwa lub trzy niepewne kroki do przodu, jej chwiejąca się głowica czujnika zachwiała się, próbując wyregulować swoje położenie. Do tego czasu jednak lufa karabinu szturmowego była skierowana w jej stronę. Lekko i łatwo, jakby to był pistolet, karabin wycelował i wystrzelił bez litości.

Trzy pociski przebiły moduł sterujący w klatce piersiowej Miny Samobieżnej. Fala uderzeniowa wstrząsnęła nią, powodując, że, wykonała osobliwy taniec, po czym upadła na podłogę jak marionetka z przeciętymi sznurkami. Opuszczając dymiącą lufę, Shin spojrzał na szczątki swojego wroga, podczas gdy Anette – wciąż na podłodze – obserwowała go z osłupiałym wyrazem twarzy.

…Kiedy to było? Kiedy była mała? Wychodziła na eksplorowanie terenu ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, ale traciła go z oczu i gubiła go. Anette chowała się pod osłoną, nie wiedząc, gdzie jest, gdzie się znajduje, a chłopak szukał ją, odnajdując ją, gdy było już ciemno.

Znalazłem Cię, Rita!

Uśmiechnięty jak zawsze, podkradał się do niej bezgłośnymi krokami, takimi jak kroki jego brata i ojca. Przypomniała sobie, że jego ojciec powiedział jej kiedyś, że było spowodowane to tym, że pochodzili z klanu z Imperium, którego zadaniem była ochrona cesarza. Powiedział, że ma nadzieję, że w tym kraju nie będą musieli uczyć swoich dzieci jak z kimkolwiek walczyć i zabijać.

Jego życzenie nigdy nie zostało spełnione. I to z najgorszego możliwego powodu.

Nawet w wojskowych butach z twardymi podeszwami kroki Shina były niesłyszalne. Ale chociaż nie różniło się to od wcześniej, jego ręce były teraz przyzwyczajone do obsługi broni palnej. Zimne spojrzenie. Męska sylwetka, pasowała do stalowoniebieskiego kombinezonu, który miał na sobie.

Anette w końcu w pełni zdała sobie sprawę, że teraz wszystko jest zupełnie inne – przyjaciel z dzieciństwa, którego znała, dawno już odszedł. To, co się wtedy wydarzyło i jak się wtedy czuła, istniało w tym momencie tylko w jej sercu. Jeśli ktoś miałby szukać w sercu Shina tego, co się wtedy wydarzyło, nie znalazłby dziewczyny, którą kiedyś znał. Ale ona i tak wymówiła jego imię, niemal automatycznie.

Shin.

„…Kapitan Nouzen.”

Wydawało jej się, że czuje jak jego szkarłatne oczy zwracają się w jej stronę. Ale w następnej chwili odwrócił się, prawdopodobnie dlatego, że zbliżał się do nich ktoś inny. Usłyszała odgłos wojskowych butów. Postać, która się pojawiła miała czerwono-czarne włosy, oczy Eisena i była ubrana w kombinezon Federacji. Był to porucznik Shuga, jeśli dobrze pamiętała.

„Kurwa, stary. Nie możesz po prostu strzelać jak normalny człowiek?”

„W tego rodzaju starciu trafienie jest szybsze. Poza tym, gdybym strzelił na oślep, mógłbym trafić profesor.”

Pełnowymiarowe naboje karabinowe 7,62 mm były niezwykle śmiercionośne jako broń przeciwpiechotna. Nawet jeśli pocisk nie trafił w głowę lub tułów, to i tak mógł łatwo zabić, w zależności od tego, gdzie trafił. Wyglądało na to, że Shin był ostrożny z tego powodu.

„Wszystko w porządku, Majorze Penrose?”

Wbrew treści pytania, jego ton brzmiał zupełnie obojętnie. Anette odruchowo zmarszczyła brwi.

„…Czy to nie oczywiste?! Właśnie dzieliły mnie sekundy od śmierci!”

„No cóż, nie wygląda na to, że nie jesteś martwa. Powinnaś czuć się dobrze, jeśli masz tyle energii, aby odpowiedzieć,” skwitował Shin, na jego twarzy malowała się nuta irytacji.

Nie prowadzili tak ostrej wymiany zdań, odkąd byli dziećmi, ale teraz wszystko było inne.

„…Shin.”

Tym razem z uwagą zawołała jego imię, które wydobyło się z jej ust bez oporów. Dla niego była teraz zupełnie inną osobą. Ale przynajmniej tyle musiała powiedzieć.

„Przepraszam.”

Za to, że Cię porzuciłam. Za to, że Cię nie uratowałam. Za nic nierobienie i szukanie wymówek. Za to, że martwisz się rzeczami, których nie pamiętasz i że samolubnie angażujesz się w moją pokutę.

„…….?”

Shin zamrugał zaskoczony nagłymi przeprosinami. Przez chwilę patrzył na Anette niczym pies myśliwski, któremu wydano rozkaz, którego rozumiał, po czym odwrócił wzrok.

„Nie wiem, za co przepraszasz…”

Jego głos był tak głęboki, że w żadnym stopniu nie przypominał głosu z jej wspomnień i choć był kiedyś tego samego wzroku co ona, w pewnym momencie znacznie ją przerósł.

„…,ale jeśli o mnie chodzi, nie ma powodu abyś mnie przepraszała… Więc nie martw się o to Majorze Penrose.”

Anette uśmiechnęła się, w jej oczach pojawiły się łzy.

Nawet nie pamiętasz, ty głupku. Nie jesteś taki jak wcześniej. Ale ta część Ciebie… sposób, w jaki zawsze jesteś dla mnie miły, to boli…. Ta część się nie zmieniła się. I to sprawia, że czuję się trochę… samotna.

„…Masz rację.”

Kiedy Shin poinformował, że Anette została bezpiecznie uratowana, usłyszała ulgę w głosie Leny i nie mógł powstrzymać uczucia, że nie porzucenie Anette była właściwą decyzją. Kilka sekund później kolejna para kroków ruszyła w ich stronę. Zwracając się do nowej osoby, Raiden położył dłoń na jego biodrze.

„Spóźniłeś się, Jeager. Już Ci powiedzieliśmy, że nie ma potrzeby zachowania ostrożności w tej chwili.”

„Rozumiem twój tok rozumowania, ale… mimo to, nauczyłem się podczas treningu, aby zawsze być ostrożnym…”

Nie mógł namierzyć wroga, jeśli był martwy, więc ostrożność była właściwą decyzją. Ostrożność była słuszną decyzją, ale…

„Cieszę się, że przyszliście mnie uratować, ale dlaczego w takim składzie? A raczej…”

Anette spojrzała na nich półprzymkniętymi oczami, po tym jak pomogli jej wstać i pozostawiono ją bez niczego do roboty.

„Nie mówcie mi, że przyszliście w ten sposób.”

„Nie było wystarczająco dużej ścieżki, aby Juggernauty mogły nią przejść.” Wyjaśnił Shin wskazując w stronę drogi serwisowej za nimi.

Był to ciasny korytarz pełen zakrętów, wystarczająco szeroki, aby mogła przejść tylko jedna osoba.

„Frederica widziała, że twoja sytuacja to wyścig z czasem, więc wybraliśmy najkrótszą dostępną ścieżkę. Jeśli Juggenauty nie mogły przejść, to to samo tyczy się Legionu, pozostawiając jedynie przejście dla ludzi i Min Samobieżnych, a z nimi możemy poradzić sobie tymi karabinami…. Nie byliśmy jednak pewni czy zdążymy na czas.”

„Rozumiem. Myślę, że potrzebowaliście ludzi do dźwigania ciężkich ładunków, nawet jeśli miałoby to służyć tylko przeniesieniu moich zwłok…”

Z jakiegoś powodu westchnęła przygnębiona, a potem odeszła do tyłu nadal z tą miną.

„Cóż, skoro już tu jesteś, spójrz tutaj.”

Wskazała na kilka cylindrów, których nie zauważyli, dopóki ich nie wskazała. Świeciły na biało, a wewnątrz nich unosiło się wiele kul. Po bliższym przyjrzeniu się Shin zdał sobie sprawę, czym one były.

„Człowiek…?”

Były przeźroczyste, jak jakiś mineralny kryształ, ale przypominały ludzkie czaszki. Trudno było to stwierdzić z całą pewnością, ponieważ brakowało im charakterystycznej dla tkanki organicznej wyrazistości. Usunięto gałki oczne i tkankę mięśniową. Kość tworząca czaszkę wydawała się wykonana z niebiskiej metalicznej rudy, podczas gdy chrząstka wydawała się być wykonana z rubinu. Substancja mózgowa wyglądała jak perydotyt.

Białe światło czyniło je przeźroczystymi, gdy unosiły się w klinkierach jak wyszukane dzieła sztuki. Sądząc po rozmiarach, głowy pochodziły od mężczyzn, kobiet i dzieci, a było ich kilka każdego typu. Z sąsiednich cylindrów spoglądały puste oczodoły.

Raiden, który stał obok Shina zmrużył oczy na ten widok. Być może Dustin wyobrażał sobie jak te głowy znalazły się w tym stanie, ponieważ słyszeli jak nerwowo przełyka.

„Przeźroczyste okazy. Legion używał narkotyków, aby uczynić tkankę biologiczną przeźroczystą i zafarbować ją. Nie jestem jednak pewien, co zrobili, aby zabarwić układ nerwowy.”

„…Czy to były pierwotnie ludzkie zwłoki?”

„Mówisz to, jakby to było nic… Ale tak, to prawda. To są prawdziwe ludzkie głowy. prawdopodobnie obywateli Republiki, którzy zostali zabrani podczas ofensywy na dużą skalę.”

Dustin, czując mdłości, dodał, „Jestem zaskoczony, że tak dobrze to przyjmujesz.”

„Przyzwyczaiłem się do oglądania odciętych głów. Ten przypadek jest właściwie przyjemniejszy niż większość innych, ponieważ zostały one odcięte w czysty sposób.”

„Wiem, że to nie twoja wina, ale przyzwyczajenie się do zwłok to wciąż trochę za dużo…. I mówię też o tamtejszym poruczniku. Reakcja podporucznika Jeagera była w zasadzie całkiem normalna, więc może powinieneś wziąć stronę z jego książki.”

Mówiąc to ponownie skupiła uwagę na odciętych głowach swoich rodaków.

„To prawdopodobnie swego rodzaju przewodnik, jak rozcinać skradzione głowy i usuwać mózgi. Zawiera informacje o wszystkich etapach jakie należy wykonać, na przykład, gdzie i jak ciąć, aby mogli wyprodukować inteligentny Legion, zwany przez was Czarnymi Owcami i Pasterzami.”

Kiedy spojrzeli na nią, Anette wzruszyła ramionami.

„Czytałam raport, który przedłożyłeś wojsku Federacji, dotyczący Legionu i Lena też je tak nazywa.”

Następnie oficer techniczny byłego działu badawczego Republiki spojrzała na Shina kątem oka.

„Masz szczęście, że ludzie z Wydziału Transportu nie wykonywali swojej pracy prawidłowo. Gdyby tak było, mógłbyś zostać ozdobą mojego laboratorium, tak jak ludzie w tych cylindrach.”

“…O czym ty mówisz?”

„Grabarz, opętany Procesor, który łamie swoich Opiekunów. Historie o duchach, które ludzie opowiadają na polu bitwy, to jedno, ale kiedy ludzie zaczęli się zabijać, dostałam prośby o zbadanie Ciebie… Cóż za stracona szansa. Gdyby Cię przywieźli, rozebrałabym twój mózg i naprawdę dobrze mu się przyjrzała.”

Oczy Dustina rozszerzyły się, a Raiden zmarszczył Brwi, ale Shin nie wydawał się speszony.

„Wątpię, by ktoś kto nie cuchnie krwią, byłby w stanie to zrobić.”

„To…”

Anette próbowała coś powiedzieć w ramach protestu…, ale w końcu opuściła ramiona i uśmiechnęła się słabo, wyglądając na wyczerpaną.

„Zgadza się… nie mam odwagi zrobić czegoś takiego, a tym bardziej powodu.”

Nie miała na myśli okrucieństwa polegającego na sekcji żywej osoby, ale także przechwalania się własnymi wadami i próby udawania gorszej, niż była w rzeczywistości.

“…W każdym razie o to właśnie chodzi. Przewodnik produkcji Pasterzy… Z wyjątkiem…”

Dotknęła najdalszego cylindra, który wyglądał na ostatnią fazę tego, czymkolwiek to było.

“…Ten tutaj mnie niepokoi. Jego hipokamp jest całkowicie zniszczony. Pasterze używają nieuszkodzonych mózgów, prawda? Więc dlaczego mieliby celowo uszkadzać część mózgu?”

„Wygląda na to, że nie myśleli, że dotrzemy tak daleko. Na patrolu nie ma ani jednej jednostki.”

Główny hol piątego poziomu. W środku miejsca tak zafarbowanego na biało, że aż doprowadzało to do szału, Shiden uśmiechnęła się z kokpitu Cyklopa. Cała przestrzeń – sufit, ściany i podłoga – pokryta była małymi białymi kafelkami. Była przeźroczystą białą ciemnością, mglistą jak świeży śnieg. To miejsce też powinno być częścią dworca, więc skoro wnętrze przez cały ten czas pozostało niezmienione, to… Republika bardzo musiała pragnąć tego koloru białego, delikatnie mówiąc. A jeśli tak było, to od początku nie powinni byli przyjmować imigrantów.

Masywny cień czający się w głębi pomieszczenia nie odpowiedział im. Srebrne rury piętrzyły się jedna na drugiej, wijąc się jak organy lub naczynia krwionośne jakiegoś nieznanego stworzenia. Jego tułów miał cienką metalową płytę, która zdawała się oddychać. Miał coś, co wyglądało jak osiem cienkich nóg, które były tak nieproporcjonalne do jego wagi, że Shiden zastanawiała się, po co w ogóle się tam znalazły. Czujnik kompozytowy, który wyglądał jak czułki ćmy i czujnik optyczny wyglądający jak oczy owada.

To był Admiral… a raczej, jego moduł sterujący.

Jego niebieski czujnik optyczny poruszał się powoli. Jego brzuch był prawdopodobnie podłączony do reaktora znajdującego się pod ziemią. Był zakopany wewnątrz białych płytek i prawdopodobnie był niezdolny do poruszania się. Z wyglądu był łatwym celem.

“…Cóż, wątpię, że pójdzie gładko.”

Białe linie światła biegły po podłodze sali. Arbitralnie a następnie poziomo. Siatka światła uderzyła w róg podłogi dwadzieścia centymetrów dalej.

„Wiedziałam…!”

Wzięła się w garść – ale jak się okazało, była to tylko wiązka światła. Tylko noga jej Juggernauta dotknęła wiązki, ale nie odniosła żadnych szkód. Kraty światła zaczęły zakrywać podłogę, jakby chciała odsłonić współrzędne…

Oddech Shiden wiązł jej w gardle, gdy spojrzała w górę. W tym samym momencie ulepszone czujniki Cyklopa uruchomiły alarm, który wstrząsnął jej bębenkami. Alarm bliskości wroga. Jego lokalizacja była bezpośrednio nad nią!

Gdy spojrzała w górę, czujniki optyczne poszły w jej ślady i po krótkiej chwili opóźnienia, obraz sufitu pojawił się na jej ekranie optycznym. Były tam świetlne punkty na przezroczystych płytach sufitowych, a w chwili, gdy je zobaczyła, Shiden instynktownie krzyknęła:

„Mika, Rena, odskoczcie na boki! Alto, nie ruszaj się!”

I wtedy, właśnie, gdy wydała ostrzeżenie, kilka ostrych niebieskich wiązek światła przeszyło przestrzeń powietrzną hali od góry do dołu. Gdy wszystkie jednostki wykonały manewry uniku w odpowiedzi na ostrzeżenie, promień światła otarł się o oddział Alto, która wycofał się w, a kolejny promień minął poziomo jednostkę Miki. A chwilę później kadłub jednostki Reny, która nie zdołała wykonać uniku na czas, została przebita z góry.

„Rena?!”

Juggernaut rozpadł się bezgłośnie, nie wydała z siebie nawet krzyku, gdy promień światła przebił się przez kokpit. Ten cienki promień skondensowanego światła przebiło się przez lufę wieży 88 mm. umieszczoną nad kokpitem bez żadnego dźwięku. Włócznie światła, które skrobały i przebijały Juggernauty, zostały wchłonięte przez półprzezroczyste płytki podłogowe, a następnie rozproszyły się i zniknęły.

„Czy to były… lasery…?!”

„Na to wygląda.”

