86: Eighty-Six - Tom 4 - Rozdział 2:
ROZDZIAŁ 2
IDENTYFIKACJA: PRZYJACIEL CZY WRÓG?
Schronisko dla uchodźców było zbiorowiskiem gotowych, krótkoterminowych mieszkań. Były zniszczone a ich kolory wyblakłe od słońca. Zostały one tanio sprzedane Republice jako podarek dawnych koszar Federacji. Proste, prymitywne konstrukcje, które miały zapewniać schronienie na polu bitwy.
Uchodźców traktowano jak bydło, wpychano do tych struktur na skraju pola bitwy i nie dano im żadnego wyboru w zakresie otrzymywanej żywności, odzieży i zapasów. W zamian za to minimalne wsparcie oferowane przez Federację, zostali zmuszeni do pracochłonnych prac renowacyjnych i obowiązkowego szkolenia bojowego.
Republika San Magnolia miała co prawda rząd tymczasowy, ale tak naprawdę znajdowała się pod władzą Federacji. Te Imperialistyczne psy, które przestały być Imperium tylko z nazwy stąpały po Republice, która ceniła pokój i równość, pod fałszywym pretekstem ochrony.
Widok młodych chłopców i dziewcząt w wieku nastoletnim, błąkających się po okolicy z apatycznym wyrazem twarzy, był jak nóż w serce. W tym wieku powinni być pod opieką i ochroną rodziców i społeczeństwa, uczęszczać do szkoły, zajmować się modą i hobby, spędzać czas z przyjaciółmi. Ale zamiast tego….
Pośród ruin tego, co niegdyś było wspaniałym pałacem służącym jako kwatera główna wojska, znajdowały się nowo wybudowane koszary mające pomieścić nową jednostkę wysłaną tu wiosną. Osiemdziesiąty Szósty Pakiet Uderzeniowy, jednostkę złożona z tych obrzydliwych Eighty-Sixterów. Po raz kolejny te plamy próbują splugawić ten piękny kraj swoimi brudnymi kolorami, jakby to miejsce było ich własnością.
Ale się mylą. Bo to jest nasz dumny kraj Alb.
„Pułkownik Vladilena Milize i kapitan Shinei Nouzen. W ramach naszych operacji mających na celu odzyskanie północnych sektorów administracyjnych Republiki, przydzielam was do ściśle tajnej misji.”
Znajdowali się w zintegrowanej bazie dowództwa, w gabinecie szefa sztabu, w którym z jakiegoś powodu światła były zgaszone. Siedział plecami do nasłonecznionego okna, a poświata zasłaniała jego twarz, szef sztabu Willem pochylił się do przodu, opierając łokcie na biurku i zakrywając dłońmi usta podczas mówienia.
Pytanie, które spojrzeniem Lena zadała Shinowi, było aż nazbyt oczywiste. To dość dziwne.
To trochę dziwne. Czy ten sposób wydaje się rozkazy w armii Federacji?
Ale Shin pozostał jak zawsze bez wyrazu, co oznaczało, że prawdopodobnie nic o tym nie myślał, jak to zwykle bywało. A może po postu był zbyt zdumiony, aby się odezwać. Ale właśnie wtedy, gdy te myśli przeszły jej przez głowę, Willem wyprostował swoje plecy w geście znudzenia i rozczarowania.
„Co, nie jesteś podekscytowany? Myślałem, że dzieciaki w twoim wieku będą wniebowzięte na myśl o ściśle tajnej misji.”
„Jakie są szczegóły misji?”
Szef sztabu zadrwił ze sposobu, w jaki Shin zignorował jego żart i udzielił własnej, śmiertelnie poważnej odpowiedzi.
„Naprawdę jesteś dołujący, kapitanie Nouzen. Dam Ci nagrania do tych kreskówek, które były popularne, kiedy byłeś młody, więc spróbuj się cieszyć dziecięcą rozrywką nawet w tak późnym etapie gry… a zatem…”
Doradca wszedł do pokoju i włączył światła po czym włączył holoekran i ułożył stos multimediów wypełnionych kreskówkami i filmami na biurku szefa sztabu.
„…wróćmy na właściwe tory. Mam dla was misję, drodzy oficerowie. W ramach naszej operacji mającej na celu odbicie północnych sektorów Republiki, Pakiet Uderzeniowy Eighty-Sixterów zostanie wysłany w celu przejęcia północnych sektorów Republiki, drugorzędnej stolicy podziemnego terminalu stacji centralnej Charite.”
Lena zesztywniała. W końcu nadszedł czas.
„Zacznijmy od wyjaśnienia naszej obecnej sytuacji. Na północ od pierwszego sektora, stolicy Republiki Liberte et Egalite stacjonują duże siły Legionu. Od grudnia ubiegłego roku siły okupacyjne były uznawane za niewystarczające do odzyskania sektora i zostaliśmy zmuszeni do rezygnacji z posuwania się dalej, chociaż jestem pewien, że nie ma potrzeby wyjaśniania tego kapitanowi Nouzenowi, który może śledzić ruchy wroga.”
Szef sztabu uśmiechnął się blado do Leny, która spojrzała na niego.
„Wojsko Federacji jest świadome zdolności kapitana do śledzenia wroga i wykorzystuje ją, aby być na bieżąco z jego działaniami na dużym obszarze. W przeciwieństwie do waszego kraju, który trzymał się jakiegoś wspólnego złudzenia zdrowego rozsądku, Federacja nie ma luksusu rzucenia na pole bitwy tak cennego urządzenia ostrzegawczego jak on.”
„Wątpię, czy wszystko skończyłoby się dla mnie dobrze, gdyby Republika uznała mnie za urządzenie ostrzegawcze.”
W Republice Eighty-Sixterów uważano za rasę podludzi bez żadnych praw. Gdyby uznali go za obiecujący obiekt badawczy, prawdopodobnie zostałby poddany sekcji i zakonserwowany w płynie… W przeszłości, kiedy Rezonans Sensoryczny był jeszcze w fazie rozwoju, z obozów internowania zabrano niezliczone dzieci i uśmiercono je podczas eksperymentów na ludziach.
Lena przypomniała sobie przyjaciółkę, którą od lat w tajemnicy dręczyła myśl, że porzuciła swojego przyjaciela z dzieciństwa na pastwę losu. Major Henrietta Penrose, kierownik badań nad technologią Rezonansu Sensorycznego. Zapomniana przyjaciółka z dzieciństwa Shina.
„Tak, w rzeczy samej… Podziemny terminal metra Charite, który macie zlikwidować, jest bazą produkcyjną na dużą skalę dla tego oddziału Legionu. Zgodnie z naszym rozpoznaniem zakłada się, że na czwartym poziomie podziemi mieszczą się maszyny typu Automatycznej Reprodukcji – Weisel, a na piątym poziomie znajduje się jednostka sterująca typu Admiral.”
Wraz z machnięciem ręki szefa sztabu, pojawił się przed nimi holoekran prezentujący trójwymiarowy, holograficzny model podziemnego terminalu. Miał on czternaście tras, dwadzieścia pięć platform i linii, a także dołączony do niego wielkoskalowy obiekt handlowy, który rozciągał się na siedem podziemnych poziomów. Miał niezwykle rozbudowaną, zawiłą strukturę, a niektóre zakłady sięgały aż do sąsiednich stacji.
Nawet patrząc na jego trójwymiarowy model z góry, łatwo można było się zgubić, dzięki czemu zyskał on niesławną nazwę Podziemnego Labiryntu Charite.
Shin zmrużył oczy gdy tylko przyjrzał się modelowi. Lena zrozumiała dlaczego chwilę później.
Było wąsko.
Najmniejsze tunele miały zaledwie cztery metry długości i szerokości. Jednostka stanowiąca główną większość armii Federacji – Vanagandr, była całkowicie niezdolna do poruszania się po nich, a jeden zły ruch mógł spowodować utknięcie nawet Reginleifa. Topografia nie pozwalała Legionowi na rozmieszczenie swoich głównych sił. Lowe i Dinosauri, ale ponieważ znajdowały się po stronie broniącej się, mogły zakopać się pod podłogą i przygotować na uderzenie. To pole bitwy, na którym mogli ukryć słabe punkty swojego pancerza lub sprawić, by trudniej było wycelować w ich głowy, mogło być to najgorsze możliwe miejsce dla Reginleifa i jego małej siły ognia.
„Celem jest wyeliminowanie tych dwóch typów Legionów. Ponadto prosimy, abyście zrobili to przy jak najmniejszych uszkodzeniach jednostek. Mamy bardzo mało danych obserwacyjnych na temat tych dwóch typów. Chcemy je zbadać, jeśli to będzie możliwe… Ale nie traktujcie tego jako priorytetu. Jeśli spowodowałoby to dodatkowe straty, możesz zrezygnować z tego drugorzędnego celu.”
Niewiele było zapisów obserwacji Admirala i Weisela czających się w głębi terytoriów Legionu. Nawet Republika napotkała je zaledwie kilka razy na początku wojny. Na szczęście w tamtych czasach na polach bitwy byli wciąż aktywni żołnierze sił lądowych, więc mogli przekazać dość szczegółowe raporty na temat tego co widzieli.
Mając na uwadze tę myśl, Lena podniosła rękę.
„Czy mogę zadać pytanie, proszę pana?
Szef sztabu uśmiechnął się dżentelmeńsko.
„Oczywiście, Pułkowniku Milize… Miło jest usłyszeć szacunek dla swoich przełożonych, w przeciwieństwie do pewnego ponurego kapitana, którego nie wymienię z nazwiska.”
Lena spojrzała na Shina z ukosa a on udawał, że tego nie zauważył.
„Admiral jest rodzajem Legionu, który magazynuje energię, przekształcając energię słoneczną w energię elektryczną. W taki sposób generuje energię pod ziemią, bez dostępu do światła słonecznego?”
Według doniesień, Admiral był masywnym Legionem przypominającym motyle ze skrzydłami wyposażonymi w panele słoneczne, któremu towarzyszyły stada Edelfatlerów wielkości palmtopa: typu rozszerzonego Generatora. Nie mógł rozwinąć swoich masywnych skrzydeł pod ziemią i na początku nie pozyskiwał światła słonecznego potrzebnego do wytwarzania energii.
„Aby był dokładnym, zazwyczaj polegają na wytwarzaniu energii słonecznej. Według raportu, który otrzymaliśmy ze Zjednoczonego Królestwa, wśród Legionu, z którym walczą jest Admiral, który wykorzystuje energię geotermalną do wytwarzania energii elektrycznej. Umiejętność dostosowywania się do sytuacji to dobrze znana cecha Legionu, charakterystyczna dla ich wysokiej zdolności uczenia się… Co więcej, według naszych szacunków ten Admiral wykorzystuje syntezę jądrową do wytwarzania energii elektrycznej.”
„Fuzja jądrowa…? Ale to..”
„Jest to dopiero na etapie próbnym, nawet tutaj w Federacji, co oznacza, że jest to całkowicie możliwe dla Legionu. W końcu większość technologii, którym dumnie szczyci się nasze Imperium, została odziedziczona przez Legion… To kolejny powód, dla którego Morpho zmierzał w stronę Republiki podczas zeszłorocznej ofensywy na dużą skalę. Im więcej prądu dostarczano do działa szynowego tym większa była jego prędkość początkowa, moc i zasięg. Jeśli nie tylko obozował w obrębie murów a miał także dostęp do generatora syntezy jądrowej nieskończonego zasilania… przynajmniej nasza Federacja podobnie jak i sąsiednie kraje zostalibyśmy starci w popiół.”
„…”
Shin był następnym, który przemówił:
„Pułkowniku.”
„Tak, mój ponury kapitanie?”
„Dowódcą Osiemdziesiątego Szóstego Pakietu Uderzeniowego nie jest Pułkownik Milize ale Pułkownik Wenzel. Dlaczego nie ma tu Pułkownik Wenzel?”
Szef sztabu uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami.
„Czemu, czyż to nie oczywiste? Tego rodzaju operacja nie wymaga odprawy i zwykle przesyłaliśmy Ci tylko pliki z danymi. Poza wytycznymi dotyczących tej operacji chciałem po prostu coś jeszcze Ci pokazać.”
