Skanlacje
Zaloguj się Zarejestruj się
  • Główna
  • Serie
  • Zakładki
  • Główna
  • Serie
  • Zakładki
Zaloguj się Zarejestruj się
Prev
Następny
Novel Info

86: Eighty-Six - Tom 4 - Epilog:

Prev
Następny
Novel Info

EPILOG

RANNI W AKCJI

 

Jej nawyk zmuszania ludzi do pisania papierowych raportów w Federacji był normą a zmuszanie kogoś do zapisywania ich na papierze był w większości formą znęcania się, był jednym z powodów, dla których Grethe nie mogła znieść swojej zabójczej modliszki o władczym charakterze.

„-Wspomniana wyżej nowa jednostka Legionu będzie odtąd oznaczona jako typ o wysokiej mobilności – Feniks.”

Szef sztabu siedzący za długim stołem zawalonym papierami wydawał się niezwykle uszczęśliwiony.

„Ponadto, produkowany masowo inteligentny Legion zostanie oznaczony jako Pies Pasterski… Nowy typ, który jest nieśmiertelny, a ponadto wykorzystuje kamuflaż optyczny – a mały narybek staje się inteligentny. Wygląda na to, że będziemy musieli ponownie rozważyć naszą podstawową strategię. Irytujące.”

„Ponadto Legion tworzy ludzkie famy i zapełnia magazyny szkieletami. Nasz oddział zdrowia psychicznego będzie miał pełne ręce roboty, czyż nie?”

Kiedy na niego spojrzała, szef sztabu uniósł ręce w geście przeprosin.

„Przepraszam, przepraszam nie patrz na mnie tak. Nie wysłałbym ich na tę misję gdybym wiedział.”

Chociaż w porównaniu z żołnierzami Federacji mogli być elitą, Eighty-Sixterzy byli dziećmi, żołnierzami a przykładem tego co nieśni na swoich ramionach, jasno wskazywało, że mają pewną słabość psychiczną.

Ludzka psychika opierała się na wczesnych wspomnieniach z życia, kiedy kochały bezwarunkowo. I tak Eighty-Sixterzy, którym odebrano rodziny, odebrano im godność i odmówiono ich istnieniu zanim jeszcze osiągnęli wiek nastoletni, zanim dojrzeli, choć brakowało im tej podstawy. Konieczność przetrwania na polu bitwy, które wymagało od nich siły, mogła sprawiać ważenie zahartowanych mieczy, ale jednocześnie ich ostrza były bardzo kruche.

Grethe wpatrywała się stalowym spojrzeniem w szefa sztabu, który następnie odwrócił się na krześle i odwrócił wzrok.

„Dobrze, dobrze. Zorganizuję dla nich wakacje. Może gorące źródła? Czy chciałabyś dołączyć do mnie, gdy będę sprawdzać to miejsce?”

„Gdzie skończysz nonszalancko zapraszając mnie na randkę? Chorujesz na głowę?”

Gdy szef sztabu bez słowa wzruszył ramionami, jego starszy adiutant wyciągnął ze stosu papierów przewodnik pełen atrakcji turystycznych i wyszedł z pokoju. Widząc jak adiutant odchodzi szef sztabu dodał, „…Grehte. Jest pytanie, które od dłuższego czasu nie daje mi spokoju.”

Jego ton stał się szczery. Grethe spojrzała w jego czarne oczy, w których błyszczała mądrość.

„Jak… wpadli na pomysł przyswojenia sieci ludzkiego układu nerwowego?”

Grethe zmarszczyła brwi.

„Co masz na myśli?”

„Jak maszyny, które nie mają żadnej funkcji poza niszczeniem rzeczy, wpadły na pomysł zasymilowania czegoś, a następnie nauczyły się przetwarzać to w taki sposób, aby uczynić z tego część siebie?”

Teraz kiedy o tym wspomniał wydawało mu się to dziwne. Ludzie myśleli używając do tego mózgów, najbardziej rozwiniętych u wszystkich ssaków. Tego wszystkiego uczono w gimnazjum, ale nie była to jakaś oczywista prawda, do której można by dojść samemu. Mówiono, że dawno temu ludzie uważali, że miękki narząd umiejscowiony w ludzkiej czaszce to coś w rodzaju bezużytecznego jelita tworzącego flegmę.