Szybko odpowiedziała na krzyk Shany – jej wice kapitana. Przecież trafili do obozów internowania, gdy mieli mniej więcej siedem lat i dopiero niedawno zaczęli uczęszczać do czegoś, na kształt szkoły – do specjalnej akademii oficerskiej. Nie mieli wystarczającej wiedzy, aby dokładnie przeanalizować sytuację, chociaż Grabarzy jego Wilkołak, zastępca kapitana, najwyraźniej zdobyli pewne wykształcenie, co było wystarczająco irytujące. Być może lepiej zorientowaliby się w sytuacji.

Wykrzywiając gorzko usta, miała oczy szeroko otwarte. Nie widziała tego bezpośrednio, ale ekran jej radaru pokazywał rozproszenie pozycji wroga. Na suficie zapalił się niebieski punkt świetlny. Ostrzegła Juggernauta stojącego bezpośrednio pod nim, który odskoczył na chwilę przed tym, jak kolejny laser przebił miejsce, w którym stał przed chwilą, dosłownie z prędkością światła.

Laser trafił kafar jej prawej nogi, która wybuchła w deszczu płomieni i czarnego dymu. Gdy Cyklop się wycofał pozostawiając za sobą smugę dymu, Shiden zmrużyła oczy.

A więc to się dzieje.

„Te linie na podłodze to współrzędne, a kiedy na nie nadepniesz, lasery strzelają w tym kierunku…. Cały ten pokój to Legion. Nie może podążać za nami oczami, aby nas zaatakować, gdy jesteśmy w jego brzuchu.”

Prawdopodobnie lasery szybciej odbierały współrzędne bezpośrednio za pośrednictwem łącza danych, zamiast polegać na czujnikach optycznych, którymi zajmowały się indywidualnie. Poczuła jak Shana marszczy brwi.

„Kratki są tak wąskie, że Juggernaut nie jest w stanie ich nie nadepnąć.”

„Tak, ale nawet jeśli na nie nadepniemy, nie wygląda na to, żeby mógł strzelić do nas wszystkich na raz. Nie jest przystosowany do strzelania do dwudziestu czterech jednostek jednocześnie.”

Wystrzeliwał wiele laserów w cel, a nie po jednym na każdy, aby zapewnić trafienie, co oznacza, że może atakować tylko kilka celów jednocześnie. W którym to przypadku….

„Mój Cyklop wie, ile jest jednostek strzelających i gdzie się znajdują…. Jeśli mamy wykorzystać ten odstęp czasu, aby do niego strzelać to będziemy musieli otworzyć ogień tuż po lub sekundę przed usłyszeniem alarmu.”

Tylko Juggernauty, do których strzelano, musiały wykonywać manewry uniku, podczas gdy wszystkie pozostałe jednostki strzelały. Jak w przypadku wszystkich nowoczesnych broni, jednostki laserowe poruszały się po oddaniu strzału, ale musiały zatrzymać się na chwilę przed oddaniem strzału. To byłoby okno dla Juggernautów na zestrzelenie ich.

„Cyklop do wszystkich jednostek…. Odwet po kolejnym ostrzale wroga. Na mój rozkaz-”

Alarm bliskości rozbrzmiał ponownie. Oczy Shiden skierowały się na ekran radaru, gdzie wokół pozycji jej jednostki pojawiły się punkty, ale w jej współpłaszczyznowym polu widzenia nie było nic. Liczba laserowych jednostek na suficie nad nimi gwałtownie wzrosła. Prawdopodobnie zajęło trochę czasu, zanim system obronny całkowicie się uruchomił lub być może świadomość zmarłej osoby została włączona do systemu Admirala, miała niekorzystne usposobienie, jeśli chodzi o obsługę jednostek laserowych.

Kiedy ze zdumieniem spojrzały w górę, przez półprzezroczyste kafelki natychmiast rozbłysły niebieskie światła, jakby wyśmiewały wysiłki tych dziewcząt.

“…Jeager, pozwól profesor Penrose wsiąść do swojego pojazdu. Przesuń się na środek tylnego rzędu i unikaj walki, jak tylko możesz. Rito, wytrzymaj jeszcze trochę. Udamy się w twoją stronę, gdy tylko powierzymy profesor naszej kolejnej jednostce.”

„Zrozumiałem kapitanie, ale przyjdź jak najszybciej!”

Wyglądało na to, że Jeager Rito atakowali jednostkę obronną kilkaset metrów od Weisela. Ucinając niemal krzyk Rito, Shin postawił Grabarza na nogi. Chociaż Miny Samobieżne były kruche, Grabarz nie był uzbrojony w karabiny maszynowe, więc Shin nie mógł z nimi skutecznie walczyć. Pluton awangardy Theo i pluton osłaniający Raidena przejęły front, posuwając się naprzód, atakując mieszankę Min Samobieżnych i ludzi poprzez naprzemienne korzystanie z celowników laserowych i karabinów maszynowych. Wydając ochrypłe okrzyki, sylwetki prawdopodobnie ludzi wycofały się, kierując się w stronę przeciwną do eskadry Spearhead. Piechota pancerna, która podążała za nimi, jeszcze ich nie dogoniła, ale prawdopodobnie wezmą pod swoją ochronę każdego, kogo spotkają. Prawdopodobnie właśnie dlatego pozostawali w tyle.

Nagle głos Leny wciął się w rezonans.

„Kapitanie Nouzen, przepraszam, że przerywam w środku bitwy.”

„Pułkowniku…. O co chodzi?”

Kiedy powiedziała mu o tym, co się dzieje po drugiej stronie pola bitwy, zmarszczył brwi. To brzmiało dla jasności trudno… Nie. Eskadra Brisingamen znajdowała się w centralnym bloku piątego poziomu, podczas gdy eskadra Spearhead posuwała się w kierunku wschodniego krańca czwartego poziomu. Nie prowadziła tam żadna bezpośrednia ścieżka, ale jeśli chodzi o bezpośrednią odległość, dzieliło ich zaledwie kilka kilometrów. To było naprawdę blisko, jeśli chodzi o odległość dystansu bojowego.

„Cholera…!”

Kontynuując wysyłanie ostrzeżeń do swoich sojuszników znajdujących się w zasięgu wroga, Shiden zacisnęła zęby. Uchwyciła położenie wszystkich jednostek laserowych, które Lena nazwała Biene (typ Ognistego Rozszerzenia) po otrzymaniu raportu na ich temat. Shiden wiedziała, kto prawdopodobnie będzie następnym celem.

Ale było ich zbyt wielu. Towarzyszące jej jednostki, które nie mogły nadążyć za cyklami szybkich ruchów i ostrzałów Biene, a ona nie była w stanie przewidzieć, gdzie się zatrzymają, aby oddać następny strzał. Zabicie choć kilku z nich to było wszystko, na co mogli sobie dotychczas pozwolić.

„…Shiden. Czy chcesz, aby eskadra Thunderbolt dołączyła do Ciebie?”

„Przestań pieprzyć Yuuto! Jak tylko się tu zjawicie, będziecie na ich celowniku. Zapomnij o tym. Po prostu zabezpiecz naszą drogę odwrotu.”

Shiden sama chciała się na razie wycofać i przegrupować, ale wyglądało na to, że Biene byli skonfigurowani tak, aby priorytetowo strzelać w pobliżu wejścia. Dwóch lub trzech kolegów z jej oddziału próbowało się tam udać, co skończyło się jedynie ich zabiciem przez skomplikowaną siatkę laserów… Paskudna konfiguracja. Włócznie światła nie dawały im chwili na oddech, popychając ich w dół, a czasami powalając.

Jej koledzy z drużyny robili uniki najlepiej jak potrafili, ale ich oddechy stawały się nierówne z powodu nadmiernego wysiłku. Przypadki, w których nieumiejętnie mylili swoje manewry, ich maszyny i karabiny coraz częściej ulegały uszkodzeniu. To była tylko kwestia czasu, kiedy kolejna osoba otrzyma bezpośrednie trafienie. Czy ich jedynym wyborem było zestrzelenie sufitu i zlikwidowanie wroga, grzebiąc jednocześnie siebie żywcem…?

Właśnie wtedy jej niespokojne myśli przerwał zimny głos.

„-Wszystkie jednostki, zmienić amunicję na naboje odłamkowo-burzące.”

Oczy Shiden dziwnie rozszerzyły się. Ten głos.

„Nouzen…?!”

„Ja zajmę się przekazywaniem celów. Ty ustalasz priorytety nakazując im uniki… Mogę określić pozycję Legionu, ale nie widzę, które Juggernauty są celem.”

Shiden była przez chwilę oszołomiona, zanim wybuchła swoim charakterystycznym śmiechem. Sam był w środku bitwy, a mimo to…

“…Jesteś wyjątkowy wiesz o tym Mały Żniwiarzu?”

Potrząsając głową spojrzała na sufit. Blipy Biene wciąż wypełniały ekran radaru. Shin nie widział ruchów Juggernautów… Nie mógł powiedzieć, kto będzie strzelał do wroga. W takim razie…

„Po prostu podaj nam ich współrzędne. Nikt tutaj nie pomyli naszych głosów. Wszystkie jednostki! Żniwiarz będzie naszą wyrocznią na dziś i powie nam, gdzie strzelać. Ktokolwiek będzie najbliżej miejsca, które wskaże – nie ma znaczenia kto – strzelać na jego rozkaz!”

Było to oburzające polecenie, ale nikt się nie sprzeciwiał. Słysząc cmoknięcie po drugiej stronie rezonansu, który był tak pomieszany jękami duchów jak zawsze, wypełnił ją dziwnym uczuciem.

„-Dystans 22. To ostatni, Shiden.”

„Tak, mam go na muszce – Alto, ognia!”

Ostatni strzał, bombardowanie śrutem wzbiło się w wyżłobiony biały sufit. Mały, podobny do pająka Legion spadł z sufitu pomiędzy gruzy, a urządzenie oscylacyjne w ich żołądkach emitowało niebieską poświatę. Po obejrzeniu, jak został ostrzelany z karabinu maszynowego i zamilkł, po przewróceniu się na podłogę, Shiden pchnęła drążek sterujący Cyklopa do przodu.

Zrywając się do biegu, jakby została wrzucona w akcję, Cyklop zaszarżował na masywne, przypominające motyla oczy Admirala. Nawet bez możliwości obrony, niezależna jednostka Legionu podniosła głowę z powagą, jakby chciała pozdrowić swojego małego przeciwnika. Jej rezonans z Shinem pozwolił słyszeć Shiden głos Legionu.

„Niech Żyje Imperium. Heil dem Reich!” („Chwała Rzeszy!”)

Wysoki głos, prawdopodobnie kobiecy, wydobył się z tylnej części Legionu. Będąc jednostkami dowódczymi, Pasterze ciągle powtarzali lamenty ludzi, którzy kiedyś umarli.

Juggernauty nie były dobre w strzelaniu pod ekstremalnymi kątami elewacji. Ten Legion miał kilkanaście metrów wysokości, a strzelanie bezpośrednio w jego szczyt, było trudne, ale…

„Shiden!”

Zauważywszy problem, Shana manewrowała Juggernautem tak aby przykucnął. W momencie, gdy Cyklop wskoczył na grzbiet wierzy, zwolnił swoje ograniczenia i zmusił swoje cztery nogi do pełnowymiarowego skoku. Dodając siłę nóg Juggernauta, na pokładzie, którego się poruszała, Cyklop osiągnął wysokość, która znacznie przekraczała jego specyfikacje.

Wbiła kotwicę w sufit w kształcie kopuły, po czym odciągnęła ją z pełną siłą i przylgnęła do powierzchni. Uderzając w sufit, który teraz stał się jego podłogą, zanurkowała po przekątnej – jego pysk skierował się w stronę zawodzącego głosu. Celownik był ustawiony na tył celu, w szczelinę między skrzydłami.

„Heil dem Reich!” („Chwała Rzeszy!”)

„Zamknij się do cholery i chociaż raz pozostań martwy.”

Shiden pociągnęła za spust.

Pocisk APFSDS kal. 88 mm. wyleciał z wieżyczki i trafił prosto w plecy Admirala. Jak włócznia zstępująca z nieba, jakby chcąc wydać wyrok za wcześniejsze działania Admirala, APDSDS przebił go. Nawet nieopancerzony miał gigantyczną ramę. Powłoka ze zubożonego uranu przeleciała przez wnętrze Admirala, ostatecznie tracąc energię kinetyczną i odbijając się od uszkodzonej konstrukcji, próbując przebić się przez ramę jego klatki piersiowej.

Odbił się rykoszetem od wnętrzności, rozrywając jego wewnętrzną strukturę, zamieniając Płynne Mikromaszyny w pył dzięki swoim unikalnym palącym płomieniom. Dawno martwy duch krzyczał w agonii, a jego krzyki odbijały się echem w ich uszach. Głowa Admirala opadła ciężko na podłogę, a Shiden zaśmiała się, lądując obok niej.

„Wasza Wysokość, Admiral nie żyje. Prawda, Nouzen?”

„Tak… na to wygląda.”

“…Co to ta połowiczna odpowiedź?!”

„Możesz sama się tego dowiedzieć, prawda? Nie zadawaj bezsensownych pytań.”

Lena uśmiechnęła się, słysząc ich kłótnię, gdy tylko sytuacja się uspokoiła. Anette została uratowana, a Admiral zniszczony. Wydawało się, że zrealizowanie jednego z celów, dało im czas na sprzeczki.

„Dobra robota, kapitanie Nouzen i podporuczniku lida. Następnie przystąpcie do eliminacji Weisela. Kapitanie Nouzen, proszę zostawić major Penrose z piechotą pancerną.”

„Zrozumiałem.”

„A kiedy pozbędziemy się Weisela, jedynie co nam pozostanie to uporanie się z pozostałymi wrogami… Łamaczu serc wiem, że wciąż się tu kręcą, ale ilu ich tu jeszcze pozostało?”

“…Czy naprawdę chcesz wiedzieć?”

„Ah, nie, zapomnij. To wszystko co chciałam usłyszeć.”

Shiden brzmiała na absolutnie zmęczoną. Lena zaśmiała się.

„Jeszcze trochę zanim osiągniemy nasze cele. Kontynuuj swoją pracę dobrze.”

Ogromne ilości osadu i betonu pokrywające ich pozycję nie przeszkodziły w komunikacji przez Eintagsfliege, opierających na niej skrzydła.

<Zniszczenie Matrix 277 potwierdzone. Dowództwo przekazane do Hermes One.”>

<Hermes One do pierwszej sieci rozległej.>

<Zakończono przesyłanie wszystkich danych badawczych. Podjęto decyzję o rezygnacji z Zakładu Produkcyjnego 277. Podejmij kroki w celu zachowania tajności.>

<Zniesienie zastoju w sprawie niejawnego artykułu 27708 wymaganego do wykonywania środków tajności – żądanie potwierdzenia.>

<Potwierdzono.>

Komunikacja została zakończona i natychmiast wydano rozkazy do wszystkich podwładnych znajdujących się w ciemności.

<Hermes One do wszystkich jednostek. Pobieranie 27708. Rozpocznij konwersację.>

<Wykonać.>

W tej chwili w głębi upadłej stolicy, z głębin do których słońce nie sięgało rozległ się głos jakby klnący, wychwalający, rozległ się bolesny krzyk niczym płacz noworodka.

„Ugh…!”

Krzyk Legionu nagle nasilił się zmuszając Shina do schylenia się i zakrycia dłońmi uszu. Był to bezsensowny gest, ponieważ od początku nie był to fizyczny hałas, ale nie mógł się powstrzymać. Niezliczone krzyki, zawodzenie i jęki bólu i nieszczęścia wzbierały na sile niczym ostrza nieustannie wdzierające się w jego myśli i wypalające umysł.

Miał wrażenie, że jego głowa zaraz pęknie na dwie części. Jego zdrowy rozsądek został rozdarty. Umysł jednej osoby nie mógł mieć nadziei na przeciwstawienie się temu bezlitosnemu atakowi udręczonych, potępionych lamentów. Przeciążenie sensoryczne sprawiło, że wszystkie inne doznania zanikły. Gdy jego pole widzenia się zwęziło, a świadomość wybieliła na kolor krwi rzucił ostatnią myśl w otchłań – i ona wkrótce została całkowicie wycięta.

Nie może być.

„Wow!”

Shiden zakryła uszy dłońmi, nie mogąc przetworzyć mrożącego krew w żyłach wiru krzyków zagłuszającego jej umysł. Nawet przy szybkości synchronizacji ustawionej na absolutne minimum, burza głosów nadal szalała w jej uszach. Instynktownie odcięła Rezonans z Shinem, zacisnęła zęby, próbując uspokoić swoją wzburzoną świadomość. Kapitanowie drużyn wymienili nerwowe, pełne przerażenia uwagi przez Rezonans.

Co… to było…?

Po chwili oszołomienia Shiden potrząsnęła głową.

Weź się w garść. Nie ma czasu na pytania. Coś na pewno się wydarzyło.