„”…””
Ok, temu facetowi nie można ufać, pomyślała Lena. Shin stojący obok niej prawdopodobnie miał tę samą myśl.
Szef sztabu wstał mówiąc, że ich eskortuje po to by rozprostować nogi po całym dniu pracy za biurkiem. Lena podążała za nim korytarzem zintegrowanej bazy, gdy nagle coś sobie uświadomiła i rozejrzała się wokół. Nie szli tą samą drogą, którą tutaj przyszli. Zwróciła wzrok na Shina, który ze zmrużonymi oczami również przyglądał się otoczeniu.
„Panie…”
Szef sztabu Willem nie poświęcił jej nawet spojrzenia, gdy zmierzał do drzwi na końcu korytarza. Zamek identyfikacyjny w drzwiach dezaktywował się, więc pchnął je. Następnie ponownie spojrzał na tę dwójkę, która stała nieruchomo i skinął na nich, aby weszli do środka.
Był to pokój z tak wysokim sufitem, że wyglądało to tak, jakby usunięto górne piętro, aby stworzyć ten efekt, a oni znajdowali się na drugim poziomie. Poniżej poręczy znajdowało się biuro wypełnione żołnierzami noszącymi opaski zespołu analizy informacji, zajmowali się swoją pracą. Kilku z nich patrzyło w holoekran wyświetlany przed nimi – prawdopodobnie był to obiekt analiz.
Holoekran ukazywał salę konferencyjną utworzoną z opresyjnym schematem projektowania Imperium. Głos Ernsta był słyszalny, ale jego głowa była poza zakresem zasięgu aparatu.
„-Kolejna skarga dotycząca traktowania Eighty-Sixterów, Przedstawicielu Primevere?”
Jego ton brzmiał wyjątkowo chłodno i sztywno. Na ekranie kobieta imieniem Primevere uśmiechnęła się z wdziękiem. Miała srebrne włosy i oczy Alby, nosiła emblemat pięciokolorowej flagi, która wyznaczała ją jako kogoś, kto był z rządu Republiki.
„Tak.. Jak już wspominaliśmy kilka razy, Eighty-Sixterzy twojego kraju, wszyscy są narzędziami należącymi do Republiki San Magnolia. Prosimy abyś natychmiast je zwrócił.”
„Co…?!”
Lena przypadkiem krzykneła a szef sztabu podniósł rękę aby ją uciszyć. Patrząc na niego widziała jego słaby uśmiech spod jego czapki. Lena w końcu zobaczyła prawdę za jego okrutnym uśmiechem. Jego prawdziwym powodem, dla którego wezwał ich dzisiaj…
…było to, że chciał im to pokazać…
Kobieta na nagraniu – ta o imieniu Primevere – kontynuowała swoje jednostronne żądania:
Eighty-Sixterzy to pomniejszy gatunek – zwierzęta gospodarskie w ludzkiej postaci. Federacja nie ma prawa ich przejąć. Zacznijmy od tego, że Federacja nie ma podstaw do pozostawienia swoich sił zbrojnych na terytoriach Republiki. Mają więc zwrócić Eighty-Sixterów, nakazać wycofanie się ich wojska i zwrócić suwerenność Republiki w prawowite ręce Alb.
Wyglądało na to, że Ernst z niej drwił.
„Planowaliśmy powierzyć obronę waszemu wojsku, gdy tylko skończymy odbijać północne sektory. Ale czy naprawdę planujecie powstrzymać Legion metodami, które, poza tym, że są okropne, to zawiodły już was sześć miesięcy temu?”
„Oczywiście. My Alba ustanowiliśmy najwspanialszą formę rządu w historii ludzkości: system, w którym rasa wyższa stoi ponad wszystkimi innymi rasami na kontynencie. Nigdy nie przegralibyśmy z Legionem, ponieważ jest on wytworem niższej rasy.”
Jej oczy wskazywały na to, że mówiła całkowicie poważnie.
Nawet Federacja, posiadająca największe terytorium i siłę militarną na kontynencie musiała zmienić swoją strategię, aby przeciwstawić się Legionowi, ale ona już praktycznie ogłosiła zwycięstwo. Była tak pewna wyższości Alby nad innymi rasami w każdej dziedzinie.
Ta osoba – ta…fanatyczka – naprawdę to powiedziała.
„Nasz odwrót sześć miesięcy temu można przypisać niekompetencji Eighty-Sixterów. Daliśmy im doskonałą broń, lepszą niż o jakim bydło mogłoby kiedykolwiek pomarzyć, a mimo to nie udało im się zwyciężyć w ciągu dziesięciu lat. Z naszych inspekcji wynika, że upadek Gran Mur podczas tego żałosnego ataku Legionu, był spowodowany kilkoma wadami konstrukcyjnymi w projekcie. To był sabotaż ze strony Eighty-Sixterów, którzy go wybudowali. Tych słabo myślących, leniwych degeneratów… Tym razem, rozkażemy im walczyć pod naszym wyższym, skutecznym dowództwem.”
Połączenie zakończyło się. Lena patrzyła na zacieniony ekran gryząc wargę.
Znowu
Ludzie, którzy myślą, że w ten sposób znów poprowadzą Republikę…
„Więc znów chcą mieć Eighty-Sixterów do obrony Republiki po odejściu armii Federacji. To naprawdę niepoprawne. Wydaje się, że niewiele rozumieją z sytuacji wojennej i to jak jest wypaczona.”
Szyderczy i zjadliwy śmiech szefa sztabu wydawał jej się strasznie odległy. Nie mogła nawet spojrzeć w oczy Shinowi, który stał tuż obok niej… Nie, nie chciała na niego patrzeć. Prawdopodobnie patrzył na Lenę tym samym zimnym opanowanym spojrzeniem, którym obdarzał tamtą Albę.
Shin powiedział wyraźnie.
„…Więc jeśli nie będziemy przydatni, zamierzasz spędzić ich żądania?”
„Kiedy skończy się drobne współczucie cywili i jeśli okaże się, że nie jesteście już dla nas przydatni, jest to możliwe.”
Szef sztabu nie cofnął się przed zimnym spojrzeniem Shina.
„Nie ma powodu, aby w tym momencie tak się irytować, Eighty-Sixterze. Czyż nie jesteście żywym dowodem na to, że do tego sprowadzają się wszyscy ludzie?”
Shin westchnął cicho.
„…Tak.”
„W każdym razie ta kobieta szybko zdobywa poparcie wśród obywateli starej Republiki i umacnia swoją pozycję w rządzie. Jest przywódczynią Świętego Zakonu Mangolistów Czystej Krwi, Czystej Bieli, Patriotyczni Rycerze i ich żądania są, cóż tak jak słyszałeś.”
„….Czy to jakiś kryptonim w armii Federacji?”
„Po prostu nazwałem ich tak, jak oni sami siebie nazywają.”
„…..”
Shin wydał ciężkie, zniesmaczone westchnięcie.
„A jaki związek Ci… rycerze mają z naszą misją?”
Skrócił ich nazwę.
„Możesz to potraktować jako ostrzeżenie i nic więcej… Miejmy nadzieję, że to tylko niepotrzebny strach z mojej strony, dobrze?”
Ale wymagania Patriotycznych Rycerzy pchnęły w serce Leny cierń. Dzięki plikom personelu, akta 139 nowo wyznaczonych procesorów wisiały przed nią. Lena siedziała zamyślona. Eighty-Sixterzy urodzili się i wychowali w Republice, ale była to dla nich najdalsza rzecz od domu. A jednak pewnego dnia mogą zatęsknić za powrotem do miejsca urodzenia. Ale jeśli tak miała wyglądać Republika, kiedy nadejdzie ten czas… prawdopodobnie nigdy nie wrócą.
Jak Republika może…? Moja ojczyzna, choć już nie mogę się nią pochwalić…
TP czarny kot wydał z siebie miauknięcie.
„Pułkowniku… Pułkowniku Milize.”
„Eeech!”
Podniosła wzrok i zobaczyła Grethe.
„Przepraszam. O co chodzi, pułkowniku Wenzel?”
„Co’ pytasz. Major Penrose i podporucznik Jeager przybywają dzisiaj i jest to także dzień rozpoczęcia służby pierwszej grupy Procesorów na nowym stanowisku. Major i podporucznik powinni przybyć lada moment.”
Z niepokojem, sprawdzając holograficzny kalendarz i zegarek na biurku szybko wstała.
„Ja – Ja muszę ich powitać.”
Lena miała zamiar sama się z nimi przywitać, ale była tak zawalona papierami, że zapomniała. Grethe uśmiechnęła się powstrzymując ją ręką.
„Wysłaliśmy już kogoś, żeby ich powitał. Oprowadzi ich po pokojach więc będziesz miała czas, żeby się ubrać… Major Penrose w końcu też jest dziewczyną, nie możemy pozwolić na żadne występu zanim będzie miała szansę zmyć z siebie zmęczenie podróżą.
„Przepraszam… i dziękuję.”
„Nie ma potrzeby dziękować. To część mojej pracy.”
Gdy Lena miała już usiąść, nagle coś sobie uświadomiła i zesztywniała w połowie drogi na swoje siedzenie.
„Kogo wysłałaś, żeby ją przywitał…?”
Grethe z ciekawością przechyliła głowę.
„Kapitana Nouzena, skoro akurat był wolny… Czemu pytasz?”
„Shina…?!”
Shin patrzył z powątpiewaniem na oficera technicznego Republiki, gdy stała nieruchomo na pasie startowym a jego imię wymsknęło się z jej ust w udręczonym krzyku. Berhthold, który trzymał jej bagaż, również był zdziwiony. Oficer techniczny – Major Penrose – zbladła w szoku i zmieszaniu, bledsza niż kiedykolwiek wcześniej. Stopniowo otrząsając się z zaskoczenia, drżącymi nadal ustami powiedziała, „…Kapitanie Nouzen, chciałabym coś potwierdzić.”
Jej głos brzmiał, jakby został zmiażdżony przez bryłę emocji.
„Czy to pułkownik Milize wysłała Cię na powitanie mnie….?”
„Nie, Majorze Penrose, to było polecenie pułkownik Wenzel, dowódcy jednostki.”
Odpowiedział na jej pytanie cały czas zastanawiają się jaki był jego sens. Różnica w randze pomiędzy majorem a kapitanem była absolutna i choć Shin sam nie przejmował się zasadami ale w ten czy inny sposób przestrzegał ich, aby Lena nie musiała tracić twarzy z powodu jego działań. Wydawało mu się, że zdał sobie sprawę jaki był powód jej postawy. Obywatele Republiki postrzegali Eighty-Sixterów jako świnie w ludzkiej postaci.
„Jeśli powitanie przez Eighty-Sixera uznasz za nieprzyjemne to przepraszam… ponieważ zostałaś przydzielona do laboratorium wątpię abyśmy musieli się widywać częściej.”
„Gdyby mi to przeszkadzało, w ogóle nie zgłosiłabym się tutaj na ochotnika.”
Major Penrose wypluła odpowiedź jakby została dźgnięta nożem.
„…Poza tym, jestem ekspertem technicznym w dziedzinie Rezonansu Sensorycznego. I tak będę musiała ściśle współpracować z wami Procesorami…”
„Anette!”
Spanikowany głos odbił się echem po pasie startowym. Odwracając wzrok zauważyli Lenę biegnącą w ich stronę. Prawdopodobnie całą drogę przebiegła sprintem, bo kiedy do nich dobiegła położyła ręce na kolanach i ciężko dyszała. Ponieważ nie miała na sobie czapki ani odznak to prawdopodobnie przybyła tutaj bez chwili zwłoki.
„Kapitanie Nouzen, oprowadzę Major Penrose. Starszy sierżancie Bernholdt, proszę zająć się jej bagażem.”
„Tak, madam,”
„Chodźmy.”
Wątpliwe spojrzenie Shina podążało za Leną, kiedy odchodziła. To było tak, jakby próbowała zabrać ją z tego miejsca – od niego. Kiedy wychodzili, Berntholdt podał mu swoją regulaminową czapkę. Raiden, który właśnie przechodził obok, patrzył, jak odchodzą i zapytał, „…O co chodziło?”