Jak więc maszyny do zabijania, których sieci neuronowe różniły się od siebie względem składu, doszłyby do tego wniosku?

„Usłyszenie tej wiadomości, którą otrzymał Kapitan Nouzen dało mi do myślenia więc zacząłem się nad tym zastanawiać. Zelene Brikenbaum, twórczyni Legionu. Genialna badaczka, która ulepszyła model AI opracowany przez badaczkę ze Zjednoczonego Królestwa – znany również jako Model Mariana – kiedy został on wydany za pośrednictwem sieci publicznej i który samodzielnie opracował system kontroli Legionu.”

„Ale myślałem, że nie dożyła chwili, gdy Legion, w którego rozwój włożyła całe swoje serce i dusze, zmarła z powodu choroby, na krótko przed premierą pierwszej serii Ameise.”

„Nie zostawiła ciała.”

Twarz Grethe zamarła w wyrazie szoku.

„…Co?”

„Nie ma aktu zgonu ani wzmianki o jej pochówku. Istnieje ryzyko, że zagineły podczas zamieszek, zanim rząd został obalony. Ale biorąc po uwagę, że nawet jej matka nie widziała jej szczątków, jest to dziwne.”

„…..”

„Z drugiej strony, otrzymałem raport ze Zjednoczonego Królestwa o jednostce dowódczej, z którą walczą. Jej nazwą identyfikacyjną jest Bezlitosna Królowa. Większość jednostek dowódczych to modele Dinosaurii, ale ta konkretna to Ameise. I jedna z pierwszej serii, z wczesnych etapów wojny, model, o którym nam wiadomo, że na tym etapie nie powinien działać.”

Dla Legiony nieuszkodzone sieci neuronowe były cenną nagrodą. Przynajmniej tak było do tej pory. Z tego powodu większość obserwowanych przypadków Pasterzy wykorzystywała Dinosaurie – najbardziej nieporęczny i defensywny Legion obronny – jako swój statek. Oczywiście były wyjątki, jak Morpho i Admiral, ale nie odnotowano przypadków użycia tak delikatnej jednostki jak Ameise.

I był to jedyny typ Legionu opracowany przed śmiercią dewelopera.

„Więc jak myślisz, dokąd się udała?”

„… Majorze Penrose…”

Po spotkaniu, w którym uczestniczyli ludzie odpowiedzialni za każdy oddział Pakietu Uderzeniowego, tylko Lena, Anette i Shin zostali w sali konferencyjnej. Shin nagle przemówił.

„Od tego czasu próbuję sobie przypomnieć, i dziś rano myślę, że w końcu przypomniałem sobie parę rzeczy.”

„To niesamowite! Gratuluję.”

Odkładając na bok tablet, Lena złączyła dłonie w delikatnym klaśnięciu, a twarz Anette przybrała wyraz przerażonego szaleńca czekającego na odczytanie wyroku. Z drugiej strony wyraz twarzy Shina był dziwnie niekomfortowy.

„Byłaś… kimś więcej niż tylko żywą dziewczyną – byłaś jak mały potwór.”

…Pardon?

„Chwytałaś patyki i machałaś nimi. Wskakiwałaś do każdej kałuży a potem rozrzucałaś wszędzie błoto. Nienawidziłaś chować się w zabawie w chowanego, więc zwykle byłaś tym, który cały dzień byłaś szukającym, tylko po to by płakać nad rzeką, kiedy gra się skończyła.”

„..Shin?”

„Zawsze upierałaś się, że lubisz robić słodycze. I dawałaś mi też ich wiele, ale większość z nich była niejadalna. Patrząc wstecz to może być część powodu, dla których przestałem lubić słodycze.”

„Oh, ta część niej nie zmieniła się do dziś.”

Mimo to, w dzisiejszych czasach potrafiła od czasu do czasu przygotować coś smacznego, więc może był to jakiś postęp.

Albo nie…

„Twoje błędy nie polegały na czymś tak podstawowym jak dodanie zbyt dużej ilości cukru lub pomylenie go z solą. Czasem wystarczyło roztopić czekoladę, ale jakimś cudem skończyło się na tym, że robiła się fioletowa. I z tego co słyszałem, twój ojciec skosztował twoich słodyczy i zemdlał, więc nigdy nie wiedziałem co mam robić, gdy mi je przynosiłaś. Aha a także…”

Mówiąc przeciągłym tonem, którego normalnie nie można by się spodziewać biorąc pod uwagę jak zwykle był małomówny, Shin utkwił wzrok w Anette.