Próbowała ponownie połączyć się ze Shinem, ale nie mogła Rezonować. Albo usunął swoje urządzenie RAID albo stracił przytomność ze zmęczenia… Lub- naprawdę nie chciała o tym myśleć – to co się wydarzyło od razu go zabiło.

Jeśli coś się stanie kapitanowi jednostki, Shinowi, jego zastępca kapitan Raiden będzie musiał przejąć jego obowiązki. Prawdopodobnie nie miałby środków, aby wyjaśnić sytuację. W tym przypadku –

„Hej, Theo! Co się stało?! Ta kupa złomu znowu nas zaatakowała?!”

Szybko zmieniła cel Rezonansu sensorycznego na Theo. Każdy z procesorów Spearhead rezonował z kapitanami i wice kapitanami innych oddziałów. Prawdopodobnie takiego zachowania można było się spodziewać po elicie elity, która służyła w pierwszej jednostce obronnej pierwszego okręgu Spearhead dwa lata temu. Myśleli i szybko dochodzili do wniosku z kim powinni teraz podzielić się informacjami.

„Wszyscy kapitanowie, to jest wiadomość zastępcza!… Po pierwsze ten głos Legionu, który właśnie słyszeliście nie był atakiem! Shin nie reaguje więc przyjmijcie pozycje obronne, dopóki nie ocenimy sytuacji!”

Wyglądało na to, że Theo też nie do końca jeszcze rozumiał sytuację. Być może zauważył to i przez chwilę oddychał głęboko, po czym kontynuował bardziej powściągliwym tonem:

„To także tylko spekulacje, ale… Myślę, że rozpoznaje jaki rodzaj głosów to był.”

Theo skrzywił się mówiąc to.

Pamiętał to z czasów, gdy dwa lata temu przebywał w pierwszej jednostce obronnej Osiemdziesiątego Szóstego sektora, podczas ostatecznej bitwy. Na początku im marszu śmierci znanego jako specjalna misja zwiadowcza.

Po prawie trzech latach walki u boku Shin myślał, że przyzwyczaił się do tego, ale nawet przy najniższym poziomie synchronizacji nie mógł powstrzymać się od drżenia z przerażenia, gdy usłyszał ten krzyk przepełniony morderczymi intencjami.

Shin wciąż nie odpowiadał.

„Pasterz – gdyby kilku z nich krzyczało jednocześnie, tak by to właśnie brzmiało.”

Shiden wtrąciła się, brzmiąc podejrzliwie.

„Chwileczkę. Myślałam, że liczba Pasterzy jest ograniczona. Na terytoriach Republiki było ich tylko około stu… A to, co właśnie usłyszeliśmy, to nie był tył tylko jeden czy dwa. Nie pierdol, to tak jakbyś mówił, że każdy Legion tutaj jest Pasterzem.”

„Tak, prawdopodobnie to właśnie oznacza.”

Ale jak to w ogóle możliwe…?

“…Nie ma mowy.”

Poczuła, jak coś zimnego spływa jej po plecach. Jej ekran radaru był pełen zakłóceń. Cyklop wychwytywał zbliżających się wrogów jeden po drugim. Legion wypłynął z dołu, mrożący krew w żyłach ryk dochodził z dna ziemi na ich tyłach.

Nie może być.

„Mówisz, że to wszystko to Pasterze…?!”

Centralne procesory Legionu były wzorowane na centralnym układzie nerwowym dużego ssaka i zakodowane z niezmienną długością życia ustaloną przez Imperium, które je stworzyło. Pięćdziesiąt tysięcy godzin dla każdej wersji – mniej więcej sześć lat. Gdy ten czas upłynie, struktury ich centralnych procesorów ulegną załamaniu, a procesory przestaną działać – zabezpieczenie wprowadzone przez Imperium na wypadek, gdyby Legion wpadł w szał.

Po upadku Imperium, Legion nie mógł już otrzymywać dalszych aktualnych wersji. Jednak Legion, pobudzony pierwotnymi rozkazami walki, musiał znaleźć substytut swoich centralnych procesorów. Na szczęście alternatywa była łatwo dostępna. Imponująco rozwinięta sieć neuronowa, niezwykła nawet wśród dużych ssaków.

Ludzki mózg.

Ale Legion mógł spotkać ludzkość tylko na polu bitwy, a zwłoki bez uszkodzeń czaszek były nieliczne. Republika, która zaniedbywała zbieranie zwłok, a nawet co jakiś czas wysyłała małe szwadrony na marsze ku śmierci, była polem bitwy, na którym najwięcej mózgów zostało splądrowanych – w rzeczywistości większość Czarnych Owiec i Pasterzy na całym kontynencie została schwytana w kampanii antyrepublikańskiej. Ale to była liczba względna.

Większość nalotów miała miejsce podczas tej akcji tłumienia. Nie walczyli. Nie popełniali też samobójstwa. Nigdy nie zawracali sobie głowy odzyskaniem lub zabijaniem osób wyciągniętych przez Tausendfüßlera. Najłatwiejsze tereny łowieckie, po których ofiara bezsilnie biegała.

Osiemdziesiąt Pięć sektorów administracyjnych Republiki San Magnolia.

Może i wyrzucili swoją mniejszość, Eighty-Sixterów do Osiemdziesiątego Szóstego sektora, ale nadal byli rozwiniętym narodem, którego populacja i terytorium dorównywały zachodniej części kontynentu. I tak liczba cywili splądrowanych przez Legion wynosiła w istocie…

…dziesięć milionów.

„…Ale dlaczego liczba Pasterzy wzrosła tak nagle?”

Lena jęknęła, podpierając swoje ciało, które było bliskie upadku, szturchając konsolę. Raporty napływały ze wszystkich eskadr pod jej dowództwem w szybkim tempie. Wzorce zachowań Legionu, które zostały już napotkane, nagle się zmieniły. Zaczęli przewidywać kierunki, w których podążają jednostki i wabiły je niezwykłymi formacjami z łatwością pokonując żołnierzy Federacji i doświadczonych Eighty-Sixterów.

Pasterze. Jednostki dowódcze Legionu, które zachowały inteligencję, jaką posiadały za życia. Zawsze byli wymagającymi wrogami, ale nigdy nie pojawili się w tak dużych grupach, jakby byli szeregowymi żołnierzami.

Nie, nie chodziło nawet o to, dlaczego i jak ich liczba wzrosła. Pytanie brzmiało: Po co wprowadzać ich teraz? Po co wykorzystywać je jako siły obronne i wprowadzać do bitwy dopiero po zniszczeniu Admirala i stłumieniu połowy obiektu?

„…!”

Lenę ogarnął nowy strach, gdy jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Podniosła głowę.

„Dowództwo Vanadis do wszystkich jednostek!”

„-n, Shin! Hej!”

Shin w końcu opamiętał się, gdy usłyszał swoje imię i gwałtownie potrząsnął ramionami.

Jego szkarłatne oczy, które do tej pory wpatrywały się tępo w przestrzeń odzyskiwały ostrość.

„Raiden…”

„Witaj z powrotem.”

Raiden odetchnął z ulgą. Oboje znajdowali się w kokpicie Grabarza, którego osłona została otwarta siłą. Grabarz i Wilkołak zostali zepchnięci na grubą betonową ścianę a reszta jednostek ich oddziału utworzyła wokół nic silny obwód obronny, ustawiając swoje Juggernauty w półkolach.

Theo, Anju i Kurena znajdowali się w najbardziej zewnętrznym kręgu, pogrążeni w zaciekłej walce, była to formacja zrób-albo-zgiń, która nie pozwalała żadnemu Legionowi ani Minie Samobieżnej się przedrzeć. Za ich plecami siedzieli Shin, który był obezwładniony i Raiden, który zszedł z Wilkołaka, aby sprawdzić co z nim.

Linia frontu Legionu składała się wyłącznie z Pasterzy. Ich wycie grzmiało w uszach Shina z tak niewielkiej odległości, a ich liczba wciąż rosła. Ci, którzy stali na tyłach linii bitwy, nagle podskoczyli na nogi i gdy już myśleli, że głosy zmarłych przestały się z nich wydobywać, rozległo się wycie z głosem innej osoby, niż ta, która opanowała pierwszą linię frontu, rozbrzmiało w jego umyśle, zanim ruszyli naprzód, jakby pragnąc szansy na stoczenie bitwy.

Ta sama scena rozgrywała się najwyraźniej w wielu miejscach w podziemnym obiekcie. Odległe głosy Czarnych Owiec, które wcześniej były nieodróżnialną gromadą, zostały zastąpione głosami Pasterzy. Shin musiał wyrzucić z głowy oczywiste pytanie, dlaczego.

„…Jak długo mnie nie było?”

„Niecałe dziesięć minut. Zaciągnęliśmy tutaj Grabarza i uformowaliśmy formację obronną, a teraz otworzyłem twój kokpit… Miałem Cię zaciągnąć do Wilkołaka, jeśli się nie ockniesz.”

Raiden skrzywił się na myśl o czymś nieprzyjemnym.

„Ty… Wyglądasz jak gówno. Możesz się ruszać?”

Shin westchnął długo. Przyzwyczaił się do tego. Niekończące się krzyki wciąż groziły rozerwaniem jego umysłu na pół, a głos Raidena, który był tuż przed nim wydawał się bardziej odległy niż one… Ale mógł się ruszać.

“…Tak.”

„Więc spróbuj podążać za nami, dopóki nie będziemy w stanie się stąd wydostać…. Mamy rozkaz odwrotu.”

To nieoczekiwane stwierdzenie sprawiło, że Shin spojrzał na niego z powątpiewaniem.

Wycofać się? Na tym etapie operacji? Kiedy Weisel nie został jeszcze zniszczony?

„Wycofać się…?”

„Pozwól mi wyjaśnić krótko sytuację, kapitanie Nouzen.”

W końcu udało jej się ponownie rezonować z Shinem, ale przeszywające zawodzenie duchów, które wbijały się w nią jak ostrza, nawet gdy rezonował z najniższą możliwą szybkością synchronizacji – a przede wszystkim zbolały, ciężki oddech Shina, napełniał ją niepokojem.

„Szczegóły wciąż są niejasne, ale wśród sił wroga pojawiło się wielu Pasterzy…. To zmusiło nas do zawieszenia natarcia i skupienia się na obronie lub odwrocie.”

“…Myślę, że prostym wyjaśnieniem jest to, że cały Legion tutaj pobrał sieci neuronowe Pasterzy lub cokolwiek innego. Całkowita liczba głosów, które słyszycie nie zmienia się, ale liczba Pasterzy rośnie, prawda?”

Lena pokręciła głową, gdy Anette wtrąciła się do ich rozmowy.

„Analizę możemy zostawić na później – wprowadzenie tych posiłków nastąpiło dopiero po zniszczeniu Admirala, który powinien być ważnym celem obronnym Legionu. Tę masę Pasterzy wprowadzono, gdy stanowili bardziej poufną tajemnicę niż sam Admiral. Co oznacza…”

„Utrzymanie w tajemnicy, prawda?”

„Tak. Z tego powodu zamierzają zniszczyć siły najeźdźców.”

Dla Legionu ukrywanie istnienia tej masy Pasterzy było ważniejsze niż Admiral – ważniejsze niż ta baza produkcyjna. Tę stymulację przeprowadził Eintagsfliege, co oznaczało, że prawdopodobnie były to jakieś dane. Teoretyzowano, że to, co uzyskali to sieci neuronowe Pasterzy, ale istniały też inne możliwości. Lepsza byłaby możliwość potwierdzenia, która z nich jest prawdziwa, ale teraz było już na to za późno.

„Zniszczyliśmy nasz pierwszy cel, Admirala. Weisel nie może się ruszyć. Uznaliśmy, że zakończyliśmy misję i macie się natychmiast wycofać z tej strefy…. Wynoście się stamtąd jak najszybciej.”

Przerywając rezonans z Shinem, Lena szepnęła do Anette.

„Ale Anette, jak to możliwe?”

Skandaliczny wyczyn, jakim było pobieranie danych w środku bitwy nie miało sensu; to były okoliczności wroga. Ale jak rozmnożyli się Pasterze? Z każdego martwego człowieka można było stworzyć tylko jednego Pasterza. Być może podczas zakrojonej ofensywy na dużą skalę pojmali wielu cywilów Republiki, ale czy wykorzystaliby ich, jak jednorazowe pionki w tego rodzaju bitwie?

„Myślę, że odpowiedzią jest to co znalazłam wcześniej, przewodnik Legionu dotyczący usuwania mózgów.”

Głos Anete był gorzki. Aktualnie jechała Juggernautą Dustina i mówiła cicho, żeby jej nie usłyszał.

„To było coś, co zawsze mnie niepokoiło, odkąd przeczytałam raport kapitana Nouzena. Jeśli centralne procesory Pasterzy…. Jeśli nieuszkodzone sieci neuronowe są tak cenne dla Legionu, dlaczego nie zamienią całego Legionu w Pasterzy?”

Lena słyszała o tym już wcześniej. Łączna liczba Pasterzy na wszystkich frontach Republiki wynosiła zaledwie około stu. Tyle nieuszkodzonych mózgów udało się zebrać Legionowi. Ale jeśli nie używali prawdziwych mózgów, a zamiast tego używali jedynie kopi ich sieci, nie miało to sensu. Mogli dać wielu jednostkom kopię tej samej sieci neuronowej, a jednak tego nie zrobili. Mogli replikować Czarną Owcę, korzystając z uszkodzonych sieci neuronowych, ale nie z nieuszkodzonych.

„Wszystkie próbki mózgu, który widziałam wcześniej miały zniszczone hipokampy. I myślę, że za tym kryje się odpowiedź… Czy mogłabyś pozostać przy zdrowych zmysłach, gdyby twoja dokładna replika stała tuż przed tobą, Lena? Prawdopodobnie nie mogliby ich odtworzyć, ponieważ wciąż mieli wspomnienia z czasów, gdy żyli.”

Tożsamość. Ta jedna cecha posiadana przez wszystkich ludzi sprawiała, że od bezdusznych maszyn do zabijania, które Weisel wyrzucał niczym czarny dym wydobywający się z jego kominów.

„Więc to znaczy…”

„Tak. Od teraz wszystko będzie inne. Pasterze zaczną się pojawiać w ilościach tak dużych, jak nigdy dotąd. Cała produkcja Legionu od tej chwili – łącznie z Czarnymi Owcami – będzie inteligentna.”

Zaczęło się to prawdopodobnie po upadku Republiki, kiedy Legion dostał w swoje ręce więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej. Nieuszkodzone ludzkie mózgi przestały być dla nich rzadkim towarem, umożliwiając im swobodne testowanie sposobów hakowania ludzkich mózgów, aby mogli usunąć obcy element zwany indywidualnością w sposób, który nie eliminuje ich wartości jako głównych procesorów.

Nawet jeśli Legion był zdolny do autonomicznej walki w sposób, jakiego żaden inny kraj nie byłby w stanie odtworzyć, jego pierwotne zdolności poznawcze były znacznie gorsze od ludzkich. Ale odtąd ta jedyna słabość przestanie istnieć. Silny, niezachwiany Legion, który nie znał zmęczenia wkrótce osiągnie inteligencję równą ludzkiej, aż do szeregowych żołnierzy…. Staną się zdolni do wykonywania skomplikowanych operacji, zupełnie jak ludzkość.

Konsekwencje tego sprawiły, że Lena zadrżała i prawdopodobnie dlatego Anette nie powiedziała nic więcej. To nie było coś, co Procesory musiały usłyszeć na polu walki. Jednak dumni Eighty-Sixterzy prawdopodobnie kontynuowałyby walkę pomimo tej wiedzy.

Ale według wszelkiego prawdopodobieństwa ludzkość…. mimo wszystko przegrałaby z Legionem.

„… I o to właśnie chodzi. Śledźcie nas, dopóki stąd nie uciekniemy. I nie wdawajcie się w walkę. Stańcie w tylnym rzędzie z Jeagerem i bądźcie grzeczni.”

Shin skrzywił się, gdy Raiden wchodząc na pokład Wilkołaka powiedział mu to.

„Nie jestem pewien, czy to jakaś opcja.”

Zdawał sobie sprawę, że traktowanie go jak ciężaru jest nieuniknione, ale ze względu na sytuację….

„Istnieje ogromna różnica między zdolnościami bojowymi Czarnej Owcy i Pasterza. Nie mogę odejść, gdy siła wroga sukcesywnie wzrasta.”

„…Jesteś poważny?”

„Nie zrobię nic lekkomyślnego… Nie mam zamiaru tu umierać.”

Sześć miesięcy temu, a może nawet wcześniej przemierzał pole bitwy w poszukiwaniu miejsca na śmierć, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ale teraz było inaczej.

„……”

Po przeczesaniu palcami swoich krótkich włosów Raidem westchnął głęboko.