„Nie mam pojęcia”
Shin też nie miał pojęcia w czym tkwił problem. Następnie z kolei to on zapytał Raidena, „Co się dzieje?”
„Przyszedłem tutaj, żeby poznać kilku nowicjuszy. Tego jednego dzieciaka, który został w tyle….”
Wskazał brodą na chłopaka Celenę, który bezczynnie rozglądał się dookoła, najwyraźniej przegapiwszy szansę na opuszczenie grupy na czas.
„…i tego gościa tam.”
Następnie Raiden skierował wzrok na tylny właz drugiego samolotu transportowego, który właśnie się otworzył. Drobny Eighty-Sixter który z niego wybiegł zatrzymał się, gdy zauważył Shina i Raidena. Jego szczęka prawie uderzyła w podłogę zanim wymamrotał:
„Hę? K-kapitan Nouzen?! Wice kapitan Shuga!”
Zachowywał się, jakby właśnie był świadkiem spaceru dwóch martwych mężczyzn, ale z jego punktu widzenia nie było to zbyt dalekie od prawdy. Ten chłopiec Rito, był podwładnym Shina i Raidena w jednostce, w której służyli zanim dwa lata temu dołączyli do eskadry Włóczni. Z tego co wiedział Shin i Raiden nie żyli. Shin również był zaskoczony, gdy zobaczył znajomego sprzed dwóch lat który przeżył, ale Rito odpowiedział w ten sposób:
„Wow, Kapitanie, nie mów mi, że naprawdę przemieniłeś się w prawdziwego Grabarza?! Czy naprawdę wszyscy już jesteśmy martwi!?”
Raiden wybuchł śmiechem na myśl o tym absurdalnym pomyśle podczas gdy Shin głęboko westchnął.
Po upadku Gran Mur byli obywatele Republiki którzy, choć nieliczni wstąpili w szeregi i zostali pilotami Juggernautów. Był też jeden, który zdecydował się zrezygnować z bezpośredniej ochrony swojej ojczyzny i zgłosił się na ochotnika do dołączenia do Pakietu Uderzeniowego. Pojedynczy żołnierz.
„Podporucznik Dustin Jaeger. Od dzisiaj będę pod twoim dowództwem. Miło mi Cię poznać.”
Kiedy Celena niezdarnie zasalutował, ubrany w swój granatowy strój Republiki, wśród pięcioosobowej grupy Shina zapanowała gęsta atmosfera. Powiedziano im o nim wcześniej, ale mimo to… obywatel Republiki. Nie mogli powstrzymać się przed pewnym oporem. Wyczuwając mroźną atmosferę panującą wśród jego towarzyszy Shin zapytał, „Pierwotnie nie byłeś żołnierzem – dlaczego ochotnik? Możesz pominąć formalności – wszyscy tutaj jesteśmy tacy sami.”
I na tym polega różnica między traktowaniem kogoś jak człowieka, a traktowaniem go jak drona.
„Twierdzę, proszę pana… Ech, przepraszam! Tak, byłem studentem zanim doszło do ofensywy na dużą skalę.”
Sfrustrowany Dustin przeredagował swoją odpowiedź, gdy zobaczył, że szkarłatne oczy Shina lekko się zwężają. Zgodnie z żądaniami przemawiał przed Eighty-Sixterami pomijając wszelkie formalności.
„…Widzisz, wielu moich kolegów z klasy było Eighty-Sixterami i zginęło w bitwie z Legionem. A ja jedyne co mogłem zrobić, to patrzeć. Pomyślałem więc, że oczywistym jest, że również noszę to piętno. Ale tak nie jest. Nie chcę, żeby moje dzieci i wnuki też musiały to znosić. Aby przerwać ten cykl, ja…Obywatele Republiki muszą walczyć.”
„Cokolwiek się stanie, gdy zginiesz w bitwie nic Cię już nie dotyczy. Czy nadal jesteś tego pewien?”
Dustin zacisnął usta.
„Nawet jeśli umrę, wpływ moich działań pozostanie. A to będzie miało wpływ na przyszłość. Więc to mnie martwi… jeśli przyjmiesz mnie, jestem zdeterminowany, aby to zrobić.”
„Osiemdziesiąty Szósty Pakiet Uderzeniowy, podporucznik Shiden Lida, kapitan jednostki Brisingamen, odpowiedzialny za obronę kwatery głównej. Miło mi w końcu pana poznać, Kapitanie Nouzen.”
Jednostka, która była znana jako Rycerze Królowej ostatecznie liczyła piętnastu członków, którzy przetrwali ofensywę na dużą skalę. Shin patrzył na nią, podporucznik Shiden Lidę, znaną również jako Cyklop, gdy niechlujnie stała plecami do pięciu Procesorów stojących na przedzie grupy. Lena musiała stłumić śmiech słysząc anty-klimatyczną reakcję Shina.
Głos Shiden był ochrypłym altem, przez co trudno było rozpoznać jej płeć. Jej zaniedbane rude włosy były przycięte krótko, miała jasnobrązową skórę i była wzrostu przeciętnego mężczyzny. Dla kontrastu, jej obfity biust, większy niż u większości kobiet które Lena znała, zaginał on krawat munduru Federacji pod ostrym kątem.
Jej oczy prawdopodobnie były inspiracją dla jej pseudonimu. Jej prawe oko było barwy ciemnego indygo, a lewe było białe jak śnieg, co sprawiało wrażenie, jakby miała tylko jedno oko. Zwęziły się gdy pokazała swoje ostre kły i uśmiechnęła się niczym dzikie zwierzę.
Tak, Shiden Lida była kobietą.
Lena nigdy o tym nie wspomniała i wydawało się, że Shin nie spodziewał się że będzie ona kobietą. Mówiono, że w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze przeżywalność jest większa w przypadku mężczyzn. Na polu ostrej walki różnica w wytrzymałości znacznie wpływała na przeżywalność. A ponieważ żołnierki zazwyczaj nie miały tak dużej wytrzymałości fizycznej jak żołnierze płci męskiej, ich średnia długość życia była krótsza.
W sali odpraw, gdy wszyscy Procesorzy zebrani byli w jednym miejscu Shiden przemówiła ze środka grupy.
„A tak przy okazji, czy odzyskałeś swoją zabawkę Łamaczu-Serc? Tę, którą upuściłeś na polu kwiatów sześć miesięcy temu?”
Shiden uśmiechnęła się ironicznie, gdy Shin zmrużył oczy. Naprawdę była wysoka jak na dziewczynę. Stała oko w oko z Shinem, który był wyższy od przeciętnego chłopca w jego wieku.
„Nie znam szczegółów, ale nie wyładowuj swojej złości na kobiecie, która mogła być dla Ciebie zupełnie obcą osobą głupku. To było bardziej niż żenujące.”
„Nie zaprzeczę… Ale jakim prawem mi to mówisz?”

Shiden parsnkeła i wyniośle uniosła brodę.
„Nie obchodzi mnie, czy jesteś Grabażem z frontu wschodniego. Nie masz prawa obrażać Naszej Królewskiej Mości, rozumiesz? Tak w ogóle, czy nie mieliście umrzeć dwa lata temu? Przynajmniej powinniście wiedzieć jak pozostać w grobie, do cholery.”
„…Potrafisz szczekać, nieprawdaż?”
Shin odpowiedział z rażącą prowokacją nie mówiąc o tym że dała się sprowokować. Z jej dziwnymi oczami, błyszczącymi co chwilę, jakby się śmiała Shiden rzuciła się wprzód swoją wysoką sylwetką.
„Żryj to!”
Gdy tylko krzyknęła skośny kopniak spadł na Shina niczym uderzenie młota, którego uniknął odchylając ciało pół kroku do tyłu. Następnie o włos uniknął kolejnego ataku i wykorzystując przerwę pomiędzy ciosami zamachnął się w jej stronę uderzeniem ręki. Pasma jej krótkich rudych włosów tańczyły w powietrzu jak plama krwi lub żar trzepoczący na wietrze.
Odbijając ten kolor, jej śnieżno-białe oko zwęziło się w dzikości bestii.
Lena była wstrząśnięta widokiem tej nagłej bójki, a jej oczy i bezsilnie wyciągnięte ręce błądziły tam i z powrotem.
„Ah, eee, p-proszę przestańcie…!”
„Ah, zostaw ich Lena. Pozwól im załatwić swoje sprawy”
Tak powiedział Theo, siadając tyłem na krześle z oparciem służącym mu za podbródek, a założone pod pod nim ręce podpierały jego głowę.
„Wiesz, jak lwy, wilki – do diabła, nawet bezpańskie psy – walczą o dominację w stadzie? Tak, to o to chodzi. Po prostu pozwólmy im załatwić sprawy po swojemu.”
„To nie są bezdomne psy-!”
Lena zauważyła, że otaczający ich Eighty-Sixterzy przysuwali krzesła bliżej, aby lepiej widzieć, otwarcie obstawiając zakłady, na to, kto ich zdaniem zwycięży. Kurena, Anju i Raiden beztrosko obserwowali rozwój przemocy.
„Co, zakłady są pięćdziesiąt na pięćdziesiąt…? Naprawdę? Shin to ma, dziewięć razy na dziesięć.”
„Tak, cóż… Może i jest Grabarzem frontu wschodniego, ale ta historia ma już dwa lata…”
„Myślę, że większość z nich nie zna go tak dobrze. W każdym razie powiedziałbym, że Lena miała rację, jeśli już.”
„J-Ja…?!”
„No popatrz na nich. Zaraz skończą.”
W końcu oboje nie są psami.
Jedna dziewczyna przyjęła rolę bukmachera (co było przerażające, zastępczyni kapitana eskadry Brisigamen) i krążyła w okolicy przyjmując zakłady. Raiden i pozostali postawili kilka małych zakładów na wygraną Shina.
„W Republice Eighty-Sixterzy tak naprawdę nie przywiązywali wagi do stopni wojskowych. Dlatego sami decydowaliśmy o stanowiskach kapitana i wice kapitana.”
Czyż tak było?
Lena nie mogła powstrzymać uczucia zniesmaczenia, że była tak oderwana od tego, co działo się za murami, nawet o tym nie wiedziała, mimo że była żołnierzem.
„Ale Nosiciele Imienia mają swoją dumę i nie rozpoczną bitwy z nikim słabszym od siebie.”
„Nasze życie zawsze było zagrożone. Do diabła, umrzemy, bo pozwolimy, aby rządził nami jakiś pozbawiony umiejętności kretyn.”
„Zwykle na Kapitana wybierana jest najsilniejsza osoba. Co innego, gdy masz jednostkę tylko z jednym Nosicielem Imienia, ale kiedy zbierze się ich wielu w jednym miejscu, sprawy zwykle rozstrzygają się w ten sposób, na drodze walki.”
Choć sformułowanie to mogło wydawać się nieodpowiednie, naprawdę przypominało to walkę zwierząt o dominację.
„W tamtym czasie imię Shina było już dobrze znane, więc wszyscy jednogłośnie zgodziliśmy się, aby Shin był kapitanem a Raiden wice kapitanem.”
„…I od tamtej pory zwala na mnie całą swoją brudną robotę.”
„No cóż, a czego się spodziewałeś? Reszta z nas ssie w pisaniu i czytaniu, a poza tym jesteś z Shinem najdłużej.”
Kapitan musiał wypełniać dokumenty w ramach swojej roli, a gdyby coś mu się stało to zastępca kapitana musiałby przejąć jego obowiązki. Zarówno Shin jak i Raiden zostali pobłogosławieni wychowującymi ich opiekunami i otrzymali lepsze wykształcenie niż większość dzieciaków na ich stanowiskach, więc rozsądnie było pozwolić im zająć się tymi obowiązkami.
„Ale tak, wcześniej toczyliśmy tego rodzaju walki o dominację w składzie. Była Kurena i Daiya i Kaie i ja… był też z nami facet Kujo, zanim Cię do nas przydzielono. Był największym i najgrubszym facetem w drużynie, ale widok najmniejszej tam dziewczyny, Kaije rozwalającej go na kawałki był szalony.”
Najwyraźniej wykorzystała rozmiar Kujo i użyła jego kolan jako oparcia aby, zadać mu kopniak w kark.
Kurena kpiła z Leny, która nadal obserwowała bójkę zdenerwowana, śledząc ją spanikowanym wzrokiem.