„…prawdopodobnie nie wiedziałaś, ale twoja matka przychodziła później, aby zabrać twoje słodycze, a zamiast tego dawała mi te, które sama zrobiła. Były normalne i pyszne.”

„Ugh, nieważne!… Nie, czekaj, czekaj. Co do cholery?!”

Anette w końcu zerwała się na równe nogi, a urządzenie, które przyniosła do wyświetlania dokumentów elektronicznych upadło na podłogę.

„Siedzę tutaj i słucham Cię, a ty po prostu sobie gadasz! Walczyłeś na kije i bawiłeś się w błocie tak samo jak ja, a kiedy bawiliśmy się w chowanego, chowałeś się w szalonych miejscach jak na szczycie najwyższego drzewa czy w pobliskich zaroślach. To było okropne i pamiętam, jak płakałeś, kiedy brat Cię za to później karcił!”

Po chwili ciszy spojrzenie Shina zdawało się nieco wahać.

„…Nie pamiętam tego.”

„Kłamco, po prostu zatrzymałeś się i nawet nie pomyślałeś o tym!”

Jej krzyk odbił się echem od ścian sali konferencyjnej. Anette oddychała ciężko, a jej ramiona unosiły się i opadały. Następnie jej twarzy wykrzywiła się w wyniku wybuchu emocji.

„Co do cholery? Robisz to specjalnie? Czy nie ma lepszych rzeczy, które zapamiętałeś, do cholery…?!”

To co Anette chciała, żeby pamiętał – za to za co chciała go przeprosić – nie było niczym tak głupim i trywialnym jak te wspomnienia,

„Niewiele mogę na to poradzić… Zawsze jednak tak się kłóciliśmy.”

„Ty głupku!”

Krzycząc, jakby chciała wepchnąć mu to słowo, Anette wybiegła z sali konferencyjnej. Shin

Patrzył na nią zmartwionym wyrazem twarzy. Shin gestem wskazał na wyjście.

„Mogłabyś?”

„Jasne, w takim razie już sobie pójdę!”

Na szczęście Anette nie odeszła zbyt daleko. Stała w krzyżującym się korytarzu, plecami do narożnej ściany. Jej twarz wyrażała przygnębienie.

“…W porządku… On naprawdę nie pamięta, kiedy ostatni raz się kłóciliśmy.”

Splunęła zirytowana, gdy Lena podeszła nie patrząc na nią.

„Fakt, że nie uratowałam Shina, dręczy mnie od tamtej pory, ale wygląda na to, że jemu to nie przeszkadza. Dlaczego coś tak bezsensownego miałoby pozostać w jego wspomnieniach, prawda? W porządku… nie musi już pamiętać, nie w tym momencie.”

Nawet jeśli oznaczało to, że nigdy nie będzie w stanie przeprosić. Nawet gdy już nigdy nie wrócą do tego, co było wcześniej.

„Ostatecznie postępowałam opierając się na własnych błędnych wrażeniach jakie odniosłam jako nieświadome dziecko, że moja relacja z przyjacielem z dzieciństwa… że świat, który jest tak mały nigdy się nie zmieni. Więc jeśli nawet pamięta coś jeszcze, nie ma problemu, jeśli są to tylko bardziej bezsensowne rzeczy.”

Następnie Anette ukradkiem zerknęła na Lenę.

„Na przykład to, jak powiedziałam, że pobierzemy się, kiedy dorośniemy.

„Co?”

Lena spojrzała na nią, a z jej ust wydobył się dziwny pisk. Anette nagle uśmiechnęła się szeroko. Był to pierwszy pogodny, beztroski wyraz twarzy, jaki Lena widziała od jakiegoś czasu.

„Tylko żartowałam. Chociaż to prawda… Shin zawsze był tępy, jeśli chodzi o takie rzeczy. Są dziewczyny, które są w tym samym składzie co on już od dłuższego czasu, więc może zostać porwany, jeśli nie będziesz asertywna.”

„A-Anette…?!”

Kiedy Lena rozejrzała się w panice, żeby sprawdzić czy w opuszczonym korytarzu naprawdę nie ma nikogo więcej. Anette uśmiechnęła się figlarnie.