„…Po pierwsze, gdy stanie się to zbyt ryzykowne znokautujemy Cię i odciągniemy. Rozumiesz? To moje prawo i obowiązek jako wice kapitana. Jakieś zastrzeżenia.?”

„Żadnych. Ale prawdopodobnie powinieneś zachować takie stwierdzenie na dzień, w którym będziesz w stanie mnie znokautować.”

Raiden nie zaśmiał się z wymuszonej próby zażartowania Shina, ale zakpił z tego. Nawet gdy Shin powstrzymywał się od zawrotów głowy, które groziły, że w każdej chwili nad nim zawładną, nagle coś sobie przypomniał. Coś co powiedziała mu kiedyś Frederica…zaledwie sześć miesięcy temu.

Powinieneś polegać na wsparciu tych, którzy idą u twojego boku.

„…Dziękuję. Zostawiam dowodzenie tobie.”

Nastąpiła pauza i tym razem Shin poczuł, że Raiden się do niego uśmiechnął.

„Tak, to znaczy, w obecnej sytuacji nie słuchałbym twoich rozkazów. Z tego jak wyglądasz widzę, że łatwo możesz coś schrzanić.”

„Theo! Wycofujemy się! Zrób nam drogę!”

„Rozkaz. Eh…”

Kiedy przeczesywał gęsty rój Legionu w poszukiwaniu luki, którą mógłby wykorzystać, jego wzrok zatrzymał się na pewnym punkcie. Grupa Min Samobieżnych zmierzała w przeciwnym kierunku nie zwracając uwagi na Juggernauty.

„Co do kurwy…?”

Miny samobieżne przyczepiały się jedna pod drugiej do filaru podtrzymującego strop i ulegały samozniszczeniu. Był to akt samozagłady, który był całkiem bez znaczenia w obliczu zniszczenia eskadry Spearhead.

Nie…

Dreszcze przebiegły mu po plecach w chwili, gdy zdał sobie sprawę z ich zamiarów.

Planują zawalić na nas całe to miejsce.

„Tch. Anju, Dustin! Wystrzelcie wszystkie swoje pociski wybuchające w korytarz po prawej! Otwórzcie wyjście – teraz!”

Śnieżna wiedźma Anju odpowiedziała natychmiast podobnie jak Strzelec Dustin chwilę później, wystrzeliwując wszystkie wybuchające pociski jakie posiadali w kierunku jaki im polecił. Jednostki Legionu zmierzające w tamtym kierunku zostały zdmuchnięte, zasypane, otwierając drogę w linii ofensywnej wroga.

„Wszystkie jednostki, za mną! Shin nie zostawaj w tyle!”

Kątem oka potwierdził, że Grabarz wstał, a Wilkołak zajął pozycję na tyle formacji, Chichoczący Lis ruszył otwartą ścieżką. Odepchnął lufą Miny Samobieżne i zdmuchnął je ogniem karabinu maszynowego krótkiego zasięgu. Ameise próbowała odepchnąć ich od ich flanki, ale została zmiażdżona przez Gunlingera. Osłaniając Śnieżną Wiedźmę, która nie miała czasu na przeładowanie, Wilkołak strzelał z karabinów maszynowych na lewo i prawo.

Za nimi Miny Samobieżne wciąż przylegały do filaru i ulegały samozniszczeniu. Ponieważ była to głównie broń przeciwpiechotna, nie była w stanie przebić nawet pancerza Juggernauta. Jednak w wyniku powtarzających się eksplozji żelbetowy filar był stopniowo niszczony.

Otrząsając się z pogoni za Grauwolfami, zanurkowali do tuneli. W środku nie było żadnych wrogów. Zaraz po tym jak Wilkołak wpadł do tunelu, filar ostatecznie rozpadł się i pękł. Pozostałe filary ugięły się pod dodatkowym obciążeniem a sufit zawalił się, nie mając nic o co mógłby zostać podparty.

Pole bitwy, na którym jeszcze chwilę temu byli, zostało zasypane potężną warstwą osadu, co odebrało mowę nawet Eighty-Sixterom.

„Więc. Nawet Miny Samobieżne w tym momencie są inteligentne.”

Lena z goryczą skinęła głową. Otrzymała podobne raporty od innych eskadr. Wiele części podziemnego obiektu zawaliło się w wyniku bombardowań, a Miny Samobieżne ignorowały Juggernauty przez nimi i atakowały filary wsporcze.

Legion, który nie był tak inteligentny jak ludzie, nie mógł zrozumieć przyczynowości tych działań… A raczej nie mógł aż do teraz. To dawało wrażenie, że Miny Samobieżne zdawały sobie sprawę, że przewrócenie minimalnej liczy filarów może zasypać całkowicie pole bitwy, było przerażającym dowodem ich inteligencji.

Miny Samobieżne, które były jednorazowego użytku nawet dla Legionu, stały się aż tak inteligentne.

„Ale odwrotnie, oznacza to, że możemy odczytać ich działania…. Jeśli celem Min Samobieżnych jest zniszczenie obiektu, będą musiały w tym celu rozmieścić niezbędną liczbę na niezbędnych pozycjach. Jeśli zniszczymy im drogę, nie będą mogli nas dalej sabotować. Oznacza to, że Miny Samobieżne ruszą, by zniszczyć obiekty znajdujące się najdalej od nich.

Legion atakował pozornie niekończącymi się falami, ale miał punkt wyjścia. Gdyby ich korytarze zostały zasypane osadem, nie mogliby przedostać się do przestrzeni po drugiej stronie.

„Jeśli uda nam się ustalić kolejność, w jakiej to zrobią, powinniście móc uciec. A odgadnięcie kolejności nie jest trudne.”

Spoglądając na holoekran mogła wyraźnie zobaczyć, gdzie znajdowała się każda eskadra. Eskadra Brisingamen znajdowała się na piątym i najniższym poziomie. Spearhead, który wysłano w celu odnalezienia Anette znajdowała się na wschodnim krańcu czwartego poziomu. Musiała się upewnić, że nawet oni, oddaleni od wyjścia, wrócą bezpiecznie.

„Kapitanie Nouzen, zdaję sobie sprawę z tego, że to trudna prośba, ale prześledź ponownie ruchy wrogów. Jeśli uda nam się tylko stwierdzić, gdzie Legion gromadzi Miny Samobieżne, powinniśmy być w stanie obliczyć jak teraz rozmieścić nasze siły.”

„Zrozumiałem.”

Krótko po tej nieco bolesnej odpowiedzi, na jej mapie rozświetliło się kilka punktów. Prawdopodobnie zdecydował o tym, korzystając z ledwie dostępnego łącza do transmisji danych, rozumiejąc, że będzie to szybsze niż przekazywanie informacji ustnie. Po zastosowaniu poprawy w kilku punktach, które wydawały się przesunięte na osi pionowej, obejrzała cały obraz i skinęła głową.

„W tej chwili dochodzimy do wniosku, że nasz cel jakim było zniszczenie zakładu produkcyjnego Legionu, został pomyślnie zrealizowany. Wszystkie walczące eskadry mają natychmiast rozpocząć odwrót z gorącej strefy.”

Następnie wzięła głęboki wdech.

„Podporuczniku Michihi, wyrusz i rozmieść eskadrę Lycaon wokół środka pierwszego i drugiego poziomu. Eskadra Nordlicht musi użyczyć swoich trzech plutonów eskadrze Lycaon.”

„Tak, madam!”

„Więc tylko połowa z nas będzie bronić Kwatery Głównej… Nie, jakoś sobie poradzimy.”

Wysłała swoje siły rezerwowe i część jednostki obronnej, aby zapewniły drogę ucieczki dla znajdujących się w środku eskadr. W międzyczasie musieli znaleźć sposób na ucieczkę.

„Wszystkie jednostki rozmieszczone w ośrodku – wyznaczymy teraz ścieżkę i procedurę odwrotu. Wykonujcie moje polecenia… bez błędów i bez opóźnień.”

Przemierzając czarną jak smoła ciemność, czworonożne, bezgłowe szkielety, mechaniczni rycerze w metalowych zbrojach wiernie wykonywali rozkazy głosu brzmiącego jak srebrny dzwonek.

„Eskadra Thunderbolt, trzymajcie się centralnej obwodnicy między czwartym a piątym poziomem. Eskadra Brisingamen, zdajcie raport po przejściu. Eskadra Claymore rozmieści się na swojej obecnej pozycji. Utrzymujcie tą pozycję, dopóki nie przejdzie eskadra Spearhead.”

„Zrozumiałem. Ale pozostała amunicja do naszego głównego uzbrojenia i karabinów maszynowych spadła do dwudziestu procent. Nie możemy walczyć zbyt długo.”

„Rozumiem… Nam też kończy się amunicja, więc spiesz się, kapitanie!”

Podczas gdy dla nich priorytetem było zniszczenie Admirala i Weisela, Legion posunął się we wszystkich kierunkach. Według raportu Shina, część pozostałych sił Legionu wycofała się na terytoria Legionu północnego bloku na wszystkich poziomach. Pozostawili po sobie strategicznie gorsze Miny Samobieżne, Czarne Owce, w której nie wymieniono procesorów centralnych oraz uszkodzone jednostki wymagające naprawy używając ich jako osłony, jednocześnie przenosząc wszystkie inne siły do bloków centralnych.

„Eskadra Brisingamen zabezpieczyła centralny blok czwartego poziomu.”

Najbardziej podstawową strategią marszu przez terytorium wroga było naprzemienne natarcie. Wiele jednostek poruszało się naprzemiennie, a te które zostały zatrzymane, utrzymywały linię ochraniając tych, którzy byli przed nimi. Ta zasada obowiązywała również podczas odwrotu. Jednostka musiałaby utrzymać linię, dopóki siły przed nią nie zakończyły ruchu, a następnie osłaniać je po kolei, utrzymując wroga w ryzach ciężkim ostrzałem.

„Eskadra Thunderbolt połączyła się z eskadrą Brisingamen. Eskadra Spearhead, utrzymajcie swoją pozycję, dopóki eskadra Claymore nie osiągnie trzeciego poziomu.”

Napływały raporty o szkodach. Amunicja do karabinów maszynowych wyczerpała się do zera. Lekkie uszkodzenia pancerza. Średnie uszkodzenie innej. Żołnierze ranni – żołnierze umierający. Gdy eskadry i dołączona o nich piechota pancerna były niszczone, przedostawały się na powierzchnię. Przejście od angażowania się do odwrotu przychodziło z wielkim trudem.

„Eskadra Lyacon, potwierdziliśmy obecność Grauwolfów, które uszczupliły swoje zbroje, aby zmniejszyć ogólną szerokość. Zwiększa to liczbę ścieżek, którymi mogą podążać, więc bądźcie ostrożni.”

„Zrozumiałem…! Jednak nie jestem pewien, czy poradzimy sobie z większą ich liczbą…”

„Przestań marudzić księżniczko! To jeszcze trochę! Pokaż nam, że potrafisz przetrwać!”

To było jak gra w szachy tocząca się w całkowitej ciemności, gdzie każda ze stron odgryzała pionki drugiej.

Pasterze posiadali inteligencję porównywalną z ludzką, więc czasem potrafili przewidzieć ludzkie decyzje i opracować środki zaradcze.

„Raiden, zostań tam, gdzie jesteś! Przed tobą jest wróg!”

Gdy Raiden miał już skręcić na skrzyżowaniu, ostrzeżenie Shina skłoniło go, do zmuszenia Wilkołaka do awaryjnego zahamowania. Patrząc w dół, za zakrętem skrzyżowania zobaczył mały tunel, w którym ukryta była masywna postać Lowea. Czekał, jego wieża była wycelowana bezpośrednio w nich, a ponieważ tunele były wąskie, nie było sposobu, aby przejść bez znalezienia się na linii ognia. Pokonanie go było wyzwaniem samym w sobie.

„Lena! Musimy zmienić trasę-”

„W porządku. Jedziemy dalej.”

Gdy ktoś przerwał Raidenowi, u boku Wilkołaka prześliznął się Juggernaut, który nalegał, aby nie wymieniać lufy snajperskiej nawet w tak ciasnych warunkach. Ze znakiem osobistym karabinu z dołączoną lunetą.

„Kurena?!”

„Musimy spieszyć się z powrotem, prawda? Ja też martwię się o Shina… Jeśli nie będzie mógł się ruszyć, będzie dość łatwo…”

Rewolwerowiec od niechcenia wskoczył na skrzyżowanie. Lowe zareagował, jego wieża drżała, ale zanim zdążył strzelić, Rewolwerowiec wystrzelił z pozycji leżącej. Lecąc po trajektorii, przecinającej się z działem czołgu kal. 120 mm, APFSDS kal. 88 mm. rzucił się w przód, celnie łącząc się z drobną szczeliną w przednim pancerzu, która umożliwiała ruch wieży.

Była to jedyna strukturalna słabość masywnej przedniej obrony Lowe. Nie trzeba dodawać, że nie był to słaby punkt, w który łatwo było wycelować, ale obaj agresorzy poruszali się szybko i celował wieżyczki w siebie nawzajem.

“…Trafić to.”

Rewolwerowiec odwrócił się ze spokojem, gdy Lowe stanął za nią w spektakularnych płomieniach i zepsuł się.

„Jedź dalej z obecną prędkością przez piętnaście sekund, a następnie na następnym zakręcie skręć w lewo.”

Instrukcje zaprowadziły ich do jakiejś ogromnej przestrzeni przypominającej magazyn. Nie było ani jednego źródła światła, które oświetlałoby ciemność. W jednym z rogów długiego magazynu, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność, grupy czegoś owiniętego w materiały były ciasno upakowane w stos.

W chwili, gdy Raiden zdał sobie sprawę z tego co to jest, instynktownie krzyknął:

„Frederica! Zamknij swoje 'oczy’!”

„Aaaah…?!”

Ostrzeżenie przyszło za późno. Dźwięk pisku małej dziewczynki wypełnił rezonans, po czym nastąpił jej udręczony kaszel na gwałtowne wymioty.

Dużą przestrzeń, spiętrzoną aż po sufit wypełniały zdeformowane ludzkie szkielety, poplamione i odbarwione przez nekrotyczną ciecz. Naliczyli je nie w setkach, ale mniej więcej w dziesiątkach tysięcy… Przed nimi leżała liczba, która przekraczała nawet liczbę ludzi, którzy zginęli podczas operacji mającej na celu wyeliminowanie Morpho podczas zakrojonej na szeroką skalę ofensywy, piętrząc się jak śmieci po przetworzeniu. Najprawdopodobniej Legion postrzegał ich jako jednych i tych samych.

Szkielety na dnie stosu zostały zmiażdżone przez ciężar tych znajdujących się nad nimi, stając się pomieszaną masą zmieszanych ze sobą szczątków zwłok. Nie było w nich nawet cienia godności. Raiden odwrócił wzrok od zwłok na obrzeżach, które wydawały się stosunkowo nowsze, ponieważ były tylko częściowo odbarwione i w większości zachowały swoje pierwotne kształty.

Raiden w końcu zrozumiał, dlaczego Legion zbudował tutaj tę bazę, nawet biorąc pod uwagę, że pozostałości niedawno osłabionej Republiki były głównym celem eliminacji. Chcieli przetworzyć te nowe zwłoki tak szybko, jak to tylko możliwe. Było ich po prostu z wiele – tak wiele, że nie mogli tracić czasu na sprowadzenie ich wszystkich na tyły.

Jedynym pocieszeniem był fakt, że Ci ludzie prawdopodobnie nie byli przytomni podczas sekcji. Raiden potrząsnął głową, próbując odpędzić myśli krążące po jego głowie. Siła fizyczna człowieka nie byłaby w stanie odeprzeć nawet Samobieżnej Miny, najlżejszego z bojowych typów Legionu. Legion nie miał powodu tłumić swoich „składników” poprzez pozbawianie ich przytomności w przypadku walki. Nie potrzebowali też okazywać litości.

Pojmanie wroga żywcem na polu bitwy, gdzie każda ze stron pragnęła śmierci drugiej, nie było proste. Oznaczało to, że większość tutejszych zwłok to schwytani Alba, którzy dobrowolnie porzucili środki do walki. Ale mimo to, myśl o okrucieństwach, które miały miejsce tutaj, głęboko pod ziemią przez ponad sześć miesięcy…. pozostawiła nieprzyjemny posmak w ustach Raidena.

Ziemia, po której stąpały Juggernauty, była dziwnie lepka z powodów, o których woleli nie myśleć. Na szczycie góry ciał, a w zasadzie na tym co było jej szczytem, znajdowały się szkieletowe zwłoki, ubrane z znajomy pustynny mundur maskujący. Rozłożone zwłoki, których nie rozpoznali, ubrane w sukienkę. Nowe zwłoki, leżące w pobliżu. Zwłoki. Zwłoki, Tak wiele zwłok.