„Wszystko będzie dobrze. Shin nie rzuca się na wszystkie kobiety. Właściwie teraz bardzo się powstrzymuje.”
„Tak, Shin zaczyna kopać, gdy robi się poważny. Zwykle celuje też w szczękę.”
„Raz dostałeś w szczękę, prawda Raiden? Zawsze zastanawiałem się, jak do cholery porusza swoim ciałem, kiedy usłyszałem, że jest w stanie kopnąć w szczękę wyższą od siebie osobę podczas patowej sytuacji, ale Shinowi naprawdę to się udaje, prawda?”
„Myślę, że Daiya został znokautowany przez jeden z nich. Dlaczego on zawsze celuje w miejsca, które zazwyczaj kogoś zabijają…? Oh!”
„Whoa. Nie jest zła. Udało jej się zablokować Shina.”
Używając obrotowego kopniaka jako zwodu, nagle zmieniła pozycję nogi w połowie obrotu i przeszła do wysokiego wykopu. Nie mogąc na czas uniknąć ciosu w skroń, Shin przyjął cios górną częścią prawego ramienia, powodując małe rozdarcie rękawa munduru. Przeciął go kanciasty róg podeszwy jej buta wojskowego. To była jej zemsta za cięcie w ramię. Kilka kropel krwi wytrysnęło w powietrze spod rozdartego stalowoniebieskiego materiału.
Krwistoczerwone oczy Shina stały się zimniejsze, co zauważyła nawet Lena, która nie była jeszcze przyzwyczajona do widoku przemocy fizycznej.
„Uh-oh.”
„Wprawiła go w ten nastrój…”
W chwili, gdy Raiden i Theo prowadzili tę wymianę zdań Shin się poruszył. Gdy Shiden próbowała cofnąć nogę odepchnął ją prawą ręką. W tym samym czasie zrobił gwałtowny krok do przodu, aby zmniejszyć odległość między nimi, a gdy Shiden podskoczyła na jednej nodze tak jak zamierzała, próbując utrzymać równowagę, użył czubka swojej stopy, aby potknęła się o jego nogę i podniósł ją.
„Ach, co…!”
Shiden przez chwilę była całkowicie w powietrzu zanim Shin złapał ją za szyję i rzucił ją na plecy na w stronę podłogi.
„…?!”
Gdyby to była walka z prawdziwym wrogiem naprawdę wbiłby ją w ziemię. Ale w połowie Shin puścił ją, a Shiden kierując się zwierzęcymi instynktami zwinęła się w kłębek i zakryła głowę pozwalając grawitacji ściągnąć ją w dół. Następnie uderzyła o drewnianą podłogę.
Może i była dziewczyną, ale była wielkości chłopca i miała sylwetkę zahartowaną na polu bitwy. Ciężki trzask rozniósł się echem po całym pomieszczeniu, ale Shiden milczała.
Nikt z obecnych nie wydał nawet pisku.
Cisza.
Cisza.
Jeszcze więcej ciszy.
Nagle Shiden drgnęła. Odbiła się od podłogi i korzystając z siły rozpędu stanęła na nogi zmieniając swoją poprzednią pozycje i dźgała go palcem w geście skargi.
„…Dupku! To by mnie zabiło gdybym się na to nie przygotowała!”
„Zakładasz, że obchodzi mnie czy przeżyjesz czy umrzesz.”
„Dlaczego właśnie teraz ruszyłeś językiem?! Naprawdę próbowałeś mnie zabić, ty sukinsynu…?!”
„Tch…”
„Ohhh, wkurzasz mnie…! Widzisz, Wasza Wysokość? Ten facet jest typem, który bez namysłu potrafi podnieść rękę na kobietę!
„To ty naskoczyłaś na mnie jak wściekły pies. A teraz zamknij się i przestań udawać obolałego pokonanego.”
Shin odpowiedział Shiden, która dosłownie wskazywała na niego palcem, głosem o dziesięć procent zimniejszym niż zwykle. To naprawdę wyglądało jak kłótnia dziesięciolatków. Gdy przyglądała się tej podnoszącej na duchu (?) wymianie zdań, Lena w głębi serca żałowała, że nie mieszają jej w to. Raiden i Theo trzymali się za boki i ryczeli ze śmiechu.
Ale i tak porażka była porażką. Shiden odeszła, cały czas narzekając, zostawiając Shina otoczonego resztą grupy.
„A teraz…”
Jego szkarłatne pełne determinacji oczy przeczesywały salę odpraw, sprawiając, że nawet zaprawieni w bojach Eighty-Sixterzy odwrócili wzrok i wzdrygnęli się. Do tej pory Shiden była Procesorem, który służył jako podwładny Leny – ich przełożona i bezpośrednia podwładna Krwawej Reiny. Została uznana za najsilniejszego Procesora. A on bez trudu ją pokonał, jakby to była dziecinnie prosta sprawa.
„…jeśli ktoś inny ma problem z przejęciem przeze mnie dowodzenia, niech tutaj wykroczy.”
Ani jedna ręka nie podniosła się.
Nie.
„Kiedy jesteś w Rzymie, postępuj tak jak Rzymianie. Ja będę następny…!”
Rzeczywiście, był ktoś kto podniósł głos. Przechodząc przez tłum Dustin z entuzjazmem zdjął marynarkę munduru. Anju, która była obok niego, zatrzymała go.
„Posłuchaj, podporuczniku Jaeger.”
Odwrócił się w jej stronę i napotkał parę oczy nieco wyżej od swoich, patrzących na niego z góry, tak jak dorosły może patrzeć na dziecko wygadujące bzdury.
„Możesz mówić o wielkiej grze po tym jak mnie pokonasz.”
„Uh, nie, to znaczy nie mogę walczyć z dziewczyną…”
Anju uśmiechnęła się ironicznie.
„Chodź do mnie”
W sali odpraw ponownie wybuchł śmiech, gdy wszyscy starali się odzyskać to, co stracili w zakładach.
Shin wrócił do Kureny i Leny podczas gdy Raiden i Rheo machali mu.
„Dobra robota.”
„Taaa. A tak przy okazji” – powiedział, kierując wzrok w stroję rogu sali odpraw – „co robią Anju i Jaeger?”
„Um. Dyscyplina, jak sądzę?”
I właśnie wtedy, gdy Shin spojrzał w ich kierunku…
„-Tak!”
„Whoaaaaaaa!”
…Anju z łatwością przerzuciła Dustina przez ramię, a on niefortunnie złożył namiętny pocałunek na pobliskim stole.
„Anette, przepraszam. Nigdy nie chciałam, żebyście się spotkali w ten sposób.”
„Jest w porządku.”
Było już po zmroku. W swoim pokoju w koszarach Anette delikatnie potrząsnęła głową w stronę Leny – która ją przepraszała – a następnie wyjrzała przez okno. Kawiarenka oficerska tętniła życiem, a ponad setka Procesorów spędzała tam swój wolny czas. Przy oknie siedział Shin, nieopodal całego tego chaosu i czytał. Patrząc na jego cień przewracający strony książki, Anette szepnęła:
„Na początku nie mogłam rozpoznać, że to Shin. Jest taki…”
Umilkła, ale Lena jakimś cudem wiedziała co chciała powiedzieć.
…Taki inny.
Kwiecień 2150.
Siły ekspedycyjne Federacji w końcu zakończyły trzymiesięczne przygotowania i były gotowe do rozpoczęcia ofensywy. Rozpoczęła się operacja odbicia północnych regionów Republiki, w wyniku czego Pakiet Uderzeniowy objęty został jurysdykcją sił ekspedycyjnych, sił humanitarnych i zostali wysłani do kwatery głównej garnizonu w stolicy Liberte et Egalite.
Ale kiedy 168 Eighty-Sixterów, którzy stanowili większość siedmiu eskadr Pakietu Uderzeniowego dotarła do bazy, przywitano ich słowami…
WRACAJCIE DO OSIEMDZIESIĄTEGO SZÓSTEGO SEKTORA, EIGHTY-SIXTERZY!
ODDAJCIE TEN CZYSTY BIAŁY KRAJ W LUDZKIE RĘCE!
…takie niezliczone sztandary wisiały i powiewały na wysokich, spalonych budynkach otaczających dawną kwaterę główną sił lądowych Republiki, a obecnie służącej jako baza garnizonu.
Wczoraj posłowie na patrolu usunęli banery, ale patrząc przez okno sali odpraw, Lena mogła zobaczyć, że znów trzepoczą w tym samym miejscu.
Znowu to, pomyślała Lena, marszcząc brwi. Dzisiaj znowu to samo. Odejdź Eighty-Sixterze, Oddajcie nam nasz czysty biały kraj i tak dalej. Pomocnicze siły ekspedycyjne miały pełne ręce roboty w utrzymaniu linii frontu i odbiciu północnych sektorów, więc nie mogły przeznaczyć żadnych zasobów na utrzymanie porządku publicznego. A ponieważ nie przeprowadzano w tej sprawie żadnego śledztwa, niektórzy cywile kontynuowali swoje nieustanne akty bigoterii wobec Eighty-Sixterów.
Począwszy od dnia, w którym wywiesili transparenty, zaczęli śpiewać obraźliwe piosenki z bezpiecznych kryjówek. W nocy rozdawali rozpalające ulotki. Coraz więcej graffiti pełnych oszczerstw pokrywało otoczenie bazy, a fale radiowe wypełniały pirackie stacje radiowe.
Obrzydliwe, mówili. Wyjdź, mówili. To twoja wina, że do tego doszło. Bez końca powtarzali swoje słowa pełne złośliwości i złej woli, ani razu nie zdając sobie sprawy, że sami sprowadzili na siebie ten los.
Kiedy Shin przyszedł do biura, aby potwierdzić pewne dokumenty, zapytał ją: „O co chodzi z tym całym zamieszaniem wokół wybielacza i detergentu?”
„….Wybielacz i detergent?”
„Ciągle powtarzają: „Oddajcie nam naszą czystą biel”.
Lena wybuchnęła śmiechem. Rzeczywiście, wyrwane z kontekstu brzmiało jak coś z reklamy detergentu do prania. Jednak po chwili opuściła ramiona.
„…Przepraszam.”
„Nie bądź taka. Nie masz za co przepraszać Lena.” powiedział Shin bez cienia niezadowolenia, z krzywym uśmiechem na twarzy. „Nie ma znaczenia co powiemy, ci ludzie i tak nie będą słuchać. Są jak psy, które szczekają i nie gryzą, tracisz tylko chwilę, gdy zwracasz na nie uwagę. Jedyne co mogą robić, to być głośne, ty możesz ich po prostu wyśmiać, tak jak to zrobiłaś teraz.”
Shin wzruszył ramionami, widząc jej spojrzenie.
„Więc nie przejmuj się tym, Lena… To nie twoja wina, więc nie rób już takiej miny.”
Lena uśmiechnęła się gorzko. Uświadomiła sobie, że się o nią martwi i to ją uszczęśliwiało, ale…
„Ale nie mogę przestać się tym niepokoić. Ja… ja też jestem Obywatelem Republiki.”
Nawet jeśli nie mogła być z tego dumna, nawet jeśli nie potrafiła już jej kochać, Republika nadal była ojczyzną, która urodziła i wychowała Lenę. A jako jedna z obywatelek Republiki, widząc jak jej rodacy zachowują się w nikczemny sposób poczuła się zawstydzona i żałosna. A pozostawienie rzeczy takimi jakimi były w oczach Eighty-Sixterów, było nie do przyjęcia.
„Pozostawienie takich rzeczy takimi jakie są, nawet jeśli wiadomo, że się mylą jest równoznaczne z wspieraniem ich. Niekorygowanie ich działań jest… haniebne dla współobywateli Republiki.
Shin zamilkł na chwilę. Wydało jej się, że dostrzegła w jego oczach błysk czegoś, co wyglądało na gniew lub oburzenie.
„….Jesteś inna niż oni i wszyscy o tym wiemy… Cokolwiek mówią lub robią, nie ma to na ciebie wpływu.”
„…Mimo to uważam, że to nie do zniesienia. Czy nie możemy coś zrobić, pułkowniku Wenzel?”