„Zrób z nim wszystko co w twojej mocy.”

Lena nie była aż taką ignorantką, by nie zdawać sobie sprawy, że to sposób Anette na zerwanie zalegających w niej uczuć i na pożegnanie z jej pierwszą miłością swojej młodości.

„…Dziękuję, Anette.”

„…Nie wspominaj o tym. A teraz do roboty! Dowódca taktyczny nie może pozostawić swoich żołnierzy zaniedbanych. To nie dałoby dobrego przykładu, prawda?”

Nie była też na tyle ślepa, żeby nie zauważyć, że odwrócenie wzroku przez Anette było jej sposobem na poproszenie, aby pozostawiono ją na chwilę w spokoju.

„Dziękuję… przepraszam.”

Być niże spodziewał się, że wróci, ponieważ Shin siedział sam w pustej sali konferencyjnej. Terminal informacyjny był włączony i nadawał jakiś problem informacyjny, podczas gdy on wypełniał jakiś dokument. Zwrócił się do niej, nie odwracając wzroku w jej kierunku.

„Nie ma problemu, żebym korzystał z tego pokoju, dopóki nikt go nie zarezerwował, prawda? Mam do napisania kilka raportów, a w biurze jest dosyć głośno.”

„Tak…”

Procesorom przydzielono wspólne biuro, ale ponieważ do tej pory traktowano ich jak drony i nie przeszkolono ich odpowiednio, Eighty-Sixterzy nie mieli zwyczaju przesiadywać w milczeniu przy biurku. W rezultacie, w biurze było stosunkowo – a raczej, bardzo – głośno. Patrząc na to z innej strony, praca w tym biurze była bardzo przyjemna, ale całkowicie nieodpowiednia, gdy ktoś chciał skoncentrować się na papierkowej robocie.

„Czy przyzwyczaiłeś się już do pisania reportów?”

„?”

„W Osiemdziesiątym Szóstym sektorze, twoje raporty z bitew, a nawet raporty z patroli zawsze były bałaganem.”

Jego Opiekunowie przed Leną nigdy nie zadali sobie trudu ich przeczytania, a Shin nigdy nie musiał wyruszać na patrol, więc ich treść zawsze była arbitralnym nonsensem. Ponieważ jej słowa mu o tym przypomniały, posłał jej słaby, krzywy uśmiech.

„Nie mam teraz dużego wyboru. Pułkownik Wenzel potrafi być surowa w takich przypadkach.”

„Czy ona może? W takim razie powinnam być dla Ciebie ostrzejsza.”

„…Oszczędź mnie, proszę.”

Lena zachichotała, słysząc jego niezadowolony głos. Kiedy jednak śmiech ucichł, zadała pytanie, które ją dręczyło. Był on…?

„Czy ty naprawdę…. byłeś tak troskliwy w stosunku do Anette?”

Aby oszczędzić jej poczucia winy. Być może rzeczywiście wszystko pamiętał, ale zdecydował się wspomnieć tylko o błahych wspomnieniach….

„Nie.”

Shin odpowiedział jednak zaprzeczając.

„Naprawdę niewiele pamiętam. Jak już Ci mówiłem, cały czas się kłóciliśmy więc nie zrobiło to większego wrażenia.”

Prawie jakby dla kontrastu, jak głęboką bliznę pozostawiło Anette poczucie winy.

„Nie pamiętam jeszcze wyraźnie jej twarzy… Chociaż może po prostu nie miałem czasu o tym myśleć tak szybko po operacji.”

Lena z niepokojem przechyliła głowę na bok.

„…Jesteś pewien, że nie powinieneś był dłużej odpocząć? Po operacji czułeś się tak źle, że przez kilka dni musiałeś leżeć w łóżku.”

Miał na to niewątpliwie wpływ nagły wzrost masowej produkcji Pasterzy – Psów Pasterskich. Mimo, że nie miał żadnych widocznych objawów, takich jak gorączka to przez kilka dni głównie spał. Zespół medyczny opiekował się nim i został zatwierdzony jego powrót do obowiązków operacyjnych, ale….

„Wkrótce się do tego przyzwyczaję. Było podobnie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Legion.”

„…….”