Kiedy biegł pomiędzy nimi, Raidena ogarnęło dziwne poczucie rozpaczy. Śmierć – i Legion, który ją wywołał – zaznały prawdziwej równości. Ciemiężcy Republiki i uciskani Eighty-Sixterzy byli dla Legionu tacy sami. Stanowili zasoby wroga, które należało zebrać. Nie było miejsca na rozróżnianie. Nie ma miejsca na dyskryminację.

Koncepcja, której ludzkość nie była w stanie osiągnąć, mimo, że dążyła do nas przez tysiące lat – równość – została osiągnięta przez bezmyślne maszyny do zabijania znane jako Legion…. w sposób aż nazbyt ironiczny dla ludzkości.

Stara kobieta, która wychowała Raidena, powiedziała mu kiedyś, że ludzkość uważała się za wyjątkowe istoty stworzone na obraz Boga. A jeśli to prawda, to ludzkość była, pomimo tego całego wysiłku włożonego w jej stworzenie, była bezużytecznym. nieudanym produktem.

“…To wszystko nie ma sensu.”

Co było bez sensu? I dlaczego tak było? Nawet Raiden nie wiedział, szepcząc do siebie tak cicho, że nie było go nawet słychać przez Para-RAID.

„…Więc musimy to zrobić, zanim będzie za późno, co?”

Żelazne drzwi magazynu otworzyły się, prawdopodobnie z powodu wibracji wywołanych bitwą. Siedząc w kokpicie Cyklopa, Shiden westchnęła, rozglądając się po odsłoniętym magazynie. Dlatego właśnie ludzie nagle zostali wmieszani na pole bitwy. Na podłodze magazynu leżały humanoidalne postacie poczerniałe od brudu i kurzu. Ich srebrne oczy przypominające szklane paciorki słabo odbijały przyćmione światło. To nie były Miny Samobieżne, ale ludzie. Wyglądało na to, że grupa ocalałych Alb, została schwytana podczas zakrojonej na szeroką skale ofensywy. Żyli i gdyby zapewniono im odpowiednią opiekę medyczną, prawdopodobnie by przeżyli.

Ale to by było na tyle.

Oczy wpatrzone w przestrzeń było, jak można się było spodziewać, całkowicie pozbawione świadomości i rozumowania. Były to oczy człowieka, który już uległ szaleństwu.

Ludzkie zdrowie psychiczne może być zaskakująco kruche. Gdyby ktoś po prostu pozbawił drugiego światła słonecznego, odpowiedniego pożywienia, wolności i godności, pozostawiając w zamian chłód, głód i strach – każda osoba o silnej woli w końcu by pękła.

…Nie czuła dla nich litości.

Należeli do rodzaju ludzi, którzy pozwolili umrzeć niezliczonej liczbie Eighty-Sixterów i spotkał ich podobny los. Rozglądając się, nie widziała tutaj nikogo podobnego do niej – ani jednej osoby bez srebrnych oczu i włosów. W przeciwieństwie do białych świń, Eighty-Sixterzy mogli zostać schwytani na polu bitwy, ale zamiast zostać zabitymi, mogli też popełnić samobójstwo wzięci żywcem. A może po prostu przegrali z liczebnością białych świń i pierwsi zostali poddani sekcji.

„…Hmph.”

Przywołując ekran wyboru uzbrojenia, załadowała swoją broń pociskiem o dużej sile ognia przeciwpiechotnego. Podążając za jej spojrzeniem, zamontowane na ramieniu działo gładko lufowe kal. 88 mm. dziwnie się obróciło i zablokowała celownik. Znak celowniczy oznaczający blokadę przetoczył się, a Shiden zatrzymała palec na spuście.

„…Spasuję.”

Mamrocząc do siebie, odsunęła palec. Materiał filmowy z kamery działa Reginleifa został skompresowany i zachowany w rejestratorze misji, a to nie był sektor Osiemdziesiąty Szósty, gdzie nie był sprawdzany, więc Procesorzy musieli go przesyłać po każdej misji.

I chociaż nie czuła, wobec tego ani odrobiny obowiązku, obecnie była jednym z psów wojskowych Federacji. Będzie musiała powstrzymać się od wszelkich działań, które mogłyby zakłócić przesadne poczucie litości i sprawiedliwości jej cennych właścicieli. Federacja była taka sama jak Republika, w tym sensie, że gdyby się nimi znudziła, gdyby miała ku temu pretekst, w każdej chwili pozbyłaby się Eighty-Sixterów.

“…Co robimy, Shiden?”

„Nic nie możemy zrobić. Nie da się ich uratować.”

Shiden odpowiedziała parsknięciem na apatyczne pytanie Shany. Powodem, dla którego Legion nie użył tych ludzi, nie był fakt, że nie mieli wystarczająco dużo czasu na usunięcie mózgów. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że byli zbyt zepsuci, aby przydać im się jako Pasterze. Zadawanie sobie trudu sprowadzenia ich z powrotem i próby ich rehabilitacji byłyby bezowocnym przedsięwzięciem, które nie przyniosłoby nikomu nic dobrego.

Odwróciła się, jej wzrok zatrzymał się na szczątkach ludzkiego szkieletu, który wyglądał na wpół zjedzony, rzucony przy wejściu. Od oczu w górę brakowało części czaszki. Legion miał inne składowisko, w którym mógł wyrzucać to, co zostało po zabraniu tego, czego chciał, więc ktokolwiek został tu wrzucony, był prawdopodobnie przeznaczony w innym celu. Wyobrażanie sobie tego przyprawiło Shiden o mdłości.

Nie tylko wyglądał na wpół zjedzony.

“…Chodźmy,” Shiden splunęła przez ramię, odwracając się plecami od losu białych świń.

Zanim eskadra Spearhead dotarła do centralnego holu na trzecim poziomie, poczuli się tak wyczerpani, jakby biegli przez cały dzień. Bolesne oddechy przepływające pomiędzy zawodzeniami duchów przez Rezonans Sensoryczny sprawiły, że Shin skrzywił się. Napięcie, jakie odczuwał Shin, było wyjątkowe. Theo przejął rolę awangardy i jakimś cudem udało im się skutecznie przetrwać walkę, ale oddech Shina szybko stawał się coraz cięższy.

Musimy się pospieszyć i szybko dostać na drugi poziom….

Kiedy już przegrupują się z eskadrą Lycaon – gdy będą mieli więcej platform po swojej stronie – eskadra Spearhead poczuje się na tyle pewnie, że opuści ten obszar, nawet jeśli rozkaże im to jakieś kompletny idiota. Im większy dystans zachowają między sobą a wycofującymi się Pasterzami, tym lepiej.

Jednak wbrew nadziejom Raidena, jego zapożyczone zmysły wychwyciły zbliżające się zawodzące głosy. Nawet stosunkowo wąskie czujniki Juggernauta wykryły poruszające się ciała zbliżające się do nich. Pojawiały się ze wszystkich wyjść z sali, zza każdej możliwej osłony. Kanciaste sylwetki Min Samobieżnych, typy Ameise i Grauwolf – mieszana grupa Pasterzy i Czarnych Owiec, które zostały z tyłu.

Z kanciastej metalicznej sylwetki stojącego na czele Grauwolfów nagle wydobył się znajomy krzyk dziewczyny.

„Nie chcę umierać.”

„Kaie…!”

Ten głos.

Głos cichł aż wreszcie całkiem ucichł, by zostać zagłuszonym przez nieznany, grzmiący głos.

<Hermes Pierwszy do sieci rozległej.>

<Wykryto – sygnał wywoławczy o wysokim priorytecie – Baleygr.>

<Potwierdzam zalecane środki zaradcze.>

<Potwierdzenie zakończone. Inicjowanie działań zaradczych.>

Czarne owce, które zostały stworzone z mózgów, które uległy rozkładowi wraz z upływem czasu od ich śmierci, nie zachowały swojej pierwotnej osobowości. Ale mimo to Raiden i jego towarzysze nie mogli powstrzymać głębokiego wzruszenia w obliczu Czarnej Owcy, która w ostatnich godzinach życia posiadła głosy ich zmarłych towarzyszy. Zastrzeliliby je w bitwie w nadziei, że ich uwolnią, nawet jeśli byłyby to tylko kopie. Kaie była dla nich cenną przyjaciółką.

I tak sama Kaie była tuż przed ich oczami.

„Nie chcę umierać.”

„Nie chcę umierać.”

Nawet gdy „Kaie” walczyli, znikali jeden po drugim. Zostały nadpisane przez sieć neuronową jakiejś zmarłej duszy, której nie znali i zniknęli bez śladu. Był to rodzaj wyzwolenia, ale chłód wysyłania jej na walkę, a potem wymazywania jej, gdy nie była już potrzebna…. Nawet gdyby miała tu walczyć, zostałaby zniszczona i unicestwiona bez śladu. Nawet po śmierci nie będzie wolna od losu, jaki czekał wszystkich Eighty-Sixterów, aby umrzeć tak jak żyli… I to było zbyt irytujące.

„Cholera…!”

Przeklinając, Raiden zdeptał Grauwolfa. Ta rzecz, która pomimo tego, jak torturowany był jej mechaniczny krzyk, prawdopodobnie nie miała woli ani słów, nie była nią.

W tym momencie po okolicy rozległ się potężny huk. Niszczycielski dźwięk dziesięciotonowych jednostek zderzających się ze sobą z dużą prędkością. Juggernaut został odrzucony, bezpośrednio przyjmując taranujący atak Grauwolfa. Na boku jego zbroi widniał osobisty znak bezgłowego szkieletu niosącego łopatę.

„Shin?!”

W chwili, gdy Shin zdał sobie sprawę co się dzieje, było już za późno. Ostrze o wysokiej częstotliwości, które opuścił nie powstrzymało „Kaie” przed natarciem na niego, więc próbował zrobić niewielki unik w prawo, aby tego uniknąć. Ostrze wbiło się w lewą stronę masy „Kaie”, ale nie spowolniło jej ataku. Cały swój ciężar i pęd skierował na blok kokpitu Grabarza.

„Nng…!”

Nawet Shin ze swoim graniczącym z nadludzkim refleksem, nie był w stanie uniknąć wślizgu. Przyjmując całą siłę uderzenia, Grabarz został odrzucony do tyłu. Gdyby to była chodząca trumna Republiki, której kokpit był luźno połączony, atak wytrąciły go z równowagi, przeciął całość – wraz z Procesorem – w pół. Reginleif był jednak mocniejszy i został jedynie odrzucony.

Wznosząc się w powietrze, ujrzał za sobą okrągłą konstrukcję otoczoną zdobionym, arabeskowym srebrzystym szkłem: główny szyb, którego zadaniem było kierowanie światła słonecznego na niższe poziomu.

„O nie.…!”

Pozycja platformy w powietrzu była zbyt słaba, aby mógł wystrzelić drucianą kotwicę. Ogłuszający dźwięk jego uderzenia we wzmocnione szkło brzmiał jak krzyk umierającego stworzenia. Biały cień spadającego Feldreßa zniknął w ciemności.

Oboje spadli spleceni do głównego szybu łączącego trzeci i czwarty poziom. Z jakiegoś powodu miał długość kilku pięter. Wzdłuż zewnętrznego obwodu biegło sześć spiralnych schodów i niezliczone metalowe chodniki, przecinające się wzdłuż dekoracyjnego szkła, łącząc się w coś, co wyglądało jak spiralna struktura DNA.

Kiedy Grabarz spadał dziobem do góry, Shin miał wrażenie, że spada w bezdenną otchłań.

„Tch…!”

Zamachnął się przednimi nogami Grabarza do przodu, uderzając Grauwolfa i wykorzystując ten pęd, aby się przewrócić. Następnie wylądował na jednym z chodników rozbijając szybę. Oczywiście nie została zbudowana tak, aby utrzymać ciężar dziesięciu ton Juggernauta lądującego na nim z zabójczą prędkością. Pisk wystrzeliwanego drutu przebił się przez dźwięk tłuczonego szkła, gdy chodnik się zawalił.

Po zmniejszeniu większości prędkości spadania Grabarz wskoczył na sąsiedni chodnik. Powtarzając te czynność jeszcze kilka razy, Shin ominął antresolę i wylądował na dnie szybu.

Niebieskie światło wypełniające przestrzeń zafalowało, jakby byli pod wodą. Był to szeroki hol, pokryty płytkami w kolorze pruskiego błękitu. Niektóre z połamanych chodników sterczały ukośnie, a odłamki szkła rozbite prostym, napiętym drutem, błyszczały. Pośrodku stała wysoka wieża, z przecinającymi się klikającymi kołami zamachowymi, przypominającymi wewnętrzne mechanizmy wieży zegarowej – urządzenie prawdopodobnie przeznaczone do przechowywania energii elektrycznej.

U podstawy wieży znajdowały się pomieszane ludzkie szkielety i pozostałości mechanicznych motyli, które wyglądały jak przecinające się cienie. Spomiędzy niektórych zwłok świeciła niebieska poświata quasi-nerwowego kryształu, niektóre z nich prawdopodobnie należały do Opiekunów czy Przetwórców.

Czując lekki dyskomfort na szyi, w miejscu, gdzie znajdowało się urządzenie RAID, Shin rzucił okiem na metaliczny cień stojący w oddali nieruchomo. Tylko na to było go stać.

„Co próbujesz zrobić… Kaie?”

„Kaie” nie poruszyła się.

Udało mu się dostrzec „Kaie” biegnącą po ścianie, po tym jak ją uderzył. Jedno z jej ostrzy pękło i prawdopodobnie wbiło się w ścianę, spowalniając upadek. Nie odniosła tak dużych obrażeń, że nie mogła się ruszać, a mimo to stała nieruchomo, a jej czujnik optyczny skierowany był na Grabarza. Niezależnie od tego, że wyraźnie dostrzegała obecność Juggernauta, wrogiego elementu, pozostała nieruchoma.

„Nie chcę umierać.”

„Co chciałaś mi pokazać, przyprowadzając mnie tutaj?”

„Nie chcę umierać.”

„Kaie” nie odpowiedziała. Czarnej Owcy brakowało ludzkiej inteligencji. Nie mieli wspomnień ani osobowości, jakie mieli za życia. Umiejętność Shina nie pozwalała mu na komunikację z Legionem, nawet z Pasterzami, którzy zachowali wspomnienia i osobowości, jakie mieli za życia. Nie można było z nimi nawiązać kontaktu.

„Nie chcę umierać.”

„Kaie” przywarła do ziemi, przygotowując się do ataku na niego jak drapieżnik…

…nie minęła nawet chwila, a został rozłupany na dwie części przez coś, co spadło z góry.

To był najgorszy raport jaki mogła dostać.

„Kapitan Nouzen jest – ?!”

„Tak. Para-RAID jest nadal połączony i słyszę coś, co brzmi jak odgłosy walki, więc nie jest ani martwy, ani obezwładniony, ale wygląda na to, że walczy tak mocno, że nie wróci.”

„…….”

Lena mocno przygryzła usta w kształcie płatków kwiatów. Trwała rozbiórka obiektu przez Miny Samobieżne, nadal trwał walki z Legionem. W środku tego wszystkiego Grabarz był odizolowany. Sądząc po liczbie wrogów tam, gdzie przypuszczalnie upadł, sytuacja wydawała się być dla niego niemal beznadziejna.

„W tej sytuacji… nie możemy pozwolić sobie na zorganizowanie akcji ratunkowej.”

„Żałosne, czyż nie?”

Eskadra Spearhead miała ręce pełne roboty powstrzymując Legion zmierzający do szybu. Gdyby rozkazała siłom szukać Shina, bez wątpienia będą ofiary wśród tych, którzy pozostaną do obrony przez Legionem. Co więcej, chociaż było to lepsze od modelu bieżni, broń powierzchowna taka jak Reginleif była kiepska w atakowaniu wszystkiego, co znajdowało się bezpośrednio pod nią.

„W takim razie naszym jedynym wyborem jest poczekać, aż kapitan wróci sam.…”

Gdy to mówiła, przez głowę przeszła jej zimna myśl. Eskadra Spearhead znajdowała się obecnie w centralnym bloku trzeciego poziomu. Eskadra Claymore była w drodze, wspinając się po schodach prowadzących na trzeci poziom. Eskadry Brisingamen i Thunderbolt znajdowały się w centralnym bloku czwartego poziomu, a do każdej eskadry była dołączona piechota pancerna.