„Cóż, tak, z pewnością nie jest to przyjemny widok…”
Lena wyraziła swoje skargi podczas jednego z zaplanowanych spotkań, a Grethe zirytowana zmarszczyła brwi.
„Kwatera główna przekazała nasze skargi rządowi tymczasowemu i zwiększyliśmy obszar strefy zakazu wjazdu, a także częstotliwość patroli. Trudno byłoby osiągnąć coś więcej.”
„…Tak przypuszczałam, że tyle…”
„Rozumiem twoją irytację, ale żandarmeria może działać tylko w ramach przepisów wojskowych Federacji.”
Rolą żandarmerii było utrzymywanie porządku cywilnego na terenie bazy i jej otoczenia. A ponieważ sprawa ta celowo obniżała morale żołnierzy, parlamentarzyści aktywnie starali się temu zapobiec. A mimo to nie można było powstrzymać audycji radiowych przesyłanych na falach powietrza, śpiewów i ulotek unoszących się na wietrze.
Któregoś dnia, gdy eskadra wracała do bazy po ćwiczeniach, znalazła na drodze żołędzie. Żołnierzom Federacji nie przeszkadzało to, ale Lena, obywatelka Republiki rozumiała co się za tym kryje. Pierwotnie przemysł Republiki obejmował rolnictwo i hodowlę zwierząt. A żołędzie tradycyjnie były…. paszą dla świń.
Eighty-Sixterzy mogli urodzić się w Republice, ale nigdy nie poznali jej kultury i historii więc na szczęście zapomnieli o pogardliwym znaczeniu tego czynu… Ale kiedy siedzieli w transporcie, Shin westchnął lekko, a Raiden zaklął. Lena poczuła, jak niepokój ściska jej serce niczym imadło. Jeśli to nic innego, to ci dwaj wiedzieli. Po prostu milczeli, udając, że nie zauważają skierowanej w ich stronę złośliwości. Chciała znaleźć sposób, aby to powstrzymać….
„Nie możemy powiedzieć, że to nas nie obchodzi, ale… Eighty-Sixterom nie przeszkadza to, prawda?” zapytała Grethe.
„…Najwyraźniej….”
Lena niepewnie skinęła głową. Wydawało jej się to dziwne, a przynajmniej nieprzyjemne. To nie było tak, że wszyscy byli na to tak obojętni jak Shin. Tu i ówdzie pojawiło się kilka nielicznych reakcji, ale wszystkie mieściły się w zakresie żartów.
Na każdym z zębów wzniesiono sztandar, Eighty-Sixter przywiązał pluszową zabawkę w postaci białej świni do jednego z nieużywanych masztów flagowych i skazał ją na egzekucję poprzez powieszenie. Za każdym razem, gdy zaczynały się okropne śpiewy, to następnego dnia zmieniały się one w wulgarną parodię. Eighty-Sixterzy gryzmolili urocze karykatury białych świń na odwrocie ulotek, a kafeteria codziennie tętniła życiem od przesadnych imitacji obywateli Republiki.
Fakt, że nie poczuli się tym zranieni, był z pewnością pozytywnym akcentem, ale Lena czuła, że powinni się byli tym bardziej oburzyć i otwarcie się temu sprzeciwiać. Przecież Republika, która ich prześladowała i odbierała im prawa już nie istniała…
„Śmiech w obliczu przeciwności lodu to kolejna forma oporu…. Wątpię czy jest to coś, co mogłoby ich w tym momencie zmienić.”
„Ale błędów nie można naprawić. A obywatele Republiki niesprawiedliwie wyładowują na nich swoją frustrację, nie ma powodu aby musieli się na to godzić.”
Jej głos był teraz zabarwiony gniewem.
„Osiemdziesiąty Szósty sektor już nie istnieje. Nie będziemy nimi rządzić. Należy pozwolić im otwarcie przeciwstawiać się tej nienawiści…”
Grethe zmarszczyła brwi.
„…A jak dokładnie sugerujesz, żeby to zrobili?”
Lena zamrugała, słysząc to nagłe pytanie.
„Jak…? Co ma pani na myśli, pułkowniku Wenzel?”
„Takie są moje wrażenia, gdy ich poznałam… Znam kapitana Nouzena już od roku.”
Napotykając wzrok Leny, ta oficer, która była od niej dziesięć lat starsza, przemówiła zamyślonym tonem. Jej usta pomalowane były czerwoną szminką i w przeciwieństwie do Leny, jej mundur był pełen wstążek i medali za zdobyte osiągnięcia.
„Te dzieci, nie są silne. Po prostu zrozumiały, że muszą być silne, aby przetrwać i próbować stać się silnymi, zamiast tego odcięły wszystko to, co czyniło je słabymi.”
To nie tak, że byli ranni. Chodziło o to, że bolało to tak bardzo, że musiały odciąć to wszystko, co pozwalało im odczuwać ból…?
„To, o czym mówisz…. To był po prostu kolejny aspekt ich słabości. Doświadczanie tej rażącej nienawiści dzień po dniu po prostu wycięło to wszystko z ich serc i odrętwiało. Mówienie im, aby stanęli w obronie siebie w obliczu stawienia czoła bezsensownych przeciwnościom losu może wydawać się naturalną reakcją, ale… czy to nie to samo, co proszenie ich, aby ponownie odczuli ból?”
Chociaż nie używali ostrej amunicji, pozorowane bitwy, w których Juggernauty ważące ponad dziesięć ton, wykonywały manewry z dużą prędkością, próbowali strzelać do siebie nawzajem po bokach i tyłach, były ostre dla tych, którzy nie byli do tego przyzwyczajeni. Po odprawie Dustin ze zmęczeniem powlókł się pod prysznic, ale minął go Rito, który krzyknął, „zaklepane!”
Patrząc jak ich plecy znikają w oddali, Shin zmarszczył brwi. Ponieważ był kapitanem, decyzja o tym, których żołnierzy przypisać do której eskadry była w jego rękach, a wybierał głównie na podstawie ich ocen w specjalnej akademii oficerskiej i ich osiągnięć bojowych w Republice. Ostatecznie doprowadziło to do powstanie prawie tych samych oddziałów, jakie mieli w Republice, ale był jeden problematyczny żołnierz.
Anju opierała się o ścianę, czekając aż Shin wyjdzie.
„Nie jesteś pewien co zrobić z Jaegerem?” Zapytała, gdy go zobaczyła.
„….Tak.”
Pomimo tego, że był trzy lata młodszy od Dustina, Rito był Procesorem, który służył w eskadrze, do której należał Shin przed przydzieleniem do Włóczni. Dwa lata historii walk to dość krótko, ale to wciąż więcej niż u Dustina. Ta różnica była aż nazbyt widoczna w doświadczeniu w radzeniu sobie z Juggernautem. Ich współczynnik zwycięstw do porażek na treningach i sposób w jaki był po tym wyczerpany, mówiły o tym aż nazbyt wyraźnie.
„Jednak jego duch jest godny podziwu i nie wygląda na to, że chce umrzeć. Brakuje mu po prostu determinacji i faktycznych umiejętności.”
„Myślałem o przeniesieniu go do rezerwy… Ale nie mamy takiego luksusu przy następnej operacji.”
„…Czy mógłbyś pozwolić mojemu plutonowi go mieć?”
Spojrzał ponownie na Anju, która odpowiedziała słabym, gorzkim uśmiechem.
„To znaczy, myśleliście o zabraniu go i tak czy siak, prawda? Nie ma mowy o umieszczeniu go w plutonie twoim czy Theo, ponieważ wy dwaj jesteście awangardą. Raiden często z wami współpracuje więc przez cały czas jest na pierwszej linii frontu. Ale nie możesz też przyłączyć łatwego do wykrycia nowicjusza do Kureny, która skupia się na szpiegostwie i strzelaniu…. Przydziel go do mojego plutonu, który odpowiada za tłumienie ognia, to będzie bezpieczniejsze dla nas obojga”
Miał pewne obawy, ale Anju miała rację… Najlepszym rozwiązanie było zawarcie takiej umowy.
„Dzięki… Ale jeśli czujesz, że to jest dla ciebie trudne-”
„Będzie dobrze. To samo dotyczy wszystkich innych. Takie właśnie są białe świnie…prawda?”
Nie było na świecie Eighty-Sixtera, który nie wiedziałby, jak to jest, gdy Republika ma nad nimi kontrolę.
„Tak.”
„To samo tyczy się pani pułkownik.”
Shin zamrugał, jakby nie spodziewał się wzmianki o Lenie, a Anju po prostu uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
„Jeśli pułkownik też tak myśli… ona wkrótce odwróci się do Republiki, więc nie masz się czym martwić, dobrze?”
Spojrzał w lazurowe oczy dziewczyny, która nieustannie się o niego martwiła, wręcz w irytującym stopniu.
„….Dobra.”
Wszystkie dane Para-RAID zgromadzone podczas sesji szkoleniowych oraz wyniki okresowych inspekcji Procesorów zostały zebrane przez Anette, która obecnie wyświetlała informacje na holoekranach i je potwierdzała. Na razie nie zaobserwowano żadnych niezwykłych zachowań, ani nieprawidłowości w ich indywidualnej fizjologii. Tego można było się spodziewać, ponieważ w Republice stosowano tę technologię od lat, ale lepiej było zachować ostrożność.
Zgłosiła się na ochotnika, ponieważ aby to zrobić, ponieważ uważała, że może to być dla niego pomocne – sposób na odpokutowanie jej win. Gdy przeglądała stronę po stronie elektronicznych dokumentów, jej ręka zatrzymała się, gdy pojawiło się jego nazwisko wraz ze zdjęciem.
„…Shin.”
Jej niechcący wyciągnięta dłoń zamarła w powietrzu. Przyłapała się na tym, że przygryza wargę.
„-Kapitan Nouzen.”
W odpowiedzi na jej głos formalnym skinieniem głowy osoba stojąca w pobliżu odwróciła się w jej stronę.
„O co chodzi, Majorze Penrose?”
Jego krwistoczerwone oczy. Jego blada twarz, która prawie nigdy nie okazywała emocji. W ciągu dziesięciu lat znacznie urósł a jego sylwetka wyszczuplała, zahartowana przez siedem lat zaciętej walki. Był, jak stary zaostrzony miecz wbity w ziemię starożytnego pola bitwy skąpanego w świetle księżyca.
Był zupełnie inny niż przedtem. I patrzył na Anette jak na nieznajomego.
„Shin. Naprawdę mnie pamiętasz, prawda?”
Lena powiedziała Anette, że Shin nigdy o niej nie mówił, gdy udawał się na misję Specjalnego Rozpoznania. Nigdy nawet nie wspomniał jej imienia i prawdopodobnie w ogóle jej nie pamiętał.
Uważała jednak, że to było kłamstwo. Jak mógł zapomnieć, że nazwała go plamą, skoro był to dla niego straszny akt zdrady? To, że Anette, jedna z jego najbliższych rówieśniczek nazwała go tymi obelgami było prawdopodobnie najgorszą rzeczą na świecie. I w końcu go porzuciła. Była tak głupio oburzona, gdy przypadkiem nadarzyła się okazja by go uratować i kazała Shina i jego cenną rodzinę… okrutnie wysłać do obozu dla internowanych.
Shin stracił rodzinę i był zmuszony spędzić prawdopodobnie pięć lat w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze. Istnym piekle na ziemi. A Anette była przyczyną tego wszystkiego. Jak mógł nie żywić do niej urazy?
Musiał żywić do niej urazę. A kiedy poszedł się z nią przywitać, musiał trzymać emocje na wodzy, ponieważ przebywali w oficjalnym gronie. A może traktował ją jak nieznajomą, bo nie potrafił jej wybaczyć. Ale teraz mieszkali w tych samych barakach i mieli mnóstwo okazji do rozmowy, tak aby inni im w tym nie przeszkadzali. Myślała, że wkrótce coś powie… Ale dni mijały i mijały, a on nigdy nie poruszył tego tematu.
To nie mogło być to… To nie mogło być, prawda..?
„To ja, Henrietta…Rita. Z domu obok… Pamiętasz mnie prawda…?”
Nie ma mowy, aby zapomniał…
Ale Shin spojrzał na nią lekko zmieszany i potrząsnął głową.