Była jedna rzecz, którą zrozumiała. Niezależnie od tego, czy zapewniał, że wszystko w porządku to Shinowi nie można było ufać, że będzie całkowicie szczery w kwestii swojego zdrowia. Miał tendencję do wykańczania swojego ciała…. nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Dźwięk wiadomości z holoekranu przerwał ciszę pomiędzy nimi.

„Następnie, mamy aktualne informacje na temat operacji odbicia północnych sektorów administracyjnych Republiki San Magnolia.”

Patrząc na holoekran, Shin sięgnął po czujnik umieszczony na krawędzi stołu. Miał zamiar albo zmienić kanał, albo go wyłączyć, ale Lena go powtrzymała. Niestety, zachowanie Bleachersów było takie samo jak dotychczas, dopóki Eighty-Sixterzy nie opuszczą bazy obsadzonej garnizonem. Krytykowanie tego wydawało się bezcelowym przedsięwzięciem.

Program informacyjny jasno wyjaśnił sytuację wojenną. Aktualne linie frontu, jakie sektory zostały odbite, ile ofiar poniesiono i liczbę zestrzelonych wrogów. Omówiono także próbki ludzkie znalezione w podziemiach Charite i chociaż zatuszowano niektóre fakty, raport był w większości dokładny. Przynajmniej nie było próby fałszowania stanu wojennego.

„-Co więcej, bitwę o terminal Charite prowadził Osiemdziesiąty Szósty Pakiet Uderzeniowy, utworzony przez dziecięcych żołnierzy, którym udzielono schronienia ze starej Republiki San Magnolia, znanych również jako Eighty-Sixterzy-.”

Lena spojrzała na program, będąc mile zaskoczoną, że raport zawiera takie szczegóły. Omawiano nie tylko osiągnięcia, ale także to, kto je osiągnął. Republika nigdy nie donosiła o takich rzeczach, ale prawdopodobnie właśnie tak powinno być….

Program był kontynuowany i zawierał wyjaśnienia dotyczące Eighty-Sixterów. Opowiadał o pięciorgu dzieci-żołnierzach, które uratowano na froncie zachodnim. O strasznych prześladowaniach, jakie zadała im ta ojczyzna. O tym, jak po upadku Republiki odkryto, że niezliczone inne dzieci zostałby poddane temu samemu leczeniu.

Następnie w reportażu kontynuowano opowieść o tym, jak te same dzieci podjęły się ratowania swojej dawnej ojczyzny. Z własnej woli.

“…Huh?”

O tym, jak przysięgali lojalność swojemu nowemu krajowi w imię szlachetnej życzliwości. O tym, jak bohaterskie dzieci-żołnierze oddały swoje ciała i życia w imię sprawiedliwości Federacji, aby ocalić ojczyznę, która ich kiedyś dręczyła.

„Co….?”

Była to historia tragiczna, wzniosła i bezbłędna. Smutna, ale słodka baśń, która wywoła u każdego łzy, złość i drżenie w głębokim podziwie. Historia, która miała wzbudzić współczucie, w którym można się utopić, podana łzami i ozdobiona emocjami.

„C-co to jest…? Jakie jest tego znaczenie…?”

Jedyne, co mogła powiedzieć na pewno to to, że o nie pokrywał on Shina, który siedział przed nią, Raidena, Theo, Kureny, Anju, Shiden lub któregokolwiek z pozostałych Eighty-Sixterów których znała.

Nie było niczego, czego Ci dumni ludzie nienawidziliby bardziej niż bycia arbitralnie traktowanym jak żałosne dzieci…!

Jednak wbrew oburzeniu Leny, Shin po prostu mruknął obojętnie.

„Tego rodzaju audycje są nadawane od czasu ofensywy na dużą skalę. Od dnia, w którym nas uratowali, traktują nas jakbyśmy zasługiwali na miłosierdzie i nasilają się w miarę pogłębiania się wojny…. Mogą nam współczuć i czuć słuszny gniew wobec Republiki za to, co zrobiła. Mogą łatwo poczuć, że są lepsi i sprawiedliwi. To wszystko.”

Federacja ledwie pamiętała, jak podobna sytuacja wydarzyła się jedenaście lat temu. Kiedy Republika podniosła miażdżącą klęskę z rąk Legionu, jej obywatele patrzyli na Eighty-Sixterów jak na ujście dla ich frustracji. To było to samo. Jedynie co zrobili, to zamienili jedną formę dyskryminacji na inną.