Jeśli mieliby czekać na powrót Shina, każda eskadra musiałaby wzmocnić swoją obronę na swoich pozycjach wokół szybu. Legion nie wahał się poświęcić swoich towarzyszy, jeśli zaszłaby taka potrzeba i przewróciłyby szyb. nawet gdyby w środku znajdowały się jego jednostki. Zatem eskadry musiały bronić szybu, dopóki walki wewnątrz niego się nie zakończą. I chociaż deklaracja, że będą bronić towarzysza bez względu na to co brzmi ładnie na papierze, oznaczałoby to opóźnienie czterech eskadr uciekających ze strefy walki, zagrożonej zawaleniem. I odwrotnie, porzucenie Shina umożliwiłoby wszystkim jej siłom bezpieczny powrót na powierzchnię.

Ten fakt odebrał Lenie mowę.

Sytuacja nie była jeszcze na tyle nagląca, aby zmusić ją do podjęcia takich decyzji. Ale co, jeśli liczebność Legionu przekroczy przewidywania? Co by było, gdyby wskaźnik strat w jej eskadrach przekroczył dopuszczalne wartości? Prawdą było, że pod względem czystej siły bojowej Shina, był on najwyższą wartością wśród Procesorów jako pojedyncza jednostka, mając na swoim koncie siedmioletnie doświadczenie w walce z Legionem, a przede wszystkim wyjątkową, rzadką umiejętność śledzenia z daleka głosów Legionu.

Ale czy ma wystarczającą wartość, aby usprawiedliwić niezliczone ofiary? Czy w ogóle słusznym było oszacowanie wartości ich życia za pomocą ich potencjału walki? To było pytanie, z którym Lena zmagała się już niezliczoną ilość razy, gdy służyła jako Opiekun dowodzący Eighty-Sixterami zza bezpiecznych murów i ostatecznie stając się znana jako Zakrwawiona Królowa.

Wielokrotnie była zmuszona dokonywać tego wyboru. Ale gdy tylko Shin został wrzucony w to równanie, jej determinacja była bardziej chwiejna niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy jeśli zajdzie taka potrzeba, będę mogła ponownie podjąć tę samą decyzję? Czy będę mogła spokojnie zadeklarować, że go porzuciłam, tak jak porzuciłam niezliczone Procesory?

Wyczuwając wahanie Leny, głos Raidena stał się zimniejszy.

„…Lena. Informuję tylko, że nie wycofamy się, dopóki go nie odzyskamy.”

To tylko wzmocniło jej determinację.

„Oczywiście. Nigdy, przenigdy nie będę niepotrzebnie rozkazywać moim siłom, aby pozostawiły podwładnego na śmierć…. Ale jeśli zajdzie taka sytuacja, wykonaj moje rozkazy. Absolutnie.”

Jeśli sytuacja będzie wymagała ode mnie porzucenia Shina… Jeśli uznam to za konieczne, zadzwonię. Rozkażę śmierć Shina. I nie pozwolę nikomu innemu tego zrobić. Tylko ja.

„Jestem twoim dowódcą… Nie mogę uratować życia jednego żołnierza kosztem utraty niezliczonych innych ofiar.”

Dla Procesorów, którzy stali ramię w ramię i wspólnie stawiali czoła życiu i śmierci na polu bitwy, było rzeczą naturalną, że nigdy nie opuszczą towarzysza. To dzięki temu poczuciu zaufania mogli stanąć razem na krawędzi życia i śmierci.

Ale Lena był dowódcą. Została z tyłu, gdzie było bezpiecznie, rozkazując z góry, aby zagwarantować jak najlepszy wynik i nigdy nie walcząc bezpośrednio. To dlatego, że potrafiła wykonywać polecenia, które zapewniały przetrwanie jednostki – podejmując bezduszne decyzje, których towarzyszka nigdy nie byłaby w stanie pojąć – miała prawo dowodzić podwładnymi.

Nigdy nie stojąc na polu bitwy, nigdy z nikim nie walcząc. To był sposób walki, na który sama zdecydowała. Shin przyznał, że to był sposób walki.

Wyczuła jak czoło Raidena marszczy się.

„Naprawdę zrobisz to znow-?”

Ale Shiden przerwała mu.

„Nie martw się, Raiden. Nasza królowa ani razu nie schrzaniła i nie spowodowała śmierci kogoś bez powodu.”

W jej głosie nie było ani cienia uśmiechu, ani odrobiny wesołości. Złożyła to oświadczenie z najwyższą szczerością.

„Niektórzy z nas rzeczywiście umarli i były nawet chwile, gdy zadawałam sobie pytanie czy ta szalona kobieta naprawdę usiłowała nas zabić, ale nigdy nikt nie umarł na próżno… Po za tym widziałam, że zawsze desperacko starała się minimalizować straty tak bardzo, jak to tylko możliwe. Czy to nie dlatego, że dwa lata temu ty i Żniwiarz wykonywaliście rozkazy jakiegoś przypadkowego człowieka zza murów? Kogoś, kogo nigdy wcześniej nie widzieliście?”

Raiden zamilkł na chwilę.

„Tak… chyba.”

„Tak właśnie myślałam. Więc się rozluźnij.”

Lena milczała mając zamknięte oczy.

„Dziękuję bardzo, podporuczniku Lida, poruczniku Shuga.”

             Za obdarzenie mnie tak wielkim zaufaniem, kiedy wszystko, co mogę zrobić to rozkazywać Ci z bezpiecznego miejsca.

„Wszystkie jednostki infiltrujące. Rozmieśćcie się na obecnych pozycjach i chrońcie główny szyb za wszelką cenę… Brońcie Grabarza swoim życiem.”

W chwili, gdy połamane szczątki „Kaie” głośno gruchnęły na ziemię, zdolność Shina wychwyciła zawodzący głos szarżujący w jego kierunku.

Głos i nic więcej.

„…..?!”

Przed nim nic nie było, zgodnie z materiałem z głównego ekranu. Nie było też nic na ekranie radaru, nawet jeśli był ustawiony na pasywny. Ale zmysł odrębny od jego radaru wychwycił sztuczną chęć mordu i wezwał go, aby pociągnąć za drążek sterujący w bok. Grabarz uchylił się przewracając się na bok, złowieszczy dźwięk wiatru przetoczył się przez miejsce, w którym stał jeszcze przed chwilą. Pojedynczy odłamek szkła na podłodze podskoczył, jakby coś na niego nadepnęło.

Zawodzący głos nie ustawał, zderzając się ze ścianą bezpośrednio za Grabarzem. W chwili, gdy zdał sobie z tego sprawę, źródło głosu odwróciło się i ponownie podskoczyło do wieży koła zamachowego. Obrót kół zębatych został zakłócony dwa razy, zanim dotarł na szczyt.

Jest szybkie…!

Shin przełączył radar, aby go aktywować, ale nic nie wykrył. Niewidoczny, zarówno wizualnie, jak i radarowo, poruszał się z zawrotną prędkością przewyższając nawet wysoce mobilnego Juggernauta, skacząc a następnie wykonując salto w dół, aby się z nim zderzyć.

Wróg nadal był niewidoczny. Nie, było to prawie niezauważalne, chyba, że ktoś skupił się na tym, żeby go znaleźć, ale w powietrzu wyczuwalne było lekkie wahanie, jak opary gorąca… Jak trzepot skrzydeł motyla kołyszących się w przyćmionym świetle. Śledząc niezrozumiały, zawodzący głos, skupił się na tym pojedynczym, wahającym się punkcie i wbił w niego ostrze o wysokiej częstotliwości. Ostrze przecięło opary gorąca, które były tylko nieznacznie widoczne nawet z tak małej odległości.

Ostrze było w stanie przeciąć kompozytowy pancerz Dinosauri jak masło, ale w następnej chwili jego wibracje zostały przerwane przez przeciwne wibracje, a wektor o przeciwnym kierunku zmusił oba ostrza i kadłub wroga do odbicia się od siebie. Rozległ się wysoki zgrzyt metalu, przecinający błękitne powietrze.

Grabarz, wykonując cięcie z góry, został odrzucony. Tymczasem nieznany Legion został skośnie przecięty i wzbił się w powietrze, rysując parabolę. Shin nadal tego nie widział. Było tam, ale nie było go na żadnym z ekranów. Nie była to żadna projekcja czy jednostka maskująca, którą można było dostrzec przy wystarczającym wysiłku. Widząc trajektorię jego niewidzialnego upadku, Shin pociągnął za spust swojego działa kal. 88 mm.

Załadował odłamkowo-burzącą głowicę przeciwpancerną. Ustawił zapalnik tak, aby wybuchł przy uderzeniu i w określonym czasie. Nie było sensu używać celownika automatycznego przeciwko niewidzialnemu wrogowi Trzymając się ręcznego celowania, głowica bojowa wzniosła się w powietrze, a zapalnik czasowy wybuchł sekundę później w bliskiej odległości. To nie było bezpośrednie trafienie. Shin również nie miał zamiaru w niego uderzyć. Jednakże…

….jeśli założenia Shina były słuszne – w rezultacie tego kamuflaż zostałby zdjęty.

Przez te wszystkie siedem lat walki z Legionem Shin nigdy nie widział niczego przypominającego tę jednostkę. Prawdopodobnie był to nowy typ. Sądząc po jego kształcie i wcześniejszych ruchach, był to typ o wysokiej mobilności, przewyższający zwinnością nawet Juggernauta. Płacz w jego uszach zabrzmiał jak niezrozumiały bełkot robota. To nie była Czarna Owca ani Pasterz. Był to Legion o czysto mechanicznej inteligencji, takiej, która już dawno powinna przekroczyć swój zadany okres życia.

Wciąż patrząc na przeciwnika Shin ponownie połączył się z Rezonansem.

„-Pułkowniku.”

“…Shin! Wszystko w porządku? Jaka jest sytuacja?!”

„Walczę z wrogiem… Spotkałem Legion, który zniszczył eskadrę Phalanx.”

Poczuł, jak Lena łapie oddech w gardle. Nie dając jej czasu na powiedzenie czegokolwiek, powiedział szybko:

„Prawdą stojącą za jego atakiem był kamuflaż optyczny za pomocą Eintagsfliege. Oszukuje zarówno czujniki optyczne, jak i radar. Ukrywa nowy typ Legionu, który do ataku używa ostrzy o wysokiej częstotliwości. Sądząc po jego kształcie i ruchach, jest zdolny do szybszego manewrowania niż Juggernaut…. Przekażę dalsze informacje, gdy tylko je zdobędę.”

Nie było wiadomo, kiedy walki zostaną wznowione, dlatego chciał przekazać jak najwięcej informacji. Po wszystkim…

„Przekażę tyle informacji bojowych, ile będę mógł… Ale jeśli nie wrócę…”

Gdyby miał przegrać – umrzeć tutaj i nie wrócić….

Być może upadek uszkodził jego urządzenie RAID, ponieważ z jakiegoś powodu Rezonans pełen był hałasu.

„Ale jeśli nie wrócę…”

Oddech Shina był nadal nierówny i ciężki, jakby był stale narażony na ból. Być może naturalnym było dla niego rozważanie możliwości, że nie wróci, ale nawet wiedząc o tym, Lena odpowiedziała”

„Zrozumiałam, Shin. Ale nie pozwolę Ci dokończyć tego zdania.”

Głos Leny był niezmienny.

„Dane zebrane na temat nowej jednostki Legionu przekażesz mi osobiście. Nie zgodzę się na nic innego…. To jest rozkaz, Żniwiarzu. Podążaj za tym celem bez względu na wszystko.”

Oczy Shina rozszerzyły się na chwilę, po czym uśmiechnął się lekko, pomimo sytuacji.

„-Rozkaz, Pierwszy Opiekunie.”

W wozie dowodzenia na powierzchni, bez wrogów w pobliżu, Lena surowo spojrzała na walki toczące się po ziemią na głównym ekranie, gdy dwie mechaniczne bronie ścierały się ze sobą, a każda z nich miała na celu zabicie drugiej.

„Dowództwo Vanadis do wszystkich jednostek.”

Głos przypominający srebrny dzwonek wydał rozkaz w tym samym momencie, w którym obie jednostki rozpoczęły śmiertelną walkę.

Nawet gdy obiecał wrócić za wszelką cenę, Shin zdał sobie sprawę, jak tragiczna była jego sytuacja. Automatyczne celowniki jego systemu kontroli ramion nie nadążały za nim. Układ napędowy jego Juggernauta piszczał, usiłując wytrzymać absurdalne manewry, do których zmuszał go Legion. Przede wszystkim narażanie się na ciągłe nagłe przyspieszenia i hamowania oraz zmuszanie własnego układu nerwowego do stanu ciągłej podwyższonej koncentracji odbijało się na ciele Shina.

Typ o wysokiej mobilności swobodnie przesunął się z jednej strony wału na drugą. Przytłoczony jego zwinnością, celownik tańczył pijacko na głównym ekranie, a on unikał ostrzy Legionu i wykonywał ataki nie świadomie, a raczej odruchowo. Były to ruchy automatyczne, przewidywania zrodzone z jego temperamentu wojownika, niczym programy wyryte w jego ciele.

Mimo to, typ o wysokiej mobilności był szybszy. Długa metalowa linka z tyłu została uniesiona, a niezliczone zębate koła znajdujące się w nim piszczały, gdy zaczęły się szybko obracać.

Ostrze łańcucha o wysokiej częstotliwości musnęło go, posyłając jego kafar przedniej nogi w powietrze, przecięty na pół. Shin oczyścił kafar, korzystając z okazji by wystrzelić we wroga penetrator energii kinetycznej. Typ o wysokiej mobilności bez wysiłku odskoczył. Wyskakując w powietrze, na gruzowisko i stąpając po naprężonym drucie, wzbił się w górę z gracją niepowtarzalną dla Juggernauta. Jego zwinność i lekkość były naprawdę niezrównane.

Prędkość ruchu, przewyższająca Juggernautę, stworzonego do walki o dużej mobilności, nie wspominając już o Shinie, który specjalizował się w walce w zwarciu łączącej atak i obronę…

Ta jednostka Legionu była pierwszą i jedyną maszyną do zabijania, której całkowicie brakowało wpływu człowieka.

Ludzie byli słabi, jeśli chodzi o uderzenia i nagłe przyspieszenia, a ich szybkość reakcji była ograniczona. Konieczność przechowywania delikatnego ludzkiego ciała w celu poruszania się wymusiła absolutne ograniczenia manewrowości mobilnej broni. Ograniczenia, których brakowało broni bezzałogowej. Tak długo, jak pozwala na to technologia, jego prędkość i mobilność mogą gwałtownie wzrosnąć.

Wydawało się, że dotąd centralne procesory Legionu radziły sobie z walką tylko do określonej prędkości, ale okazało się, że te kajdany zostały zerwane. Badając ludzki mózg, osiągnęli zaawansowaną sztuczną inteligencję, która prawdopodobnie przewyższała ludzką.

Gdy Shin stanął przed tym twarzą w twarz, wszystkie rzeczy, które nie były konieczne do walki, stopniowo znikały z jego umysłu. Jego czerwone oczy nie widziały nic poza wrogiem. Nie słyszał już nic poza zawodzeniem typu o wysokiej mobilności. Nawet krzyki jego napiętego ciała zostały zepchnięte w tył jego umysłu. Podobnie jak nałożony na niego obowiązek przekazania informacji, przetrwania i życia.

Znikały jeden po drugim. Niepotrzebne poczucie obowiązku, jego życzenia, pragnienia i myśli oraz wszystko, co nie wniosło nic do jego bitwy, zostało odcięte. I myśl, że to spotkanie może być przerażające, odeszła jako pierwsza.

Przełączył celownik na ręczny. Wystrzelona przez niego głowica przeciwpancerna eksplodowała. Typ o wysokiej mobilności skakał w poziomie, unikając fragmentów rozrzuconych w powietrzu. Podczas lądowania pochylił ciało do przodu, po czym skoczył na Grabarza.

Widząc, jak to robi, Shin pociągnął za spust po raz drugi.

Odłamkowo-burząca głowica przeciwpancerna, której minimalna odległość wyzwalania została wyeliminowana, wybuchła w powietrzu pomiędzy obiema jednostkami. Była to niebezpieczna odległość, która narażała Grabarza na ryzyko uderzenia przez falę uderzeniową i gruz, a z tego powodu typ o wysokiej mobilności nie mógł przewidzieć, że Shin to zrobi. Wybuchając w bliższej odległości niż kiedykolwiek wcześniej, fragmenty rzuciły się na typ o wysokiej mobilności. Ale on po prostu zareagował, skręcając swoje ciało, zmniejszając w ten sposób powierzchnię wystawioną na działanie odłamków i zmuszając je do wbijania się tylko w przedni pancerz.

…Nawet tego może uniknąć? Shin szepnął do siebie.

Jego szkarłatne oczy, odbijające główny ekran, stopniowo zaszkliły się z tą samą sztucznością co czujnik optyczny w który patrzył.

Lena była połączona z nim tylko za pomocą dźwięku, więc częściowo mogła podchwycić to, co się działo. Shin prawdopodobnie był w pełni skoncentrowany na wrogu stojącym przed nim, ponieważ nie dostrzegał już jej obecności.