Ahhh, naprawdę stał się wyższy. Niewłaściwe myśli wkradły się do jej umysłu, gdy na niego spojrzała. Mały chłopiec w jej wspomnieniach miał wtedy taki sam wzrost jak ona.
„…Wybacz.”
W odpowiedzi obrzucił ją takim spojrzeniem, jakim mógłby obrzucić tylko kogoś kompletnie nieznajomego.
Anette powiedziała Lenie wcześniej, że dziś porozmawia z Shinem. Powiedziała, że jeśli coś się wydarzy to wszystko będzie jej własną wina. Błagała Lenę, aby nie karała Shina bez względu na to co się stanie, a jej oczy błyszczały ponurą determinacją.
Lena myślała, że zapewne nic się nie stanie. Godność Shina jako Eighty-Sixtera nie pozwalała mu zachować się jak jedna z białych świń Republiki… I prawdopodobnie on nawet jej nie pamiętał.
Było już po zachodzie słońca i pomimo tego, że jeszcze nie zgasły światła to w pokoju było ciemno. Światło z korytarza padało na postać przykucniętą na podłodze.
„…Anette.”
„…On… Mnie nie pamięta.”
„….”
Wiedziałam o tym…
„On naprawdę nic nie pamięta. Jak bawiliśmy się codziennie. Nasze domy w Pierwszym sektorze, czy jak ruszaliśmy na wyprawy na naszych podwórkach… Tak naprawdę nie pamięta nic, zanim trafił do obozu dla internowanych.”
W ciągu dziesięciu lat, odkąd ostatni raz się widzieli, Shin – chłopiec, który tak długo i ciężko walczył, zanim zdobył miano Grabarza Osiemdziesiątego Szóstego sektora – tak wiele odebrała mu intensywność walki.
Hartować i ostrzyć ostrze oznacza odłamanie go. Aby stać się ostrym ostrzem przecinającym Legion, Shin miał zaostrzone wszystko co było korzystne w walce. Anette prawdopodobnie po raz pierwszy zdała sobie sprawę, co znaczy przetrwać pięć lat wojny z Legionem na polach bitwy Osiemdziesiątego Szóstego sektora. Nie było sposobu aby przetrwać pozostając tą samą osobą, którą byłeś tam wkraczając. To był rodzaj piekła.
Anette zakryła twarz obiema dłońmi.
„…Ale co powinnam teraz zrobić?”
Brzmiała jak zagubione dziecko, które nie wie, gdzie ma pójść i do kogo się zwrócić.
„Wiedziałam, że prawdopodobnie nigdy mi nie wybaczy. Ale nie przeszkadzało mi to. Nadal chciałam przeprosić. Ale nie mogę tego zrobić, jeśli on nawet tego nie pamięta. Więc jak mam teraz to wszystko naprawić z Shinem…?!”
Gdy Anette mówiła, Lena patrzyła w podłogę, a jej głos przypominał stłumione krzyki. Już raz pomyślała, że wypaczenie wszystkiego przez Shina prawdopodobnie będzie dla Anette przekleństwem. Nawet jeśli grzesznik nigdy nie otrzymał przebaczenia, to mógł odpokutować przeprosinami. Gdyby jednak zapomniano o grzechu, nawet to stałoby się niemożliwe.
Grzech Anette nigdy nie będzie wymazany, nawet gdyby było to jednostronne, niezwykle samolubny czyn ze strony sprawcy.
Być może nie pamiętał, ale Shin miał własne przemyślenia na temat tej sytuacji. W przeciwieństwie do bazy ich kwatery głównej, w której znajdowały się pokoje dla każdego, kto miał stopień oficerski i wyższy to baza, w której stacjonowali miała wiele wspólnych pokoi zajmowanych przez Procesorów. Przebywanie samemu było trudne. Poszukiwania zaprowadziły ją do hangaru, gdzie opierał się o zbroję swojej maszyny trzymając otwartą książkę. Jednak nie czytał a raczej wydawał się krążyć gdzieś myślami.
Słysząc odgłos obcasów, odwrócił wzrok w stronę Leny i bezsilnie potrząsnął głową.
„…Mam nadzieję, że nie jesteś zdenerwowany.”
„Nie jestem.”
To nie była wina Shina, że nie pamiętał Anette… Że nie pamiętał swoich dni w Pierwszym sektorze.
„Ale czy naprawdę nic nie pamiętasz? Eee… Nawet jeśli nie, może rozmowa o tym pomoże powrócić niektórym wspomnieniom…”
„Usłyszenie, że mam przyjaciółkę z dzieciństwa sprawiło, że poczułem się tak jakbym pamiętał to wszystko… Ale nie pamiętam imienia ani twarzy.”
Naturalnie, kiedy jego ostatnim wspomnieniem jakie mieli, była walka…
„…Po tym jak przejęliśmy Pierwszy sektor…,” wymamrotał, a jego przygnębiony wyraz twarzy przypominał wyraz twarzy osieroconego dziecka, „….Słyszałem, że zlokalizowali dom, w którym mieszkała moja rodzina, więc poszedłem to zobaczyć. Akta osobowe Procesorów powinny zostać usunięte, ale w jakiś sposób przetrwały nienaruszone i w ten sposób znaleźliśmy dom.”
„…”
Lena o tym wiedziała. Akta poległych w bitwie przechowywano w podziemnym magazynie pod dowództwem sił lądowych. Właściwie to Lena powiedziała wojsku Federacji, aby to sprawdzili, ponieważ w tym miejscu powinno być coś, chociaż nie wiedziała co tam się kryje, dopóki nie zostało otwarte.
Dwa miesiące po ofensywie na dużą skalę, żołnierz powiedział jej o tym przez bezprzewodowy komunikator w środku bitwy. Poprzednik powierzył mu zadanie, które sam wspierał, polegające na odzyskiwaniu i ukrywaniu akt poległych. Pierwotnie sam był Opiekunem, który stracił pracę w wyniku wojny i zaciągnął się do wojska, aby zarobić na życie.
W końcu, nie mógł znieść widoku śmierci dziecięcych żołnierzy, będących jednostkami ”dronami”. Kiedy jego eskadra, dowodzona przez kilkunastoletniego kapitana, została zdziesiątkowana do tego stopnia, że nie było sensu prowadzić dalszych bitew, poprosił o przeniesienie do dywizji personalnej i uzyskał na to zgodę.
Ale ty wiesz, Poruczniku Milize, w końcu, ludzie nie mogą uciec od popełnionych grzechów.
Kiedy to powiedział, Lenie wydawało się, że słyszy jego płacz po drugiej stronie transmisji bezprzewodowej.
Spotkałem ponownie tego kapitana. W koszarach tej samej eskadry Włóczni którą znasz, poruczniku.
To ja zrobiłem jego ostatnie zdjęcie.
Myślałem, że wtedy oszaleję. Dziecięcy żołnierz, którego wtedy porzuciłem przeżył i sześć miesięcy później szło na śmierć. I nic nie mogłem zrobić, aby mu pomóc. Nie… nawet nie próbowałem mu pomóc.
Teraz jest mój czas na odpokutowanie. Ja… Republika tutaj umrze. Umrze i zostanie zapomniana. Ale co do nich, może ktoś, kiedyś…
Może ktoś usłyszał jego uroczystą modlitwę. Zachowały się zdjęcia wszystkich Eighty-Sixterów, których egzystencja powinna zostać wymazana, a niektórzy z Eighty-Sixterów takich jak Shin przeżyli. Wyrzeźbiono ścieżkę, po której można było prześledzić zapomnianą przeszłość.
I ona go zapamięta: tego nieśmiałego, życzliwego żołnierza z dywizji personalnej, który oddał życie w zamian za tę drogę.
„I jak było…? W domu?”
„Nieznajomo.”
Nawet zobaczenie tego na własne oczy nie przywróciło mu pamięci…
„…Nie jestem naprawdę…”
Brzmiało to bardziej jakby mówił to do siebie.
„Wcale nie przejmuję się tym, że nie pamiętam przeszłości. Mogę walczyć nawet bez tego. Mogę pokonać Legion nawet jeśli nie pamiętam mojej rodziny i rodzinnego miasta. W każdym razie zbytnia staranność o pamiętaniu, mogłoby mnie rozproszyć i przeszkadzać w drodze.”
Posiadanie czegoś do stracenia byłoby po prostu odwróceniem uwagi. Posiadanie czegoś bliskiego spowodowałoby tylko wahanie. Gdyby nie odciął się od tego wszystkiego, rzeczy, które nie były mu potrzebne w bitwie… nigdy by nie przeżył.
„Kiedy myślałem o zabiciu brata, miałem powód do życia. Ale kiedy spojrzałem wstecz, zdałem sobie sprawę, że nawet nie pamiętam jaki on był, to… to sprawiło, że poczułem się trochę samotny.”
Sam nigdy go nie pamiętał. Tak powiedział w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze. Dlatego był tak szczęśliwy, gdy dowiedział się, że Lena pamięta Reia.
„…Słyszałam, że twój dziadek wciąż żyje.”
Był wysokiej rangi szlachcicem, czołową postacią w starym Imperialnym senacie i filarem rodziny wojowników – markiz Selei Nouzen. Jak Rei powiedział kiedyś młodej Lenie, nazwisko Nouzen było zarezerwowane wyłącznie dla ich klanu i było rzadkie zarówno w Imperium jak i w Federacji, która po nim powstała. Dokładniej, nikt poza członkami klanu nie mógł go przyjąć.
Oczywiście, gdy tylko Shin otrzymał ochronę Federacji, markiz poprosił o spotkanie z nim za pośrednictwem Ernsta, ponieważ był przekonany, że Shin jest dzieckiem jego najstarszego syna, który uciekł. Od tego czasu markiz wielokrotnie prosił o spotkanie Ernsta, przełożonych Shina, Richarda i Grethe, a ostatnio nawet samą Lenę.
Chcę się z nim spotkać, powiedział. Pozwól mi go zobaczyć.
Ale sam Shin nie wyraził zgody, więc Lena nie mogła nic mu odpowiedzieć.
Twój dziadek może pamiętać twojego brata i rodzinę… Może ma ich zdjęcia. Może powinieneś go poznać.
Shin uśmiechnął się słabo, niemal bezwładnie.
„Dlaczego miałbym tego chcieć? Ani razu nie spotkałem tego starca, który nazywa się moim dziadkiem. Nie pamiętam żadnych historii o moim ojcu, które mógłbym mu opowiedzieć. Co w ogóle mógłbym powiedzieć…? Co dobrego przyniosłoby mi spotkanie z nim teraz? To byłoby puste spotkanie dla nas obojga.”
Byłoby to tylko ponurym przypomnieniem, że tego co raz zostało utracone, nie da się już nigdy zrekompensować.
Wtedy Lena zdała sobie z tego sprawę. Shin powiedział, że nie pamięta, nie mógł sobie przypomnieć. Ale może nie chodziło o to, że nie pamiętał, ale raczej…
„W tym momencie tak naprawdę nie chcę pamiętać, więc też nie chcę go spotkać…. To samo tyczy się Major Penrose.”
Dziewczyna, która twierdziła, że jest jego przyjaciółką z dzieciństwa, której nie pamiętał.
„Jeśli chciała przeprosić… żeby wszystko wyglądało tak, jakby nic się nie stało, lepiej byłoby, gdyby zapomniała o tym i nigdy nie zwracała się do mnie z tą sprawą.”
Lepiej, żeby nie wiedział o czym zapomniał – co stracił.
Takie było stanowisko Shina.
„Cóż, myślę, że tym razem przeszedłem samego siebie. Możesz mnie pochwalić, Lena.”
Po mianowaniu na dowódcę taktycznego, Lena otrzymała swój osobisty samochód dowodzeniowy. Jej znakiem wywoławczym był Vanadis. Był to królewski powóz Krwawej Reiny i Leny, wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt Para-RAID, monitorujący i sprzęt do dowodzenia. Kiedy Lena odwiedziła hangar aby go odebrać, była oniemiała na widok nowiutkiego opancerzonego pojazdu. Theo był przyczepiony do jego boku.
Z boku pojazdu widniała sylwetka kobiety odzianej w szkarłatną suknię, Krwawy znak krwawej Reiny i Leny. Theo przyglądał się swojemu dziełu z zadowoleniem.