Spojrzał na Lenę, która trzęsła się z wściekłości i przekrzywiła głowę w zadziwieniu jak niewinny potwór, tak samo jak wtedy, gdy spacerowali ulicami Liberte et Egalite.

“…Czy naprawdę jest się czym tak złościć?”

„oczywiście że tak! Czy nie walczyłeś tylko po to, żeby podpierali się jakąś tragiczną historią! Aby patrzeć na Ciebie z góry, jak na jakieś żałosne dziecko! Prawda…?”

Tracąc siły, Lena zwiesiła głowę. To było jak….

„Czy nic nie czujesz…? Nie jesteś zdenerwowany tym, jak miejsce, do którego uciekłeś, traktuje Cię…?”

“…Nie bardzo.”

Jego głos wydawał się naprawdę i szczerze obojętny. Pomyślała też, że może do zdenerwować to, jak bardzo przejmuje się tą sprawą.

„To niezbyt przyjemne -przyznaję – ale po takim czasie litość i pogarda są dla nas tym samym… Czy nie mówiłem już? Federacja nie jest utopią. To kraj złożony z ludzi, tak samo jak Republika.”

Następnie uśmiechnął się bezdusznie. Smutny, zrezygnowany i pełen ulgi uśmiech.

„Wszyscy ludzie są tacy sami, niezależnie od tego, dokąd się udasz. To wszystko.”

Ten zniekształcony uśmiech… pełen zimnej wściekłości i pogardy. Te same emocje, które Eighty-Sixterzy z Osiemdziesiątego Szóstego sektora kierowali w stronę białych świń.

„Shin…. czy ten świat jest piękny?”

Jego wyraz twarzy spowodowany nagłym pytaniem wyrażał powątpiewanie.

„Co ty-?”

„Czy ten świat jest dobry? Czy to dobre miejsce…? A co z ludźmi? Czy są piękni? Mili? Czy są dobrzy?”

Jego pełna wdzięku twarz początkowo wykrzywiona w zmieszaniu, stopniowo traciła wszelki wyraz w miarę przeciągania się pytań Leny. I nie zwracając na to uwagi kontynuowała przesłuchanie.

„Ten świat… To ludzie…. Czy mógłbyś nauczyć się ich kochać?”

Nie nadeszła żadna odpowiedź.

„Rozumiem…. Nie, to ma sens.”

Świat nie był dla nich piękny. Nie, może i był, ale z pewnością nie był miły. A ludzie nie byli mili ani dobrzy. Z pewnością nie był piękny. I nie ograniczało się to do Republiki. To samo odnosiło się do Federacji…. Do wszystkich ludzi. Eighty-Sixterzy prawie zrezygnowali z ludzkiego świata, uważając go za okrutny i nędzny…. a przede wszystkim beznadziejny.

„To nie tak, że nie pamiętasz swojego dzieciństwa. Nie chcesz go pamiętać. Bo w ten sposób możesz ciągle myśleć, że rzeczy, które straciłeś, które zostały Ci odebrane, nigdy nie istniały. W ten sposób możesz nie przestać wierzyć, że ludzie są podli.”

Eighty-Sixterów poddawano surowym prześladowaniom i wyrzucono ich na śmiertelne pole bitwy, a przy okazji wiele rzeczy zostało im odebranych. Ich rodziny, ich imiona, ich wolność, ich godność. Ale jak otrze złośliwości nadal się obracało, zdzierając warstwę po warstwie, odrzucili przeszłość, którą kochali, aby zachować swoją dumę. Musieli dobrowolnie wymazać uczucie, które kiedyś znali, życzliwość, ciepło, radość i pamięć o ludziach, którą ich obdarzyli.

Ponieważ gdyby pamiętali te rzeczy, zaczęliby je nienawidzić.

Że kiedyś mieli radość do stracenia, że ludzie, którzy byli z natury dobrzy, że była to najprawdziwsza forma ludzkości…. Zaczęliby nienawidzić świat tuż przed ich oczami, ponieważ nie była żadną z tych rzeczy. Znienawidziliby go i ostatecznie zostaliby tak podłymi jakim był świat. Zniżyliby się do nienawiści prześladowców i stracili swoją ostatnią dumę, jaka im pozostała, uważając podłość i wulgarność za prawdziwą esencję człowieka.