Było tak samo jak wtedy z Rei, kiedy walczył ze swoim zmarłym bratem, który został zasymilowany przez Legion. Głos Leny wtedy do niego nie docierał… Nie docierał do niego niczyj głos. I po części można było się tego spodziewać. Legion był silniejszy od ludzi i aby z nim walczyć, trzeba było poluzować swój ucisk na swoim człowieczeństwie.

Ale czy to naprawdę było dopuszczalne? W przeciwieństwie do Legionu, który był niestrudzonym mordercą, ludzie byli wyczerpani wojną. Bolało ich to, męczyło i przerażało. Ich umysły i ciała krzyczały w proteście, odrzucając walkę. Ludzie nie zostali stworzeni do wojny. Ludzkość zasadniczo nie nadawała się do walki.

I pomimo tego, Shin – i Eighty-Sixterzy jako całość – czasami zapominali, że ból i strach staną się tymi samymi mechanicznymi duchami, z którymi walczyli. Jakby tracili człowieczeństwo i pewnego dnia nie mogli wrócić do tego, czym byli wcześniej.

To… ją przerażało.

„…Błagam cię, proszę wróć.”

Ta modlitwa wymsknęła się z jej ust, zanim w ogóle się zorientowała. Ale to do niego nie dotarło. W obecnym stanie, Shin nie mógł dostrzec, że dziewczyna w ogóle tam była. Ale nadal.

„Proszę… wróć do mnie. Bez względu na wszystko.”

Nieunikniony cios spadł na niego, a jego prawe ostrze o wysokiej częstotliwości złamało się u podstawy, nie mogąc wytrzymać ciężaru.

„Tch…!”

Teraz utracił oba ostrza, a także zbroję przednich nóg, a druciane kotwice przestały reagować. Kiedy drugie ostrze skierowane było w jego stronę, Shin nie miał możliwości jego zablokowania. Mimo to zignorował niezliczone ostrzeżenia wydobywające się z jego układu napędowego i zmusił Grabarza do skoku. Prawa przednia noga Grabarza została wystawiona na cięcie, a wysiłki Shina, by uciec, zakończyły się daremnie, gdy odciął jego nogę, wyleciał z niej deszcz iskier.

Połowa jego podzielonej na segmenty nogi uniosła się w powietrze, a Grabarz stracił równowagę i żałośnie upadł na ziemię. Shin patrzył, jak pole jego widzenia stało się czerwone od krwi, Shin patrzył jak metaliczny cień typu o wysokiej mobilności zbliżał się, by go ścigać. Właśnie wtedy usłyszał czyjś głos w swoich uszach, przypominający bicie srebrnego dzwonka.

„Błagam, wróć proszę.”

„Proszę…. wróć do mnie.”

Lena.

„….?!”

Uświadomienie sobie tego zajęło mu chwilę, ale kiedy to zrobił, oddech uwiązł mu w gardle.

Czy on właśnie…? Lena… i rozkaz, która mu powierzyła….

Czy po prostu zupełnie o niej zapomniał…?

Pomimo szoku, którego właśnie doznał, jego ciało niemal automatycznie przesunęło swoją wieżę kal. 88 mm. w stronę zbliżającego się typu o wysokiej mobilności. Dokładnie w chwili, gdy przerwał on pościg i uskoczył z linii ognia, wznosząc się w powietrze, aby uniknąć wybuchu.

W tym samym czasie Shin ciągnął okaleczoną nogę Grabarza wycofując się. Ponieważ przeciwnik nie mógł zaatakować z powietrza, Shin ukrył się w gruzach pod antresolą. Niczym bezsilny owad ukrył się w przestrzeni pomiędzy antresolą a krzyżującymi się z nią spiralnymi schodami. I odsuwając na bok swoje wątpliwości i obawy, ponownie skierował swoją uwagę na wroga. To nie był czas, aby popadł w stare nawyki.

W końcu kazano mu wrócić za wszelką cenę.

Ale w tej chwili, sytuacja była zdecydowani zbyt niekorzystna. Stracił całe sobie uzbrojenie poza głównym. Jego mobilność została zniszczona. Grabarz został całkowicie uszkodzony, a w jego wieży pozostały tylko trzy sztuki amunicji.

…. jeśli mam szansę sobie z tym poradzić, muszę rzucić kostką.

Walka Leny trwała.

„Pułkowniku! Wyniki inspekcji mapy są już gotowe! Właśnie je potwierdzam!”

Prawie powiedziała mu, żeby zostawił to na później, ale się powstrzymała. Eskadra Phalanx prawdopodobnie wpadła w zasadzkę i przegrała z powodu rozbieżności na mapie. Nie mogli sobie pozwolić, aby ponownie wpaść w tę samą pułapkę.

„Wyślij to do mojego trzeciego podokna – Co?!”

Duża rozbieżność, którą można było od razu zauważyć, została zaznaczona na mapie kolorem czerwonym. Ze wszystkich miejsc, obszar bezpośrednio pod głównym szybem łączącym trzeci i czwarty poziom – dokładnie tam, gdzie Shin walczył z typem o wysokiej mobilności – miał otwartą przestrzeń, która nie została odzwierciedlona na mapie.

Siedem szybów przechodzących przez podziemia dworca centralnego Charite zostało zbudowanych tak, aby kierować światło słoneczne na dolny poziom. Ponieważ szyby przecinały się, tworząc łagodną siatkę i skośne sekcje ich wnętrz ozdobione panelami lustrzanymi. Światło słoneczne załamywało się między lustrami ustawionymi naprzeciwko siebie do tych w sąsiednich szybach i powtarzając tę czynność, światło byłoby kierowane w dół, przez każdy szyb.

Była to przestrzeń przeznaczona na montaż paneli lustrzanych. Nie był to jeden duży panel, ale wiele paneli, które wystarczyły do wypełnienia głównego szybu i jego dwudziestu metrowej średnicy oraz powierzchni podłogi. Ta przestrzeń miała pomieścić to wszystko – i to po przekątnej. Prawdopodobnie był bardzo duży zarówno pod względem średnicy jak i oczywiście wysokości. Nawet Dinosaurie mógłby by przez nią przejść, choć z pewnymi trudnościami. I oczywiście, ponieważ zbudowano go tak, aby umożliwić przejazd pracownikom obsługi technicznej, mogły też przez niego przechodzić Miny Samobieżne.

„…!”

Czy powinna wysłać tam siły? Nie. Było tak, jak już powiedziała Raidenowi. Żadna z jednostek nie mogła sobie pozwolić na dalsze dzielenie sił. A obszar prowadzący do przestrzeni panelu był nadal w zasięgu Legionu. Nawet jeśli mieliby się spieszyć, przejęcie nad nimi kontroli zajęłoby trochę czasu….

Dopiero wtedy jej chaotyczne myśli nagle się uspokoiły.

Ale jeśli tak było, dlaczego Legion utrzymywał szyb w nienaruszonym stanie? Wszystkie jej siły były obecnie rozmieszczone wokół szybu i gdyby Legion miał go teraz obalić, nie tylko Shin, który wciąż walczył w środku, ale także wszystkie stacjonujące siły zostałby uwięzione po zawaleniu.

Dlaczego więc tego nie robili? Dlaczego walk w ogóle trwały tak długo? Admiral i Weisel na czwartym i piątym poziomie zostały już zakopane pod ziemią i piaskiem, a jedynym Legionem, który wciąż szarżował na siły Leny, były Miny Samobieżne z możliwością rozbudowy oraz stare lekkie klasy, z cięższymi klasami, które zakończyły naprawy i masowo produkowane Pasterze, które w większości uciekły z obiektu.

Legion nigdy nie został zmuszony do zemsty, bez względu na to, ilu ich towarzyszy zostało zniszczonych. Gdy ich straty przeszły pewien próg, zaprzestawali walki i wycofywali się. Straż tylna ukończyła swoje zadanie ukrywania poufnych informacji i ich liczba ofiar tylko rosła, a mimo to coraz więcej Legionów szarżowało na wał.

Dlaczego…?!

Po chwili Lena znalazła odpowiedź.

To Shin.

Legion udał się na polowanie na głowy, aby kontynuować pracę po upływie centralnych procesorów i zwiększyć ich możliwości jako broni. Asertywnie szukali głów niedawno zmarłych i wciąż żyjących. A teraz, gdy zaopatrzyli się w więcej niż wystarczającą ilość mózgów, aby wzmocnić swoje szeregowe oddziały, musieli szukać czegoś więcej, byłaby to głowa elity zdolnej w pojedynkę zmienić losy bitwy.

Nie wiedziała, czy Legion zdawał sobie sprawę z jego zdolności do słyszenia ich głosów, ale jego fenomenalne umiejętności bojowe byłyby wystarczające, aby jej szukać. A chociaż może to być zbieg okoliczności, nowy typ Legionu, który wytworzył był typem o wysokiej mobilności, Shin, który specjalizował się w walce wręcz, byłby doskonałym komponentem, który go wypełni.

Jeśli jej przypuszczenia były poprawne…

„Podporuczniku Oriya, podporuczniku Lida. Tymczasowo opuśćcie punkt 47 na siódmej trasie i punkt 23 na czwartym poziomie.”

„Hę?!”

„Porzucić…. Ale czy nie broniliśmy tego miejsca, aby nie doszło do samozniszczenia i zrzucenia na nas tego całego miejsca, Wasza Wysokość?!”

„Nie. Miny Samobieżne raczej nie ulegną samozniszczeniu na tych pozycjach, więc się pospiesz.”

Jeśli jej spekulacje były błędne, same te miejsca nie spowodowałyby zapadnięcia się. Minęło kilka sekund od ich niechętnych odpowiedzi, a potem nadeszły nowe, bardziej zaskakujące raporty. Miny Samobieżne na tych pozycjach nie uległy samozniszczeniu jako grupa. Nawet nie traktowali tych pozycji priorytetowo, zamiast tego zajęły się Juggernautami.

„Celem pozostałych sił Legionu nie jest wysadzenie głównego szybu, a dostanie się do środka i zniszczenie wszystkich sił wroga. W takim przypadku powinniśmy użyć tego przeciwko nim. Wzmocnij swoją pozycję wokół wejść do głównego szybu a wszystkie pozostałe siły mają przeprowadzić kontrofensywę.”

Ukradkiem spoglądając w bok, dostrzegła Fredericę lekko kiwającą w jej stronę głową. Teraz, gdy Shin był skupiony na walce z typem o wysokiej mobilności, musieli polegać na jej zdolności do wyśledzenia wroga, nawet jeśli była ona ograniczona.

Legion polował na głowy, ale tylko wtedy, gdy sytuacja na to pozwalała. W chwili, gdy sytuacja stała się dla nich niekorzystna, posłuchali wpojonych im niezachwianych instynktów i przeszli do ofensywy, aby za wszelką cenę zniszczyć wroga. Więc za nim to się stanie…

„Musimy zmienić nasze podejście, zanim będą mogli zareagować i zniszczyć wszystkie pozostałe siły Legionu!”

W chwili, gdy zszedł na podłogę głównego szybu w pogoni za wrogiem ukrywającym się w cieniu schodów, rozległ się błysk wystrzałów, odebrany przez czujnik optyczny typu o wysokiej mobilności. Wróg czekał na moment wylądowania i oddał naprawdę doskonały strzał. Trzy strzały odłamkowo-burzących głowic przeciwpancernych wycelowane w trzy różne punkty, każdy oddany w celu zniszczenia celu, wybuchy dzieliły ułamki sekund, wybuchały one jeden po drugim. Stały się trzema liniami ognia i metalowym strumieniem pędzącym przez ciemność, poruszającymi się z ultraszybką prędkością, za którą nawet typ o wysokiej mobilności nie był w stanie nadążyć.

Jednakże…

Był to schemat, który powtórzył się już kilka razy w tej bitwie. Wystarczająco dużo czasu dla typu o wysokiej mobilności – nowego typu Legionu z zaawansowanymi możliwościami uczenia się – aby to przewidzieć. Typ o wysokiej mobilności szybko odsunął się na bok po wylądowaniu, unikając ognia wroga, który nastąpił chwilę później, wykonując jedynie ten niewielki ruch. Szybki ślad metalowego strumienia żałośnie przeleciał obok typu o wysokiej mobilności, a fragmenty głowic jedynie nieznacznie otarły się o pancerz typu o wysokiej mobilności.

Powstały ogień i czarny dym, jak na ironię służyły jedynie zaciemnieniu jego kształtu przed wrogiem. Dlatego właśnie zrobił unik, wykonując tak minimalny ruch. Gdyby odskoczył za daleko, wróg natychmiast zauważyłby, że nie odniósł żadnych obrażeń, ale ponieważ zrobił unik, aby zasłoniły go płomienie, wróg nie miałby możliwości dowiedzieć się, że nie został on uszkodzony.

Dym szybko się rozprzestrzenił, wypełniając podziemne pole bitwy. Złapany przez wiatr generowany przez urządzenia klimatyzacyjne, które nadal aktywnie działały w konstrukcji, rozproszył się w małych wirach. Zanim zdążył się oczyścić, typ o wysokiej mobilności przebił się przez delikatną zasłonę czarnego dymu i skoczył do przodu.

Nie była to prędkość, jakiej ludzki czas reakcji mógłby dorównać.

Czerwony czujnik optyczny celu zwrócił się w stronę typu o wysokiej mobilności. Ale to było wszystko, co mogło zrobić. Ostre czarne ostrze zostało wbite w perłową, przypominającą kość zbroję.

Otrzymawszy rozkaz kontrataku, Juggernauty były jak psy myśliwskie, uwolnione z łańcuchów, celnie i bezlitośnie rozszarpujące rojący się Legion.

„-Poruczniku Crow, niech drugi i trzeci pluton eskadry Thunderbolt ruszy do przody i wyeliminuje wszelkich wrogów w tej pozycji.”

„Rozkaz, pułkowniku Milize.”

„Tu Raiden. Pozycja jest nasza! Gdzie dalej, Lena?”

„Mamy jeszcze jakieś dziesięć sekund. Widzimy następną jednostkę wroga, więc nie potrzebujemy wskazówek.”

„Rozumiem. Poruczniku Shuga, proszę udać się do punktu 12 i uderzyć od tyłu na następną jednostkę wroga.”

W tym momencie cel Rezonansu Sensorycznego został odcięty. Nie pochodził z żadnej eskadry pod jej dowództwem. Brakowało tylko jednej osoby.

„Shin…?”

Typ o dużej mobilności zniszczył spód kadłuba jednostki. Sądząc po czujnikach, było to źródło ciepła maszyny – jej zasilacz. Zatrzymując wibracje ostrzy łańcucha, wyciągnął je, gdy maszyna ciężko runęła na ziemię.

Typ o dużej mobilności zbliżył się do Reginleifa, który leżał nieruchomo, z nieruchomym czujnikiem, ostrożnym krokiem. Żadnych reakcji elektrycznych. Temperatura źródła zasilania spadała. Osiągnięto temperaturę, która uniemożliwiała natychmiastowe uruchomienie, ale nadal spadała.

<Potwierdzenie rozbrojenia znaku wywoławczego: Baleygr.>

Typ o wysokiej mobilności nie miał poczucia osobowości, więc nie wyrażał radości z pokonania przeciwnika. Jedyne co zrobił to wyraźnie ogłosił swój sukces w zestrzeleniu wroga o dużej wartości w rozległej sieci.

<Potwierdzono. Czy możliwe jest zajęcie Baleygra?>

<Przypuszczalnie możliwe.>

Ominął blok kokpitu wroga i zamiast tego uszkodził układ napędowy. Ludzkie ciało mogło być w środku kruche, ale jego funkcje życiowe mogły nadal być aktywne. Typ o wysokiej mobilności był w stanie uwzględnić takie osobliwości.

<Rozpoczęcie pobierania.>

Obrócił czujnik w stronę wybrzuszenia, które prawdopodobnie było dźwignią otwierającą kokpit i opuścił czubek ostrza łańcucha, aby go pociągnąć… Ale nie chciał się otworzyć. Mechanizm zamka działał. Aktywując wibracje ostrza łańcucha przeciął zamek, zmuszając zamek do otwarcia się.

Spoglądając w dół zobaczył, że kokpit Grabarza otwiera się po przecięciu.

Mam.

Leżąc, ukryty pod gruzami, Shin skierował celownik swojego karabinu szturmowego na tylny pancerz typu o wysokiej mobilności zaglądającego do kokpitu. Z wyjątkiem Ameise, posiadających wysokie zdolności sensoryczne, czujniki Legionu były słabe. Bazując na tym fakcie, Shin uciekł z kokpitu pod osłoną wybuchu i dymu odłamkowo-burzącego pocisku. urywając się w gruzach antresoli. Typ o wysokiej mobilności nie miał żadnej części wyglądającej jak kompozytowy moduł czujnika. To było ryzyko korzystne dla Shina.