„Fajne, nie? Jak logo perfum lub kosmetyków. Pomyślałem, że i tak będziemy przerabiać znaki osobiste wszystkich, a odkąd dołączyłem do Federacji uczyłem się rysunku.”
Jak powiedział, była to ilustracja z klasą. Ponadto miała w sobie coś podobnego, nie tylko tylko do znaku osobistego Theo, ale także Shina, Raidena, Kureny i Anju. Zawsze myślała, że te pięć znaków narysowała ta sama osoba, ale nie wiedziała, że to Theo je narysował.
Lena uśmiechnęła się, czując w sobie motylki. Fakt, że została zaliczona do ich grona, sprawił, że jej serce pęczniało z dumy a fakt, że zorganizował dla niej taką niespodziankę sprawił, że była bardzo szczęśliwa.
„Mogłeś narysować białą świnię w czerwonej sukience.”
Słysząc jej żartobliwą uwagę, na poplamionych farbą wargach Theo pojawił się uśmiech.
„Co? Nie, nie ma mowy. Nie wiem po co wplątujesz w to białe świnie. Nadal przejmujesz się Bleachersami?”
W pewnym momencie zadecydowano, że przydomek zakonu tego czegoś będzie brzmieć Bleachers. To było prawdopodobnie dlatego, że wypchana świnka, którą zawsze wieszali na śmierć przechowywana była w skrzynce po detergentach.
„Hmmm, tak… Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie.”
„Nie masz z tym nic wspólnego, więc nie pozwól, żeby Cię to dopadło. My przyzwyczailiśmy się już do nich.”
„Ale… jeśli kiedykolwiek poczujesz, że nie możesz tego znieść, proszę, powiedz mi. Teraz masz… Nie, zawsze powinieneś mieć do tego prawo.”
„Co? To taki kłopot. Po prostu o tym zapomnij – wszystko w porządku.
„Poza tym”, powiedział Theo podnosząc wzrok, „jeśli namaluję białą świnię na twoim Znaku Osobistym, nie chcę myśleć o tym co zrobiłby mi Shin. Nie chcę jeszcze umierać.”
„…Dlaczego wspomniałeś o Shinie?”
Spojrzał na nią kątem oka.
„Co, mówisz poważnie? Nie mów mi, że nie zauważyłaś.”
„Czego?”
Theo głęboko westchnął.
„Jasna cholera, ale z Ciebie tępak… To znaczy, w tym momencie mogę powiedzieć tylko ,,Biedny” Shin. To oczywiste.”
„…?”
„Eh, nieważne. Jeśli tego nie rozumiesz to nie zrozumiesz. Wyjaśnianie tego wydaje się kłopotem… A raczej…”. – powiedział Theo krzyżując ręce. Było coś w jego wyrazie twarzy co nieco zirytowało Lenę. To było to samo co… Tak, jak wczorajsza mina Shina, kiedy powiedział, że nie obchodzi go zachowanie Bleachersów.
„Czy Shin nie kazał Ci przestać robić tej udręczonej miny? Wiesz, ma rację. Nikt Cię o nic nie obwinia, co sprawia, że twoje dwieście czterdzieści siedem kobiecych ujęć litości, szczególnie bolesnych do oglądania… Możesz już przestać, dobrze?”
Kiedy wystrzelił trzy naboje do czwartej miny samobieżnej wyrzucił magazynek. Pistolet dwukolumnowy kal. 9 mm mógł nosić w sobie 15 kul. Wyrzucał magazynek, gdy w środku znajdował się jeden nabój, a w magazynku dwa, resztę ładował na stojąco, strzelając.
To była technika zwana taktycznym przeładowaniem, Pistolet automatyczny wykorzystywał odrzut wystrzału do załadowania kolejnego naboju, więc gdyby komora była pusta podczas wymiany magazynka, pierwszy nabój musiałby zostać załadowany ręcznie. Celem tej techniki było zapobieżenie utracie kluczowych sekund podczas wymiany ognia. W starciu z Legionem i jego niezwykłą szybkością czas potrzebny na przeładowanie może zadecydować o życiu lub śmierci.
Gdy po wystrzeleniu ostatniego pocisku ogranicznik suwaka podniósł się, samobieżne miny – a raczej ich hologramowa projekcja – wyłączyły się. Shin wsunął suwak pistoletu na miejsce i patrzył, jak cele podnoszą się, prezentując wyniki jego wystrzałów.
Znajdował się na strzelnicy bazy. Nawet nie zadając sobie trudu sprawdzeniem wyników Raidena, który siedział nieopodal, przyglądając się niezliczonym śladom po kulach skoncentrowanych na holograficznych jednostkach kontrolnych Min Samobieżnych na ich klatkach piersiowych.
„Co, jesteś wkurzony czy co?”
„To…”
Shin prawie odruchowo zaprzeczył, ale zamiast tego zamilkł. Niezbyt chciał się do tego przyznać, ale..
„Może i jestem.”
„Nie chodzi o tę jednooką kobietę… prawda? Więc pozostaje….”
Raiden udawał, że zastanawia się przez chwilę.
„Czy to Lena?”
„…Tak.”
Potwierdził to, ponieważ Raiden go uprzedził i to powiedział, ale nadal było to… nieprzyjemne do przyznania. Nie było to nic, co powiedziała, ale raczej to co związało jej serce.
„Nigdy nie chciałem jej winić ale… Ta sprawa z nękaniem ją niepokoi”
Nękanie Bleachersów naprawdę nie przeszkadzało Shinowi. Byli tak nieprzyjemni jak mucha brzęcząca koło ucha i nic więcej. Nie przeszkadzałoby mu to… nie w tak późnej fazie gry, Po rozprawieniu się przez lata z żołnierzami Republiki – z których tak niewielu było przyzwoitymi ludźmi – Eighty-Sixterzy przyzwyczaili się do tego. Wszyscy to rozumieli. Wszyscy Eighty-Sixterzy byli po tym względem w różnym stopniu tacy sami. Więc, żadnemu z nich to nie przeszkadzało, a tym bardziej, żeby myśleli, że to w jakiś sposób wina Leny. I pomimo tego…
Raiden zrobił dość zirytowaną minę.
„Hmmm.”
„…Co?”
„Nic… po prostu się zastanawiałem. Gdybyś tylko rozmyślał o tym, co Cię wkurzyło, o ile bardziej mógłbyś się wkurzyć? To wszystko.”
Między mógłbym, a ty była obraza, której nie wyraził słowami. Shin spojrzał na niego półprzymkniętymi oczami. Nigdy nie powiedział tego głośno, ale nienawidził różnicy wzrostu między nimi, od dnia, w którym się poznali. Raiden tylko zadrwił.
„Jestem obywatelem Republiki,’ mówi… Czy naprawdę jest tak przywiązana tylko dlatego, że urodziła się w konkretnym miejscu i że przypadkiem jest tego samego koloru co Ci ludzie?”
Eigty-Sixterzy słabo pamiętali swoje rodzinne miasta i rodziny, które ich wychowały, a koncepcja ojczyzny nie wydawała się zbyt realna. Obozy dla internowanych i pola bitew nie były środowiskami wywołującymi poczucie pokrewieństwa, więc myśl o tym, że ktoś jest spokrewniony, tylko dlatego, że jest tej samej rasy, tak naprawdę nie była dla nich istotna.
Jeśli mieliby ojczyznę, byłoby to pole bitwy, na którym walczyli aż do gorzkiego końca własnej woli. Jeśli mieli braci, byliby to Eighty-Sixterzy, którzy wybrali ten sam sposób życia i walczyli u ich boku. Zatem koncepcja posiadania poczucia przynależności do narodu ze względu na kraj lub rasę, w której nigdy nie zdecydowałeś się urodzić, była im obca.
Ludzie ukształtowali się własnymi rękoma, własnym ciałem i krwią oraz towarzyszami, na których polegali. To był sposób życia, który Eighty-Sixterzy uważali za słuszny.
„Tak, ta, hm, twoja stara przyjaciółka… O co właściwie chodzi? Czy naprawdę nic pamiętasz?”
„Nic.”
Shin był kapitanem drużyny, a Anette była doradcą technicznym Para-RAID. Nawet jeśli nie miał żadnych prywatnych spraw, rozmawiał z nią kilka razy w gronie zawodowym i żadne wspomnienia nie wypłynęły na powierzchnię. Chociaż może było tak tylko dlatego, że nie próbował sobie przypomnieć.
„Trzy rzeczy tworzą człowieka: ojczyzna, w której się urodził, krew, która płynie w jego żyłach i więzi, które tworzy.’ …. To powiedziała Frederica, prawda? Nadal nie rozumiem.”
„Czy nie pamiętałbyś więcej takich rzeczy?”
Co niezwykłe, jak na Eighty-Sixtera, Raiden do dwunastego roku życia był chroniony w Siedemdziesiątym Piątym sektorze, więc obozy internowania miały stosunkowo mniej czasu na rozmycie jego wspomnień.
„To nie było tak, że szkoła tej starej wiedźmy była tak blisko domu… A kiedy zostałem Procesorem, to naprawdę przestało mieć znaczenie… Zanim się zorientowałem, zapomniałem twarze moich rodziców i nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie ja dorastałem. Myślę, że z tobą jest tak samo.”
„….Czy chcesz kiedyś wrócić?”
Czy nadal chciałby wrócić do zapomnianej ojczyzny? Usta Raidena wykrzywiły się w coś przypominającego uśmiech, ale uczucie jakie wywołał, było bardziej wstrętem i niechęcią.
„…Nie.”
Gdy tylko spotkanie strategiczne dobiegło końca, Shin wstał i wyszedł. Anette na niego patrzyła, jak odchodzi bez słowa, młody głos odezwał się.
„Rób do niego te zakochane oczy, ile chcesz. On nie ma obowiązku domyślać się twoich uczuć Weißhaare (Biały Króliku), tak jak teraz.”
Słowo, którego użyła Frederica było obraźliwym określeniem w slangu Giadu i oznaczało białe włosy. Odnosiło się do Alby, a konkretnie do Republiki.
„…Tak, przypuszczam, że twoja moc ma monopol na to pole prawda, wszystkowidząca wiedźmo?”
„Łatwo to zobaczyć, kiedy tylko o tym pomyślisz. Twoje pełne skruchy oczy wciąż gonią Shineia tym tęsknym spojrzeniem… Martwiłoby mnie to, nawet gdybym próbowała to zignorować.”
Frederica prawie wypluła swoją ripostę, gdy spojrzała na Anette.
„Jeśli powiedział, że Cię nie zna to koniec. Pozostaje Ci się z tym pogodzić.”
„Ale… ale jeśli nie przeproszę, nigdy nie będę mogła pójść dalej.”
Frederica zadrwiła z jawną pogardą a nawet wrogością.
Boisz się nie tego, że nie będziesz mogła pójść do przodu, ale tego, że nie będziesz mogła się cofnąć. Jedyne czego pragniesz, to powrót do relacji, którą mieliście w młodości. Chcesz, aby twój grzech został cofnięty… Nawet jeśli mówisz, że skrzywdziłaś Shineia to jedyne czego pragniesz, to znaleźć spokój nie oglądając ani razu zadanych mu blizn.
„…”
Anette zamarła w miejscu, a Frederica spojrzała na nią oczami szkarłatnymi jak ogień. Szkarłatne oczy Pyrope były takie same jak Shina.
„Shinei… i wszyscy Ci, których sprowadziliście niemal do zera, mają ręce pełne roboty ochraniając samych siebie. A jeśli zamierzasz uczynić ich brzemię jeszcze cięższym, stanę na drodze jako twój wróg.
Lena zaprosiła Shina na wycieczkę po Liberte et Egalite podczas ich wolnego czasu, mając na celu pomóc Anette w drobny sposób. Być może samo mówienie o tym lub zobaczenie tego raz nie wystarczyło, aby zapamiętać, ale odpowiedni bodzieć mógł pobudzić jego wspomnienia.