A ci nieżyczliwi ludzie, których spotykali, którzy byli gotowi wyciągnąć pomocną dłoń, po prostu wyznaczałoby to ich jako cennych wyjątków od reguły, próbujących chronić świat i jego mieszkańców przez rozpaczą.

Dlatego nic nie czuli. Żadnej pogardy. Żadnej pokusy. Ani wobec ludzi, ani wobec świata. Nie oczekiwali dobrej woli czy sprawiedliwości. Nie mieli nawet odrobiny nadziei….

Do dziś, Shin nadal nie odpowiedział na jej pytanie o to, czy jest coś, co chciałby zrobić. Wszystko co zrobił, było odzwierciedleniem życzenia Leny. Po prostu udawał, że próbuje sobie przypomnieć, aby załagodzić ten fakt. Ale nigdy nie próbował zmierzyć się ze swoją utraconą przeszłością.

„Ty… Wszyscy mogliście opuścić Osiemdziesiąty Szósty sektor. Ale nadal jesteście uwięzieni. Wciąż jesteście uwięzieni przez Republikę. Przez nas – białe świnie.”

Zapomnieli o wszystkim by nie musieć nienawidzić innych.

Aby chronić tę dumę, musieli odciąć się od wszystkiego innego.

Nawet samo poczucie, że coś cennego zostało im odebrane.

I dlatego Shin i reszta Eighty-Sixterów byli tacy sami, jak wtedy, gdy zostali uwięzieni w Osiemdziesiątym Szóstym sektorze. Trzymając się ostatnich śladów dumy i nigdy nie patrząc wstecz na to, co musieliby odciąć, aby to zachować. Tak jak wtedy, gdy biegli przez pole bitwy pewnej śmierci, przypieczętowanej ludzką złośliwością – Osiemdziesiąty Szósty sektor, gdzie cały świat był ich wrogiem. Bez szczęścia w przeszłości, na które można by spojrzeć wstecz, nie mogliby wyobrazić sobie szczęścia w przyszłości.

Przeżyli i zyskali wolność. Musieli jednak porzucić siłę, by wyobrazić sobie przyszłe szczęście, a nawet siłę, by sobie tego życzyć.

Shin po prostu spojrzał na Lenę, milcząc i pozbawiony wyrazu. Jej słowa prawdopodobnie do niego nie przemówiły. Przez okno wpadał cień drapieżnego ptaka w locie. Cień jego skrzydeł padł na pomieszczenie, jakby miał oznaczać on przerwę między nimi.

Myślała, że stoi na tym samym polu bitwy co oni. Że w końcu ich dogoniła i odtąd będzie walczyć u ich boku. Ale tak nie było. Mogli stanąć na tym samym polu bitwy i rzucić się w tę samą bitwę…. Ale ona widziała świat w sposób radykalnie odmienny od ich własnego postrzegania.

Jestem obywatelem Republiki. Stroną, która ich z tego okradła. Więc mówienie tego, jest prawdopodobnie okropną pychą. Ale nawet wiedząc o tym…

„To mnie… smuci.”

Pojedyncza łza spłynęła po jej miękkim, białym policzku.

Republika jest wrogiem.

Blizny po okrucieństwach Republiki wyryte na Eighty-Sixterach, rozpacz, wobec tego świata, który sięga zbyt głęboko, są moimi i prawdopodobnie ich największymi wrogami.

– VLADILENA MILIZE, WSPOMNIENIA

Prev
Następny
Novel Info

Komentarze do rozdziału "Epilog:"

DYSKUSJA O MANDZE

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

Wszystkie serie na tej stronie nie należą do nas. Mogą występować różne błędy językowe lub edytorskie. Zachęcamy do kupna oficjalnej wersji, jeśli pojawi się w naszym języku.

Zaloguj się

Zgubiłeś hasło?

← Powrót doSkanlacje

Zarejestruj się

Zarejestruj się na tej stronie.

Zaloguj się | Zgubiłeś hasło?

← Powrót doSkanlacje

Zgubiłeś hasło?

Wprowadź swoją nazwę użytkownika lub adres e-mail. Otrzymasz link do utworzenia nowego hasła za pośrednictwem wiadomości e-mail.

← Powrót doSkanlacje