Piloci Feldreßów otrzymali karabiny kal. 7,62 mm do samoobrony na wypadek utraty jednostek. Nie miał celownika laserowego, tylko dwa prymitywne celowniki: jeden nad lufą, drugi nad korpusem broni. I właśnie z tego powodu system kierowania ogniem Legionu, który zwykle wykrywał i ostrzegał w obecności kierownika laserowego, nie był w stanie wykryć tego karabinu szturmowego. Selektor był ustawiony na w pełni automatyczny, a pierwszy nabój był już w komorze.

Shin pociągnął za spust.

Jednakże zbroja nie była jednakowo gruba ze wszystkich stron. Broń pancerna stworzona, przy założeniu, że będzie kierowana twarzą w twarz z wrogiem, była stosunkowo lekko opancerzona, z wyjątkiem przodu. Jak na przykład na jego spodzie. Albo…górna część z tyłu.

Zwłaszcza gdy była to broń wyspecjalizowana w walce o dużej mobilności, wystarczająco lekka, aby utrzymać jej ciężar na jednym drugie i zdawało się, że zdawał się nadmiernie unikać samokujących fragmentów i nie był ciężko opancerzony. A przede wszystkim samokujące fragmenty wcięły się wcześniej w jego tył tworząc w jego pancerzu nacięcie.

Shinowi wydawało się, że słyszy bezdźwięczny krzyk przeszywający powietrze.

Jego magazynek zawierający trzydzieści naboi został opróżniony w ciągu trzech sekund. Gdy ostatni nabój trafił do komory, wyrzucił magazynek i załadował nowy kontynuując ostrzał. Technika ciągłego strzelania, która nie dawała wrogowi czasu potrzebnego na załadowanie kolejnego naboju.

Potężny odrzut pełnowymiarowego karabinu strzelającego w trybie automatycznym wbił mu się w ramię. Z całych sił tłumił drgającą lufę i kontynuował strzelanie. I po sześciu sekundach, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność….

Typ o wysokiej mobilności zatoczył się, by stanąć z nim twarzą w twarz, trzęsąc zniszczonym pancerzem i kończynami.

<Wykryto ostrzał.>

<Poprawka do wcześniej przesłanych danych. Sygnał wywoławczy: Baleygr, potwierdzono przeżycie.>

Wilkołak rozbił ostatniego Ameise swoim kafarem, a śrutowe działo Cyklopa zdmuchnęło stado Min Samobieżnych.

„Czysto!”

Wszyscy wrogowie w pobliżu szybu zostali wyeliminowani. Pozostało tylko udać się do głównego szybu i pomóc w rozegraniu ostateczniej bitwy.

Ale słaby dźwięk rozległ się echem – pomiędzy falami uderzeniowymi tego tupotu i wybuchami armatniego śrutu – nikt go nie zauważył.

Typ o dużej mobilności zwrócił się ku niemu wyginając ciało jak pantera przygotowująca się do ataku na swoją ofiarę. Wyrzucając wyczerpany magazynek, Shin włożył drugi zapasowy do wlotu magazynka. Był to dodatkowy manewr, którego wykonanie trwało mniej niż sekundę, ale w ciągu tej długiej chwili Shin coś sobie uświadomił.

Wróg był szybszy. Jedyne na co mógł liczyć, to zestrzelić go, gdy będzie go zabijał. I nawet wiedząc o tym, jego palec nadal poruszał się, by nacisnąć spust, gdy…

…pojedynczy metaliczny dźwięk, tak cichy, że normalnie byłby niesłyszalny dotarł do jego uszu. Wyrzutnia wielu rakiet ukryta w szczątkach „Kaie”, które leżały rozrzucone w rogu sali nagle rozbłysła i eksplodowała. Powtarzające się odgłosy bitwy toczącej się w szybie prawdopodobnie spowodowały opadnięcie iglicy, a trwająca walka uruchomiła zapalnik, a walczący człowiek i maszyna nie byli ani trochę mądrzejsi.

Pociski rakietowe pękały i eksplodowały w zniszczonych pozostałościach lufy. W odpowiedzi skwierczące elementy, pociski i sam zniszczony kadłub eskplodowały. Błysk światła wypełnił głębiny szybu zapowiadając wystąpienie silnych fal uderzeniowych. Intensywne światło, które nawet przewyższało światło pocisku kumulującego zostało odbite i rozproszone od lustrzanych powierzchni ustawionych w poprzek szybu.

Błysk bladego, oślepiającego światła wypełnił ciemne dno szybu. Dla tych, którzy używali informacji optycznych jako podstawy postrzegania świata zewnętrznego, przytłaczające światło nie różniło się od całkowitej ciemności. Ilość światła w czujniku optycznym sprawiła, że typ o wysokiej mobilności stracił Shina z oczu.

Shin, natomiast słuchając swoich zwierzęcych instynktów odruchowo zamknął oczy. Nie widział też typu o wysokiej mobilności, ale istniała między nimi zasadnicza różnica. Typ o wysokiej mobilności walczył tylko jeden dzień. Shin jednak walczył od siedmiu lat.

Tak.

Zasadnicza różnica w czasie, jakie spędzili na polu bitwy, w zgromadzonym doświadczeniu bojowym.

Typ o wysokiej mobilności zamarł, nie mogąc właściwie ocenić, co powinien zrobić w tej nieprzewidywalnej sytuacji. Ale Shin pociągnął za spust. Z zamkniętymi oczami. Nawet bez wzroku, jego zdolność słyszenia głosów duchów dokładnie wskazywała mu pozycję wroga. Dzięki siedmioletniemu doświadczeniu w posługiwaniu się karabinem szturmowym, jego celownik nie zawodził z tej odległości, mimo, że nie widział.

Przez chwilę wydawało mu się, że widzi czarnowłosą orientalną dziewczynę, z kucykiem uśmiechającą się do niego.

Karabin szturmowy strzelał w pełni automatycznie, a jego odrzut i ryb odbijały się echem po ścianach szybu. Z ciemności za powiekami Shin usłyszał dźwięk czegoś przycupniętego – zbyt lekkiego dla Legionu, ale zbyt ciężkiego dla jakiejkolwiek żywej istoty.

<Skumulowane uszkodzenia przekraczające dopuszczalne parametry.>

<Porzucenie jednostki zewnętrznej. Rozpoczęcie zmiany formularza: wymuszone nadpisanie. Wykonywanie specjalnego artykułu Omega.>

Odruchowo zamknął oczy, ale jego siatkówki wciąż nie otrząsnęły się po błysku. Jego pole widzenia było wciąż nieco zamglone. Mrużąc oczy, które wciąż pulsowały ostrym bólem. Shin wyciągnął pistolet z kabury. Typ o wysokiej mobilności leżał zmięty, a jego wnętrze tliło się w płomieniach. Ale nieczytelny dźwięk jego mechanicznego zawodzenia nie ucichł. Nie mógł się ruszyć, ale nie został jeszcze całkowicie złamany.

Legion był zbyt groźny, by patrzeć na niego z pogardą, nawet gdy był ranny. Trzymając w jednej ręce karabin, który był przegrzany od strzelania – a także bez amunicji – Shin zatrzymał się, gdy był zaledwie kilka kroków od niego, tuż poza zasięgiem jego ostrzy. Celowniki jego pistoletu były wycelowane dokładnie w typ o wysokiej mobilności.

Wtedy właśnie z otworów po kulach w jego grzbiecie zaczęły wydobywać się promienie srebrnego światła. To światło to Płynne Mikromaszyny. Samo życie i układ nerwowy Legionu wytrysnęły w płynnej postaci, wypływając z rany niczym krew. Następnie wytrysnęły z maszyny gwałtownie, niczym gejzer.

Gdy Shin odsunął się ostrożnie, z wraku wypłynęła postać i wyciągnęła się w powietrze, zdając się przeczyć prawom grawitacji, jak pączek dojrzewający w mgnieniu oka lub motyl wykluwający się z kokonu, postać podniosła głowę i odchyliła ją do tyłu, jakby była zwrócona ku niebu.

Tak, to głowa.

Jego długie włosy spływały po ciemności jak czysty strumień. Wydatne czoło, łagodne oczy smukły nos, wąskie usta, szpiczasta szczęka. Kontur odsłoniętego gardła aż do klatki piersiowej nadawał sylwetce wyraźnie kobiecy wygląd. A jednak każda część jego ciała miała metaliczny połysk, gdy nagle wyrosła z fali Płynnych Mikromaszyn.

Powieki rozwarły się szeroko. Srebrnymi oczami wpatrzonymi w przestrzeń zmienił swoją smukłą sylwetkę. Sposób, w jaki jego dziwne spojrzenie zdawało się nie skupiać na niczym sprawił, że Shin zadrżał z niezrozumiałego strachu. Legion nie miał gałek ocznych, więc prawdopodobnie nie miał wrażenia skupiania wzroku.

Wyglądało jak człowiek, ale nim nie było.

I jakby chcąc przekazać wiadomość, że ta istota nie jest jakimś niezdarnym mechanicznym potworem, ale czymś o wiele bardziej złowieszczym i niezrozumiałym, jej usta się poruszyły.

O D N A J D Ź    M N I E

Odnajdź mnie.

Nie miał nic w rodzaju strun głosowych, więc nie miał głosu, którym mógłby przemówić, a jedynie ruchy jego warg w milczeniu tworzyły każde słowo. Jego oczy były nieostre i nieludzkie, a zarówno tęczówki jak i białka były srebrnego koloru. A jednak miały ludzki kształt.

Shinowi wydawało się, że starcie jest niezwykle długie, ale trwało zaledwie kilka sekund. Następnie kobieca twarz nagle się rozpłynęła, a wszystkie Płynne Mikromaszyny rozproszyły się bezgłośnie zamieniając się w plamki światła, rozsiewające się jak nasiona kwiatu balsamu roznoszone na wietrze. Cząsteczki zatrzymały się na chwilę w locie i ponownie zmieniły kształt, przybierając postać stada srebrnych motyli, wystarczająco małych, aby zmieścić się w dłoni.

Machały cienkimi, kruchymi, przypominającymi papier skrzydłami, które były zbyt długie, aby należeć do zwykłych motyli. Srebrne skrzydła płynęły z wiatrem i wznosiły się, wirując po spirali skierowanej w górę, niczym ramię spiralne galaktyki, przez otwór głównego szybu, po czym odleciały.

„Co…?”

Uciekły.

Uświadomił sobie, że jego zdolność ponownie wychwyciła z daleka zawodzenie typu o wysokiej częstotliwości, mieszając się z wycofującymi się.

Porzucił swoją zniszczoną jednostkę i zdemontował centralny procesor, aby uciec…?

Myśl o tym sprawiła, że wszystko dziwnie wskoczyło na swoje miejsce. Gdyby posunąć się wystarczająco daleko, nie byłoby przesadą stwierdzenie, że rzeczywistą formą Legionu były Płynne Mikromaszyny obsługujące jego centralne procesory. Będąc płynnymi, mogły zmieniać swoje kształty w cokolwiek przypominając ludzkie sieci neuronowe, które radykalnie różniły się od ich oryginalnych procesorów centralnych. Jego brat, który został przemieniony w Dinosaurię, przekształcił Płynne Mikromaszyny w niezliczone, rozciągające się ludzkie ręce.

System – program – jest zasadniczo zbiorem niezliczonych modułów, więc ich oddzielenie i ponowne złożenie nie powinno być niemożliwe. Jednak wyjęcie ludzkiego mózgu, rozebranie go na części i przywrócenie go tak, gdzie był, nie było pomysłem jaki ludzki umysł mógłby kiedykolwiek wymyślić.

To nie jest ludzki umysł, hmmm…?

Sztuczna inteligencja przeznaczona do walki prawdopodobnie nie postrzegała tego jako szaleństwa. Shin pomyślał, że w końcu choć trochę rozumie niepokój Leny. Legion stale się uczył i doskonalił, aby zwiększać swoje zdolności bojowe i skuteczność. Pasterze posiadali ludzką inteligencję, ale czasami wykazywali nielogiczne zachowania z powodu wspomnień o byciu ludźmi, tacy jak Rei i Kiriya.

Ale masowo produkowanym Pasterzom, którym usunięto pamięć brakowało tej tendencji. A typ o wysokiej mobilności, który miał inteligencję opartą na ludzkim mózgu – ale nie jakąś konkretną – od początku nie miał żadnej pamięci. Jeśli końcowym rezultatem wycięcia tych wspomnień…. byłby całkowicie nieludzki, wydajny, wyspecjalizowanym w walce typem o wysokiej mobilności… I jeśli Shin miałby w dalszym ciągu zapominać o życzeniach, które mu powierzono i stał się taką samą machiną wojenną jak Legion…

Jak powiedziała kiedyś Frederica, człowieka tworzą trzy rzeczy: ojczyzna, w której się urodził, krew płynąca w jego żyłach i więzi, które tworzy. Shin ani razu nie pomyślał o przyswojeniu tego, co powiedziała. Nigdy nie chciał odzyskać tego, co utracił w ogniu wojny. Ale być może ci, którzy do niego wrócili… ci, którzy się z nim skontaktowali…. Może troska o te powiązania byłaby w właściwą rzeczą.

Tak właśnie myślał Shin.

Kiedy pomyślał, żeby powiedzieć Lenie, że bitwa się skończyła, zdał sobie sprawę, że jego urządzenie odpadło i w pewnym momencie wypadło. Wracając do Grabarza przeszukał kokpit, przeszukując wnętrze aż znalazł i ponownie połączył urządzenie z rezonansem.

„-Shin! Wszystko w porządku?!”

„Jakoś.”

„Dzięki Bogu…!”

Lena odetchnęła z ulgą. Frederica mówiła coś w tle, ale jej wysoki głos w tym momencie trzeszczał mu w uszach. Shin przemówił, wykrzywiając twarz od ciągłej katafoniki docierającej do jego uszu.

„Lena, mam do Ciebie prośbę.”

„Co jest?”

Najwyraźniej po tonie jego głosu mogła poznać, jak źle się czuł. Słysząc jak jej głos pełen napięcia sprawił, że Shin poczuł się jeszcze bardziej żałośnie.

„Czy mogłabyś przysłać kogoś, żeby mnie odebrał…? Nie jestem ranny, ale nie mogę się poruszać.”

Legion prawdopodobnie już się wycofał, sądząc po tym, że zawodzenie Pasterzy oddalało się. Powinno to sprawić, że Shin poczułby się trochę lepiej, ale fakt, że całe napięcie opuściło jego ciało sprawiło, że poczuł się jeszcze gorzej. Biały szum atakował jego zmysły i im silniejsze było to uczucie tym trudniej było mu się utrzymać na nogach.

Kiedy oparł się o zbroję Grabarza poczuł, że Lena uśmiecha się z ulgą.

„Tak. Jeśli to wszystko, to zaraz kogoś przyślę-”

Zanim zdążyła dokończyć, usłyszał znajome paplanie i odgłos zbliżających się kroków. Pochodziły z dwóch różnych punktów. Z prostokąta, który służył jako wyjście na to samo piętro oraz z otworu znajdującego się wyżej w szybie wyłoniły się dwa Juggenrauty pokryte kurzem. Ich daszki otworzyły się mniej więcej równocześnie i wyjrzały z nich dwie znajome twarze.

„Hej. Minęło trochę czasu, odkąd widziałem Cię w tak fatalnym stanie,” Powiedział Raiden stojąc a szczycie szybu. Jego oddział był również w dość złym stanie, stracił oba karabiny maszynowe.

„Słyszałam, że potrzebujesz kogoś kto Cię podwiezie, Mały Żniwiarzu? Na barana na czyich plecach chcesz się przewieźć – Wilkołaka czy księżniczkę Cyklopów?”

Shiden uśmiechnęła się ukazując zęby, błyskając kłami i opierając brodę o krawędź zbroi.

Gdzieś w zamglonych zakamarkach umysłu Shina pomyślał, że obie opcje brzmią dość kiepsko.

Prev
Następny
Novel Info

Komentarze do rozdziału "Rozdział 4:"

DYSKUSJA O MANDZE

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

Wszystkie serie na tej stronie nie należą do nas. Mogą występować różne błędy językowe lub edytorskie. Zachęcamy do kupna oficjalnej wersji, jeśli pojawi się w naszym języku.

Zaloguj się

Zgubiłeś hasło?

← Powrót doSkanlacje

Zarejestruj się

Zarejestruj się na tej stronie.

Zaloguj się | Zgubiłeś hasło?

← Powrót doSkanlacje

Zgubiłeś hasło?

Wprowadź swoją nazwę użytkownika lub adres e-mail. Otrzymasz link do utworzenia nowego hasła za pośrednictwem wiadomości e-mail.

← Powrót doSkanlacje