W ciągu sześciu miesięcy od ponownego przejęcia ulicy Liberte et Egalite poczyniono znaczne podstępy. Budynki spłonęły w pożarach wojny a zwęglone przydrożne drzewa pozostały takie, jakimi są, ale gruz uprzątnięto a ulice tętniły życiem, a ci ze srebrnymi włosami przeplatali się z tymi w stalowoniebieskich mundurach. Widząc ten widok pod niezmiennym lazurowym wiosennym niebem, serce Leny zabiło mocniej.
„…To trochę daleko, ale czy nie chciałbyś pojechać do Pałacu Lune? Odbywało się tam niewiele walk, więc budowla pozostała nienaruszona.”
„Pałac Lune?”
„To tam odbywają się pokazy sztucznych ogni z okazji święta założycieli Republiki. Poszedłeś je zobaczyć ze swoim bratem i rodziną… Obiecaliśmy, że kiedyś je zobaczymy, pamiętasz?”
„Racja…”
Przyspieszając swój chód by dorównać Lenie, Shin zatrzymał się, przeszukując pamięć, a potem uśmiechnął się gorzko. „Fajerwerki…. Powiedzieliśmy, że wszyscy razem zobaczymy fajerwerki.”
„Ach… Tak, masz rację. W takim razie nie możemy iść tylko we dwoje. Kiedy nadejdzie czas na fajerwerki, wszyscy będziemy mogli zobaczyć je razem.”
„Do czasu zakończenia festiwalu prawdopodobnie wrócimy do naszej bazy… Choć przy obecnym stanie rzeczy odpalenie fajerwerków to nie byłoby trochę za dużo zakładając, że festiwal w ogóle się odbędzie?”
„To prawda. Ale… pewnego dnia. Kiedy otrzymamy następną szansę.”
Zrobiła krok do przodu po czym zatrzymała się i spojrzała w górę. To była prawdziwa obietnica, której mogli dotrzymać. To nie była taka, jak ostatnia obietnica, którą Shin złożył, że zobaczy fajerwerki wiedząc przez cały czas, że tak się nie stanie. Wyczuwając ukryte znaczenie tych słów Shin delikatnie skinął głową.
„Zdecydowanie. Któregoś dnia.”
„Czy jest coś, co chcesz teraz zobaczyć Shin? Gdzieś, gdzie chciałbyś się udać? Coś, co chciałbyś zrobić?”
To były słowa, które zadała mu już wcześniej, nie wiedzą, że nie może spełnić się jego żadne życzenie, jako że umrze sześć miesięcy później. Ale teraz było inaczej. Teraz mógł pozwolić sobie na pragnienia. Tym razem, kiedy spojrzy w przyszłość, co będzie mógł zobaczyć…?
Shin zastanawiał się tylko przez krótką chwilę.
„A co z tobą, Lena?”
„No cóż, zobaczymy…,” powiedziała Lena, uśmiechając się mimowolnie. „Na razie, po zakończeniu tej misji chciałabym polować i łowić ryby w wiosce za bazą Rustkammer. I może zobaczyć Sankt Jeden. Oh i ocean też. Nigdy go nie widziałam.”
Uśmiech Shina subtelnie się pogłębił.
„To brzmi dobrze… Któregoś dnia, na pewno.”
„Tak. Z pewnością.”
Prawda była taka, że nawet to… samo spacerowanie z nim po mieście było jedną z rzeczy, których zawsze pragnęła. Ale trzymała to w tajemnicy. Widząc, że Lena przyspiesza ze wstydu, Shin nagle zapytał, „…Czy tak nagle chciałaś pójść na spacer z powodu sprawy z Major Penrose?”
Przejrzał ją. Lena zatrzymała się.
„Tak…Wiem, że nie mam prawa tego komentować, ale… Anette jest moją przyjaciółką – i ty też… Eee, ale pomyślałam, że to pomoże ci przypomnieć sobie nie tylko o Anette ale też o twojej rodzinie…”
Zacisnęła powieki i spuściła głowę.
„Przepraszam. Czy jestem nieuprzejma?”
„Nie nieuprzejma, ale…”
Shin delikatnie przechylił głowę. Po chwili wahania powiedział stanowczo:
„Naprawdę uważam, że to dziwne… Czemu się tak tym przejmujesz?”
Lena wydawała się zaskoczona nieoczekiwanym pytaniem.
„Jak to dlaczego…?”
„Lena, jeśli zarówno Ciebie i Major Penrose dręczy przeszłość i czyny jakich dokonała Republika, dlaczego nie odrzucicie tego wszystkiego? Trzymanie się tego jest… Dlaczego prosisz mnie abym pamiętał, skoro same nie potraficie stawić czoła przeszłości?”
To było strasznie obce pytanie, takie jakie zadałby tylko potwór. Ojczyzna i przeszłość były częścią tożsamości. Przynajmniej tak było w przypadku Leny. Spojrzała więc na Shina, który z taką łatwością kazał jej to wszystko wyrzucić i przebiegł ją dreszcz. Po chwili otrząsnęła się z tego.
Jednak wątpliwości pozostały, jak mogli się tym nie przejmować? Czy Eighty-Sixterzy, którzy utracili nie tylko domy i rodziny, ale nawet pamięć o nich nie uznawali tego za przykre? Z pewnością część nich chciała choć trochę odzyskać z dawnego życia.
„To dlatego… cóż, moja przeszłość i moja ojczyzna jest częścią tego co czyni mnie tym kim jestem. Myślę, że powodem dla którego brać pamięci dla Ciebie jest mniej bolesny… ponieważ oni też są częścią ciebie.”
„Mogę być sobą nawet gdy nie pamiętam swojego domu i rodziny. I myślę, że wspomnienia również nie są mi potrzebne, taki jestem teraz.”
„Ale czy fakty że nie pamiętałeś własnego brata nie sprawiło, że czułeś się samotny?”
„To…”
Shin zamilkł, jakby był zakłopotany czy zdezorientowany. Przez chwilę, w jego szkarłatnych oczach było widać niepewność, jakby się bał…
Przerażenie.
„To prawda – nie chciałem go zapomnieć. Ale gdybym miał go zapamiętać, Zrobiłbym to-”
W tym momencie do ich uszu dobiegł wysoki dziewczęcy głos.
„Mamusiu, dlaczego ta rzecz ma takie dziwne kolory?”
Spokojne popołudniowe powietrze zamarzło w ciągu sekundy. Powiedziało to dziecko Alby, które szło ulicą, trzymane za rękę przez matkę. Dziecko palcem wskazywało na Shina.
„Jego włosy są czarne i brudne a czerwone oczy są przerażające. Jak to się stało, że nikt nie pozbył się tak strasznego potwora? Nie zbliżaj się do nas, wszystkich pobrudzi!”
Matka w panice próbowała uciszyć dziecko.
„Przestań! Co ty-?!”
„Jest ich tak wiele! Boję się! Musimy się pozbyć tych rzeczy. Oni nie powinni tu być!”
„Wystarczy!”
Fakt, że nawet nie próbowała sprostować dziecka pokazał jasno, jaką hipokryzją było to całe przedstawienie. Nie strofowała swojego dziecka a jedynie zachowywała pozory, aby w razie czego móc twierdzić, że próbowała je powstrzymać.
Shin spojrzał na matkę i dziecko z chłodem… Nie, takim spojrzeniem mógłby obrzucić kamyk przy drodze i powiedział, jakby do siebie, „Rozumiem. To z pewnością… może później spowodować problemy.”
Powiedział to, jakby to była sprawa wyłącznie kogoś innego. Zszokowało to Lenę i wstrzymała oddech, być może tam się urodził, ale dla Shina – innych Eighty-Sixterów – Republika nie była już domem. Wydawało jej się, że to zrozumiała.
Matka raz po raz pochylała głowę w przeprosinach siłą zakrywając usta dziecku, gdy ono nadal wyrażało swoje przerażenie i zniesmaczenie.
„Tak mi przykro! Dzieci nie wiedzą zbyt dobrze, ale proszę wybaczcie nam…”
„…Mm-hmm.”
Shin machnął ręką na matkę, jakby chciał powiedzieć, że nic a nic go to nie obchodzi. Matka nadal pochylała głowę, a następnie wzięła dziecko w ramiona i odeszła, jakby chciała uciec z miejsca zdarzenia. Ale w chwili, gdy odwróciła się z dzieckiem na rękach słowa, które wypłynęły z jej ust i przeszywające, pogardliwe spojrzenie, które rzuciła w ich stronę powiedziałby wszystko co ma do powiedzenia.
„…Co to podludzkie paskudztwo sobie myśli?”
Lena poczuła jak krew gwałtownie napływa jej do głowy.
„Z-zatrzymaj się natychmiast-!”
Już chciała pobiec za kobietą, ale ktoś chwycił ją za ramię. Obejrzała się w tył i zobaczyła, że to był Shin.
„Zignoruj to, Lena. Nie marnuj swojego oddechu.”
„Co-?!”
Strząsając jego rękę, Lena odwróciła się twarzą do niego. Shin nadal miał nad nią dziesięć centymetrów przewagi wzrostu, nawet gdy nosiła obcasy. Niezrażona różnicą wzrostu pomiędzy nimi Lena spojrzała na niego rozgniewana.
„Jak możesz oczekiwać, że to zignorują?! Ona otwarcie Cię obraziła – i robi to nawet teraz! Przybyłeś, aby ich uratować! Można powiedzieć, że walczyłeś w ich obronie!”
„Nie walczę za Republikę i nigdy nie walczyłem.”
Wydawał się lekko zaniepokojony. Być może zdał sobie sprawę z powagi w jego tonie, westchnął, jakby chciał dać upust swojemu stresowi i kontynuować, wciąż z nutą irytacji w głosie.
„Przyzwyczaiłem się do tego, że obywatele Republiki mówią co chcą. Nie uważam tego za szczególną obrazę… I niezależnie od tego co powiem, oni nigdy mnie nie wysłuchają. Czy wzięłabyś sobie do serca kwiczenie świni, Lena? Dla mnie to to samo. Jeśli chodzi o obywateli Republiki, dla nich Eighty-Sixterzy to po prostu bydło.”
Jego ton był tak spokojny i opanowany, że niemal graniczył z okrucieństwem. Lena zacisnęła pięści.
„Shin. Ja również jestem obywatelem Republiki.”
Shin zamilkł na chwilę, wyglądał na niezadowolonego.
„Racja… Przepraszam.”
„Nie uważam was za bydło.. Ale wciąż jestem obywatelem Republiki.”
„Jesteś inna od nich.”
„Jestem.”
W końcu zrozumiała, co Shin miał na myśli. Lena różniła się od nich.
„Białe świnie Republiki to tylko śmieci, w kształcie ludzkiego, w przeciwieństwie do mnie… To właśnie próbujesz mi powiedzieć.”
Eighty-Sixterzy nie obrażali się na zachowanie Republiki ani nie próbowali go korygować. W końcu byli tylko białymi świniami. Mogli udawać, że mówią ludzkim językiem, ale i tak na zawsze pozostaną niezrozumiani. Po prostu nie odróżniali dobra od zła. To było wszystko czego można było oczekiwać od żałosnych białych świń.
Nie było sensu obrażać się na świnie. Nawet jeśli wymagałbyś od nich zdrowego rozsądku, nie byłoby dla nich sposobu by Cię zrozumieć i nawet nie można ich za to winić. To było naturalne dla uciskanych postrzeganie swoich ciemiężycieli jako podłych i odrażających, ale ten niewiarygodnie bezduszny podział był… smutny.
„Więc nazywając ich świniami, myślą o nich jak zasadniczo różnicie się od siebie… wszyscy czujecie to samo co oni, prawda?”
Prawdopodobnie różniło się to od dyskryminacji Alb, ale to tylko pokazywało, że nigdy nie dojdzie do wzajemnego zrozumienia między nimi. I to było naturalne, że nigdy się nie porozumieją się oko w oko. Ale nawet jeśli Lena nie oczekiwała już niczego od swojej ojczyzny i jej obywateli to zasmuciło ją to. W końcu pogodziła się z faktem, że zimno, gniew i rozpacz Eighty-Sixterów noszone było przez nich od tego czasu, w sektorze Osiemdziesiątym Szóstym nie zagoiły się w najmniejszym stopniu. Przez dłuższą chwilę Shin stał w milczeniu. A potem wyraźnie i ze spokojem skinął głową.
„…Tak.”
